Aghori – nieustraszeni asceci

Parający się nieprzyzwoitymi rytuałami asceci, ludożercy, praktykujący w miejscach kremacji, przerażający – w taki oto sposób opisywani są aghori, pochodzący (prawdopodobnie) w prostej linii od kapalików, nosicieli czaszek. Gdy wnikniemy do wnętrza praktyki aghorich, ukaże się nam jednak zupełnie inna duchowa przestrzeń – miłość…

dscn1297.jpg

Jak podaje Gavin Flood (Hinduizm, 2008, Rozdział 7. Śiwaizm i religia tantryczna), kapalikowie podobnie jak asceci nurtu lakula nosili kostury zakończone ludzką czaszką (skr. khatwaṇga) oraz miseczkę żebraczą pozyskaną z ludzkiej czaszki, żyli w miejscu kremacji, naśladując groźne bóstwa, obłaskawiając je ofiarami z krwi, mięsa, alkoholu, celem była moc (skr. siddhi), lecz… tak wyglądała praktyka kapalików z zewnątrz. Dokonywanie przez nich transgresji miało określony cel – poprzez złamanie rytuałów czystości bramińskiej (wedyjskiej), a zarazem złamanie praw śmiertelnego świata, chcieli dokonać transmutacji cielesnej oraz uwolnić się od jego więzów i osiągnąć wyzwolenie. Co z konwencjonalnego punktu widzenia wydaje się niegodne, nieczyste i przerażające, po przekroczeniu stanu spętania strachem, gniewem i pragnieniem może nagle okazać się czymś zupełnie innym. Kapalikowie zanikli z biegiem czasu, za wyjątkiem  aghorich, przebywających głównie w Kaśi (Waranasi, Benares). Aghori także używają ludzkich czaszek (głównie pozostających po rytuale pośmiertnego spalenia zwłok), jedzą z czaszek, medytują w miejscach kremacji, smarują ciało popiołem kremacyjnym, używają produktów z ciała do przebłagania bóstw, przeprowadzają rytualne jedzenie… martwych ciał. Jednak to ostatnie nie jest częste, bo i nie ma takiej potrzeby. To rzadko stosowany rytuał, jeden z najcięższych, by przekroczyć granicę strachu i obrzydzenia. Aghori znaczy przecież „bez-strachu”.

dscn1345.jpg

Aghori, czyli odmowa naturalnemu pragnieniu

Aghori pozostawia wszystko za sobą, żyje bez przywiązania do świata, który uważa za miejsce kremacji (skr. śmaśāna) należące do istot, które już umarły lub dopiero umrą. Z drugiej jednak strony, aghori kochają wszystkie stworzenia z równą intensywnością, jak Maa (bogini Matka), bóstwo aghorich, kocha swoje dzieci. Pierwszym stopniem na drodze aghoriego jest uświadomienie sobie, że wszystko kiedyś zniknie, ale sthula śarira, ciało materialne, jest bardzo ważne, bo staje się narzędziem duchowego treningu. Nie będę opisywać szczegółowych praktyk ani przebiegu inicjacji, bo tego się doświadcza, a nie obserwuje z boku i komentuje, ale jedno ćwiczenie jest bardzo użyteczne, nawet w zwykłym życiu. Aghori idzie pod prąd, wbrew naturze niekiedy… tej samej, która zbliża ku zatraceniu. Asceta zatem stara się zapanować nad wszystkim, co jest związane ze rzeczywistością przemijania, cierpienia i bólu. Jest on przecież bez-strachu. Bez największego strachu, jakim jest Koniec. Kiedy aghori czuje jakieś przejmujące pragnienie, któremu nie można się oprzeć, to właśnie wtedy wie, że trzeba się jemu oprzeć! „Kiedy czujemy nagły i przenikliwy głód, to zgodnie z naturą jemy. A tutaj chodzi o to, by nie jeść.” – kiedyś pewien asceta mi wyjaśniał. Jest to trening mentalny, trening siły woli, by oprzeć się pokusom. Oczywiście trzeba w końcu zjeść, bo nie chodzi o to, by zagłodzić się, jednak trzeba mądrze dobierać jedzenie, także pokarm duchowy, spożywany przez nasze serce i umysł. Gdy zapanuje się nad pragnieniem, nad którym wydaje się nam, że nie mamy panowania, to właśnie wtedy uaktywnia się rodzaj wewnętrznej siły, o której nie wiedziało się, że w nas drzemie. Wszystko zaczyna się w umyśle, nie ciele, ciało tylko przejmuje decyzje umysłu-serca. Podobnie to, co widzimy, zaczyna się w umyśle…

Indyjska różnorodność ascetycznych tradycji

W Indiach mamy do czynienia z wielością ordynacji ascetycznych. Najprostszy i niewiele mówiący podział biegnie wzdłuż linii: wyznawcy Wisznu (wisznuici), czyli asceci ubrani w białe szaty, oraz wyznawcy Śiwy i Śakti (śiwaici – śaktowie), wyrzeczeńcy (skr. tjaginowie lub sannjasinowie) przeważnie przyodziani w pomarańczowe szaty z elementami żółtego koloru. Podział wewnątrz tych dwóch klas hinduizmu jest już znacznie trudniejszy. W nurcie śaktyzmu i śiwaizmu mamy bowiem np. linię przekazu nagów (dalej się dzielących), mamy aghorich, mamy także tradycję nathów okrytych popiołem. Ghaty Waranasi zaludnione są jeden przy drugim ustawionymi namiotami, podobnie w ważnych miejscach pielgrzymkowych można spotkać ich obozowiska, np. na himalajskiej trasie do Kedarnath, w Badrinath… (o Kedarnath tutaj, a trasie Badrinath-Kedarnath tutaj i tutaj). Gdy coś w ich zachowaniu mnie zaciekawi, podchodzę, pytam, czasem na migi, używając zrębków hindi, nie każdy asceta zna angielski. Jednak człowiek się jakoś dogada… w tej przestrzeni „pomiędzy”, bo niekiedy wcale nie potrzeba języka, by porozmawiać

Aghori…

Razu pewnego zapytałam znajomego jogina (naga babę), jakie jest jego zdanie o aghorich. „Bardzo ich szanuję, prawdziwy jogin zawsze jest dobrą istotą.” Początki ruchu aghorich nikną w zawiłościach indyjskiej historii. Niekiedy wpisywani są w nurt tantry, od którego sami często się odcinają (jednak nie zawsze, wszystko zależy bowiem od tego, co rozumiane jest przez cel tantry: moce tajemne i stany ekstatyczne czy wyzwolenie i najwyższa mądrość, uwalniająca z okowów śmierci i uzależniającego świata cierpienia i bezustannej zmiany). Odnośnie tantryzmu, jego praktyk, parampary (tradycji przekazu mistrz-uczeń), datowania i okoliczności powstania, wszystko jest zawsze skomplikowane… Głównymi siedzibami aghorich są: Waranasi (Uttar Pradeś), Girnar/Girinagar (Gudżarat), Tara Peeth (Bengal), Kamakhya (Assam) oraz Pashupatinath (Katmandu). Zgodnie z puranami (Śiwa i Linga) patron ascetów Śiwa wyobrażany jest także w postaci Sada-Śiwy o pięciu obliczach, symbolizujących: 1. stwarzanie, 2. podtrzymywanie, 3. niewiedzę, 4. anihilację nakłaniającą do praktyki jogi prowadzącej do 5. wyzwolenia. Oblicze zniszczenia w kolorze ciemnoniebieskim (nawet czarnym), zwane jest aghora, tutaj Śiwa jest Rudrą i przeraźliwym Bhairawą. To właśnie ona najsilniej związana jest z praktyka jogi i filozofią sankhji. Guru Dattareja uchodzi za pierwszego mistrza tradycji aghorich, którą można podzielić (nie bez problemów) na dwie główne linie przekazu: Kinarami Parampara oraz Aghor Nath (Siddha) Sampradaya (zapis zangielszczany). Ruch aghorich został zapoczątkowany w V w. przez postać Bhairawaćarji [wg przyświątynnego prospektu Aghor at glance, s. 17].

20190222_072540

Kinarami Parampara wywodzi się od mistrza Kina Ram Baby (XVII/XVIII w.), działającego w Waranasi. Kina Ram Baba (Baba Keenaram) dwukrotnie otrzymał przekaz od czcigodnego Dattareji. Nauka Baby Keenarama odrzuca indyjski podział klasowo-kastowy, propagując obecność boskości we wszystkim, co istnieje, a dokładniej – przenikania całego kosmosu. Ostatecznie Kina Ram Baba osiadł w Waranasi przy Krim Kund, cudownym zbiorniku wodnym poświęconym bogini Kali. Tam jego uczniowie, poddając się silnym praktykom ascetycznym (tapasowi, czasem zapisywane lokalnie: „tapasya”), utworzyli pierwszy aśram, często odwiedzany przez lokalnych niedotykalnych oraz przez niektórych radżputańskich kszatrijów. Po śmierci Kina Ram pozostał wśród swoich uczniów w postaci świętego ognia, Hingladż, bogini szczęścia i powodzenia, w formie jantry znajduje się obok ognia. Istota reforma nastąpiła w połowie XX w., kiedy to Baba Aghoreshwar Bhagvan Ramji (Avadhoot Bhagwan Ram) zmodyfikował praktykę oraz otworzył (w części) tradycję aghorich dla laików.

Tradycja Aghor Nath (Siddha) Sampradaya mistrza swego upatruje w postaci Goraksza-natha, ucznia Matsendra-natha, fundatora tradycji hatha. Święty żył w okolicach XI i XII w., podróżując po Indiach, słynąc ze swej mądrości i biegłości w sztuce jogicznej (i ponoć magicznej). Główną siedzibą ruchu aghori nathów jest Gorakpur.

Awadhut, aughar, aghoreśwar…

Celem życia ascetów jest przebywanie w boskiej jedności i przezwyciężanie dualności świata doświadczalnego z dnia na dzień. Odpowiedzialność i opieka spoczywa na barkach osoby mistrza (guru), który jako ucieleśnienie, realizacja ideałów etycznych, winień pomagać swoim uczniom w duchowym rozwoju. Pierwszym etapem przecinania uzależnienia od świata przemijalnego jest diksza, inicjacja, podczas której adept otrzymuje od mistrza mantrę (ochronna formuła, a zarazem obiekt (skr. deśa) koncentracji uwagi w czasie medytacji… lub narzędzie walki wobec złych emocji i impulsów). Pojawiają się praktyki oczyszczania przez ogień, rytualnego spożywania mięsa oraz innych niedozwolonych substancji, kontrolowania bhutów (duchów i innych istot wyzbytych materialnego ciała, ocieramy się tutaj bowiem o indyjską alchemią, rasajanę, oraz przeróżne praktyki autochtoniczne, często o szamańskiej proweniencji), a także kontrowersyjna śawa-sadhana, praktyka z użyciem martwego ciałą. Ciało to śawa (martwota), z którego emanuje życiowa energia kosmiczna (Śakti), to ona czyni ze zwykłego ciała boski pojazd – Śiwę. Gra słów śawa-śiwa nie jest tu przypadkowa. W sanskrycie śiwa oznacza nie tylko boga i patrona jogi, małżonka Śakti (Sati-Parwati-Uma lub w jej przeraźliwej formie Kali, a nawet Durga, ale tutaj mitologia indyjska jest ambiwalentna, Durga bowiem zawsze pozostaje niezamężna!). Miseczką do jedzenia, a także przedmiotem praktyki, jest ludzka czaszka – głowa jako „miejsce myśli” uchodzi także za siedlisko maji-awidji, fundamentalnej wrodzonej niewiedzy, której pragmatyczną-emocjonalną stroną jest pragnienie. Nie chodzi tutaj o zwykłą niewiedzę ani proste pragnienie. Każdy czegoś nie wie, każdy czegoś pragnie. Tu głębszy poziom wchodzi do gry, a dokładniej – najgłębszy, sięgający samej istoty człowieczeństwa. Naturą człowieka jest awidja i kama/lobha (pragnienie), któremu nie może się oprzeć, jednak jeśli wejdziemy na poziom epistemiczny (poznawczy), to joga wyjaśnia nam, że nasz umysł zawsze nastawiony jest na przedmiot. Zawsze musi o czymś myśleć, coś chwytać. Gdy coś jest przyjemne, to umysł składnia się ku temu, niekiedy tracąc kontrolę nad sobą (snując różne mniej lub bardziej zawiłe scenariusze zdarzeń i wersje rzeczywistości), a gdy coś jest mu nieprzyjemne, to odpycha to. Brzydzi się, odrzuca, boi, gniewa, smuci.

Umysł jest narzędziem przyczynowości, uwikłania i wyzwolenia.

Ogień w żołądku, który we wszystkich żywych stworzeniach przechowuje oddech życiodajny, płonie bezustannie. W celu obiaty [rytualnego ofiarowania pożywienia] w tym ogniu składa się święte pokarmy: czułość, pokorę i poświęcenie-służbę przepojone głęboką wiarą.

– Mysteries of the Aghor Master 2017: 31 i 36

Mamy więc alternatywę: przyjemne-ohydne, pragnę-odrzucam, chcę-gniewam się, raduję-smucę… panuję nad emocjami i roztrzęsionym umysłem albo nie panuję. Oczywistym pytaniem, które się tutaj nasuwa, jest to „kto jest tym, który (nie) panuje?”. W odpowiedzi przychodzi praktyka medytacji. Tam jogin (także aghori) przebija się przez kolejne zasłony uzależnienia od świata i własnej wewnętrznej gry. Przebijanie strzałą koncentracji zaczyna się w momencie, gdy jogin czuje, że coś jest nie tak z każdym konkretnym pragnieniem, negatywną emocją (pozytywną oczywiście też, skoro „piękno” narzuca lgnięcie ku przedmiotowi piękna), że to być może nie on/a pragnie, ale jakby coś w niej/nim. I to „jakby” nie daje już spokoju, staje się pierwszym terenem podróży ku… To się dopiero okaże, co znaczy przebywanie poza dwójnią (życie-śmierć, chcę-nie chcę, piękne-brzydkie), w przestrzeni miłości.

Miłość według aghorich

Zarzuca się aghorim intoksykację, przebywanie w zmienionym stanie świadomości, spowodowanym środkiem odurzającym. I jest to prawdą – aghori przebywa w stanie odurzenia – intoksykacji miłością-oddaniem, jest wręcz (Aghor at glance, s. 20 i 44):

(…) oszalały z oddania [devotion] i nie potrzebuje żadnego innego uzależniającego środka, żadnej uzależniającej substancji, by wpływała na jego świadomość.

Obsesja wyzbytego ego(izmu) oddania, miłości, jest symbolem wiedzy najwyższej.

Niemniej jednak różne rzeczy się wydarzają… a chillum puste nie zostaje.

Waranasi

Nadal nie spotkałam aghorich w Waranasi, ale byłam w ich świątyni. Wewnątrz fotografia jest zabroniona. Jednak następnym razem przebywając w moi ukochanym mieście, zapuszczę się w tereny, gdzie aghori mogą być obecni…

20190224_121115

Prawdziwy mistrz tworzy mistrzów, nie uczniów. (…) a jedyna różnica między mistrzem a uczniem jest taka, iż mistrz trochę szybciej zaczął się uczyć.

– Mysteries of the Aghor Master, 2017: 9

 

 

Joga jako filozofia życia – rozmowa z Arkiem Banaszakiem z Soyoga

Rozmową z Arkiem zaczyna się cykl pogawędek o jodze, na plaży, w kawiarni, w parku, nad morzem… Pytania będą podobne, ale odpowiedzi oczywiście inne. 😊 Joga nie jest tylko zawiłą filozofią, skomplikowaną psychologią i trudną praktyką soteriologiczną. Joga to przede wszystkim sztuka życia szczęśliwego, nie tylko na macie, nie tylko w czasie medytacji czy praktyk oddechowych. Joga jest po prostu oddechem, dyscypliną, studiami nad rzeczywistością i samym sobą. Joga to szczery kontakt z Naturą i drugą osobą. Joga to w końcu wspólna praktyka, w której magia wydarza się „gdzieś–pomiędzy” matami, nauczycielem a praktykującymi…

A1

Po porannej wspólnej praktyce jogi w jednym z wrocławskich beach barów usiedliśmy z Arkiem (Soyoga) na rozmowę. Słońce nas paliło, Odra spokojnie płynęła, leniwa niedziele dopiero się zaczynała. Bardzo lubię praktykować asany w tak silnym upale, przypomina mi się wtedy Haridwar i pranajama przy niemal 40C (tapas jogiczny i Haridwar). Arek Banaszak jogę praktykuje od 10 lat i jak sam przyznaje z roku na rok z coraz większą satysfakcją i radością. Jest licencjonowanym instruktorem hatha jogi, ale w swoim doświadczeniu z jogą korzysta także z metod mistrza Iyengara oraz winjasy.

3

1. Czym jest dla Ciebie joga? Tendencyjne, ale wbrew pozorom trudne pytanie.

Może zabrzmi to górnolotnie, ale filozofią życia… nieodłącznym elementem mojego funkcjonowania. Nadaje ona sens codzienności, dzięki niej nabieram zdrowego dystansu do otaczającej rzeczywistości, mam więcej cierpliwości i wyrozumiałości. Sądzę, że dzięki jodze chociażby przeszedłem na wegetarianizm.

2. Jak zaczęła się Twoja przygoda z jogą? Jakie były powody i okoliczności?

Zawsze ciągnął mnie szeroko rozumiany Wschód ze swoją tajemniczością, a joga w mojej opinii jest jej ważną częścią, więc wyruszyłem tą ścieżką… 😊

3. Starożytne teksty jogi, np. filozoficzne rozmowy obecne w Mahabharacie (słynnym indyjskim eposie), jogę nazywają tajemnicą tajemnic… dostępną jedynie tym, którzy odważnie kroczą jej ścieżką, są jukta (złączeni z najwyższymi wartościami, co można i przetłumaczyć po prostu – ten, który wstąpił na ścieżkę jogi), dochowują wierności jej etycznym zasadom, takim jak: niekrzywdzenie, prawdomówność, samodyscyplina, oddanie służbie innym, pracowitość, hojność itp. Patrząc na swoje doświadczenie z jogą, powiedz, co joga zmieniła w Twoim życiu na poziomie zarówno społecznym, jak i cielesnym oraz emocjonalnym?

Na poziomie społecznym dała mi wyrozumiałość. Na poziomie cielesnym – świadomość, a emocjonalnym – dystans do siebie i świata oraz spokój.

4. To są właśnie jedne z najważniejszych wartości, które joga w sobie niesie od pradawnych czasów… Obecnie mamy tak wiele stylów jogi, który z nich jest w Twoim życiu najważniejszy? I dlaczego właśnie ten?

To się zmienia u mnie z wiekiem i doświadczeniem. Rozpoczynałem od metody B.K.S. Iyengara i tego nie żałuję. Jest to styl, który rzeczywiście uczy podstaw jogi, poza tym trafiłem na świetną nauczycielkę. Później pojawiła się hatha joga i tzw. power joga, czyli bardziej dynamiczna forma podobna do ashtanga jogi, a ostatnio coraz bliżej jest mi do winjasa kramy, wolniejszej od power jogi, mocno skoncentrowanej na integracji oddechu z ruchem. Chodzi o to, że płynność sekwencji i logicznych przejść od asany do asany połączona z uważnością oddechu jest mi najbardziej bliska.

5. To tak jak w życiu – wykonujemy pewne czynności i staramy się wszystko ułożyć w logiczną całość… Czym się inspirujesz? Czy masz jakiegoś mistrza, osobę, która nauczyła Cię wiele i nadal inspiruje do działania i bycia dobrym człowiekiem/joginem?

Najważniejszym nauczycielem zawsze będzie dla mnie Kamila Świąder z Gdańska (tradycja Iyengara). Natomiast ruch jogi akademickiej pod auspicjami prof. Janusza Szopy otworzył mi oczy na zupełnie inną relacje uczeń-nauczyciel – dopiero tutaj poczułem się, że jest to relacja partnerska. Myślę, że konsekwencją tej fascynacji jest kontynuacja edukacji u ciebie, Nina [Studia Podyplomowe Jogi Klasycznej, Uniwersytet Wrocławski). Nie mam jednego mistrza (może go jeszcze nie poznałem 😊). Jestem po prostu otwarty na poznawanie kolejnych, inspirujących nauczycieli, ale jest to raczej ścieżka jogi akademickiej, a nie konkretnej szkoły czy stylu jogi.

6. Skąd czerpiesz swoją wiedzę o jodze?

Źródeł jest kilka. Ostatnie to oczywiście edukacja na studiach podyplomowych na UWr, uczestnictwo w warsztatach, oczywiście Internet, prenumeruję czasopisma jogowe, kupuję książki – polecam internetowe antykwariaty, nieraz można za niewielkie pieniądze kupić ciekawe książki… również na OLX!

7. Dobra rada. Ostatnio dobrych publikacji o jodze jest coraz więcej, trzeba więc znać źródła niedrogiej książki. 😊 Dla kogo według Ciebie joga jest szczególnie użyteczna? Chodzi mi właśnie o to „szczególnie”.

Hmmm… trudne pytanie. Odpowiem trochę przewrotnie: dla tych, którzy rzeczywiście chcą ją poznać.

8. Hmmm… Piękna odpowiedź. Jakie wartości wnosi joga do współczesnego świata?

Myślę że ludzie, którzy ją praktykują, ich postawa, empatia, kultura zdrowego ciała, odpowiedzialność za środowisko, świadome odżywianie, to są wartości, które ta fantastyczna jogińska społeczność wnosi do codziennego życia.

9. Czy jest w jodze coś, co Tobie nie odpowiada? Czy masz z czymś trudności (i nie mam tu na myśli trudności związanych z asanami)?

Nie ma takiego obszaru. 😊

10. Gdybyś miała/miał jedną wskazówkę dla osób zaczynających praktykę jogi, co by to było?

Dobry nauczyciel to podstawa!

11. Obecnie panuje takie przekonanie, że dobra, czyli metodyczna, joga jest prowadzona w szkole jogi, a tak zwana joga fitnessowa – praktykowana w klubach sportowych – jest jedynie kolejną formą marketingowego chwytu i niewiele różni się od ćwiczeń rozciągających czy innych form aktywności stricte fizycznej. Ja tak nie myślę. Zresztą obecnie jogę praktykuję w dwóch klubach (w stylu yin joga i niekiedy hatha joga). Zaczęłam jednak podobnie jak ty – od mistrza Iyengara (w szkole jogi  Manomani we Wrocławiu), i to jest dla mnie solidna podstawa i najważniejsze odniesienie. Wszystko jednak zależy od osoby, która jogę prowadzi, jej zrozumienia wartości jogi, praktyki własnej oraz zaangażowania w pomoc swoim podopiecznym na sali. Sala w gruncie rzeczy nie jest ważna – ważny jest, jak przed chwilą powiedziałeś, dobry nauczyciel. Co znaczy dobry nauczyciel? I jakie jest Twoje zdanie o jodze prowadzonej w klubach fitness?

Podpisuję się pod tym co powiedziałaś, że ,,wszystko zależy od osoby, która jogę prowadzi’”. Śmiem twierdzić, że jest to bardzo trudna ścieżka dla instruktora czy też nauczyciela jogi. Często nie ma podziału na stopnie zaawansowania zajęć. W jednym momencie możesz mieć na sali zarówno osoby, które praktykują już jakiś czas, jak i takie, które są po raz pierwszy. Musisz czuwać nad wszystkimi, uwaga i wrażliwość na drugą osobę bardzo się pogłębiają. To także część mojej indywidualnej praktyki. Ponadto musisz zmieścić się najczęściej w czasie poniżej 60 minut, w tle dochodzi głośna muzyka, dobiegająca z siłowni lub innych zajęć. Joga bywa raczej dodatkiem do oferty klubu, więc najczęściej maty to jedyne ,,narzędzie” twojej pracy, niekiedy są jeszcze paski i koce. Ale nie narzekam. W klubach poznałem fantastycznych ludzi i nie zamieniłbym tego doświadczenia za nic w świecie. 😊

4


Arek BanA2aszak jogę praktykuje od 10 lat, jest licencjonowanym instruktorem hatha jogi, a obecnie poszerza swoja wiedzę na Studiach Podyplomowych Jogi Klasycznej na Uniwersytecie Wrocławskim. Prowadzi jogę w klubach we Wrocławiu: Fitness World, Orbita oraz Sportwerk. Naucza jogi w ramach autorskiego projektu „Joga w miejscu pracy” oraz współpracuje z triathlonistami. Organizuje warsztaty i wyjazdy jogowe. (Tel. 603 78 34 45)

Oddziaływanie umysł-ciało (MBIs) na poziomie komórkowym

7

Wiadome jest, że joga wpływa na redukcję stresu i lęku, poprawia wydolność organizmu, wzmacnia, a nawet „regeneruje”, kręgosłup (zwłaszcza w odcinku lędźwiowo-krzyżowym), wzmacnia uczucie zadowolenia z życia i uwrażliwia na relacje z otoczeniem (społecznym i naturalnym). Opublikowane w 2017 roku badania wskazują na dużo głębszy wpływ praktyki jogi jako jednej z form oddziaływania umysł-ciało (MBIs) – wpływ na ekspresję genów.

Joga [1] jest starożytną i złożoną praktyką, zakorzenioną w indyjskiej filozofii, jest ćwiczeniem duchowym poprzez medium ciała. Początkowo joga była prawdopodobnie tylko duchową praktyką nakierowaną na transcendentny cel – wyzwolenie ze świata cierpienia i niekończącego się procesu narodzin i śmierci. Z biegiem czasu, coraz bardziej określając swoje metody pracy psychofizycznej, joga stała się dyscypliną tworzenie fizycznego i mentalnego dobrostanu, posiadającą: obszerną literaturę filozoficzną, spisaną głównie w sanskrycie, linie i tradycje przekazu nauk, różnorodne sposoby praktyki uzależnione od mistrza (guru), który je przekazywał, oraz specyficzne inicjacje wprowadzające adepta w coraz bardziej tajemne (złożone, pogłębione) nauki pracy z ciałem, oddechem i umysłem. Stanowiąc kombinację ćwiczeń oddechowych (pranajam), fizycznych pozycji (asan) oraz medytacji (dhjana), obecnie joga staje się system leczniczym rozumianym jako forma terapii alternatywnej –  joga wzbudza coraz większe zainteresowanie nauk medycznych. Dzieje się tak, ponieważ możliwości terapeutyczne jogi, kładącej nacisk na wzajemny wpływ umysłu-oddechu-ciała, okazują się w obiecujacym stopniu skuteczne przy regulacji układu współczulnego (odpowiedzialnego za stres), działań na poziomie osi podwzgórze–przysadka–nadnercza (ang. HPA), BDNF i kortyzlowej odpowiedzi na przebudzenie (ang. CAR) [2] [3], a także jako pomoc przy leczeniu na poziomie mentalnym (depresja [4], psychoza [5], PTSD [6]) oraz ogólnym (poprawa koordynacji ruchowej, elastyczności, koncentracji, jakości snu oraz trawienia [7]).

Oddziaływanie umysł-ciało (Mind-Body Interventions)

National Center for Complementary and Alternative Medicine [7] zgodnie z szacunkiem opublikowanym w 2004 roku podaje, iż w USA joga plasuje się na piątym miejscu w rankingu terapii CAM (uzupełniająca/dodatkowa medycyna alternatywna, complementary and alternative medicine [8]). Joga jest za jedną z metod MBIs, akronim ten możemy przetłumaczyć jako „wpływ/oddziaływanie umysłu na ciało” (mind-body interventions). [9] MBIs jest kategorią wprowadzona przez NCCIH (National Center for Complementary and Integrative Health), wchodzącą w obręb CAM, obejmująca między innymi: psychoterapię, terapię tańcem i dźwiękiem, medytację, hipnozę, akupunkturę, biofeedback, tai chi, qigong oraz jogę i… rytuały picia zielonej herbaty. Biochemiczne dowody interakcji między układem nerwowym a układami hormonalnym i odpornościowym oraz widoczny wpływ całościowej praktyki jogi (asany, medytacja, pranajama, odpowiednia dieta, wizualizacje itp.) pozwalają na stosowanie w obrębie medycyny konwencjonalnej wybranych praktyk MBIs, głównie w terapiach poznawczo-behawioralnych oraz w redukcji stresu. [10]

Oddech w redukcji stresu

Joga ma na celu redukcję stresu w szerszym kontekście zdrowotnym – poprzez wyciszenie układu nerwowego (współczulnego), harmonizowanie ciała-umysłu oraz integrowanie człowieka z wyższymi wartościami (etycznymi, estetycznymi, duchowymi itp.). Niektórzy praktykujący twierdzą, odbiegając oczywiście od badawczych możliwości medycyny, iż przyczyną sprawczą dużej prozdrowotnej skuteczności jogi wykazuje jest dyscyplina nałożona na energię życiową (pranę). Nie wchodząc jednak na ten subtelny teren jogiczny (jogiczna teoria ciała subtelnego, skr. sukszmaśarira), możliwe jest zaobserwowanie pozytywnego wpływu kontroli oddechu przy jednoczesnym poszerzaniu pojemności płuc na redukcję stresu oraz wzmocnienie uważności-koncentracji, a nawet pomoc w niwelowaniu objawów depresji czy innych dolegliwości  mentalno-emocjonalnych. Badania te jednak nadal nie dostarczają jednoznacznych odpowiedzi, co skutkuje tylko jednym – potrzebą zwiększenia takich badań.

Wpływ MBIs na ekspresję genów

Opublikowany w 2017 roku na łamach Frontiers in Immunology wynik 18 badań prowadzonych przez Uniwersytety w Coverty i Radboud w ciągu 11 lat przy udziale 846 uczestników wykazuje wpływ MBIs (medytacja, asany, dieta itp.) na reakcje komórkowe w obrębie DNA, powodujące pogorszenie zdrowia i samopoczucia, a nawet depresję. Badacze zainteresowani byli wpływem MBIs na ekspresję genów – w jaki sposób geny są uaktywniane do produkcji białka w strukturach ciała, mózgu oraz układu odpornościowego. [11]

Ekspresja genów jest procesem, który pozwala na odkodowanie informacji umieszczonej w genie oraz przepisanie jej na produkty genu, którymi są białko lub RNA (…). W celu stworzenia białka, zlokalizowane w DNA zasady azotowe muszą zostać przepisane na sekwencję aminokwasów, a proces ten nie może odbyć się bez odczytania informacji genetycznej.

Mówiąc wprost, ekspresja jest procesem ujawnienia fenotypowej informacji genetycznej. Fenotyp natomiast jest zespołem cech wykształconych w trakcie rozwoju organizmu. Proces ten przybiera formę syntezy białek. Tymczasem pojawienie się poszczególnych białek strukturalnych albo funkcjonalnych (barwniki, enzymy, hormony) wpływa na rozwinięcie u danego osobnika cech takich jak grupa krwi, wzrost czy kolor oczu. Podczas gdy niektóre z tych cech mogą ulec zmianie pod wpływem działania czynników środowiskowych (np. wzrost), pozostałe są całkowicie uzależnione od genotypu. [12]

Reakcja walcz-uciekaj-zastygnij

U osoby doświadczającej silnie stresującego przeżycia układ współczulny odpowiada reakcją „walcz-lub-uciekaj” (czasem dodawany jest trzeci człon: „zastygnij”), tym samym produkowany jest kompleks białkowy NF-kB (ang. nuclear factor kappa-light-chain-enhancer of activated B cells). NF-kB stymuluje geny do produkcji białek zwanych cytokinami. O ile krótkotrwała reakcja „walcz-uciekaj-zastygnij” (ang. Fight-Flight-Freeze [13]) w sytuacji niebezpieczeństwa jest potrzebna, to jeśli zostaje przedłużana lub za często aktywowana, zwiększa ryzyko chorób układu odpornościowego i wpływa na zachwianie równowagi psychicznej. Zgodnie z badaniem u uczestników poddanych MBIs  nastąpiło zmniejszenie produkcji NF-kB oraz cytokin (o cytokinach przeciwzapalnej interleukinie-10 i i prozapalnej interleukinie-12 w kolejnym wpisie).

To dopiero początek…

Najistotniejsze w tych badaniach jest to, iż już na poziomie komórkowym pewne pozytywne zmiany są dostrzegalne u osób praktykujących MBIs. Badania te są zaledwie początkiem, dają jednak ogromną nadzieję na to, iż połączenie mentalnych (i emocjonalnych) praktyk (koncentracja i medytacja), dyscypliny oddechowej i specyficznych ćwiczeń (asan), czyli jogi tout court, wraz z odpowiednią dietą wpłynie korzystnie na odzyskanie i utrzymanie zdrowia na głębszym wymiarze niż jedynie sprawność fizyczna czy uczucie dobrostanu.

_______

Przypisy:

  1. Yoga: What You Need To Know. Tutaj.
  2. Yoga and meditation improve mind-body health and stress resilience: tutaj na bazie: B. Rael Cahn, Matthew S. Goodman, Christine T. Peterson, Raj Maturi, Paul J. Mills, “Yoga, Meditation and Mind-Body Health: Increased BDNF, Cortisol Awakening Response, and Altered Inflammatory Marker Expression after a 3-Month Yoga and Meditation Retreat”, Frontiers in Human Neuroscience, 2017: tutaj.
  3. https://ateliermysli.com/2019/07/21/joga-jako-forma-neurotreningu/
  4. Yoga effective at reducing symptoms of depression: tutaj na bazie: “Yoga Effective at Reducing Symptoms of Depression”, APA, 2017 tutaj ciekawa bibliografia!
  5. Jingxia Lin, Sherry KW Chan, Edwin HM Lee, Wing Chung Chang, Michael Tse, Wayne Weizhong Su, Pak Sham, Christy LM Hui, Glen Joe, Cecilia LW Chan, P L Khong, Kwok Fai So, William G Honer, Eric YH Chen, „Aerobic exercise and yoga improve neurocognitive function in women with early psychosis”, NPJ Schizophrenia, 2015: tutaj.
  6. Can yoga help those experiencing depression, anxiety or PTSD?: tutaj na bazie: R. J. Macy, E. Jones, L. M. Graham, L. Roach, “Yoga for Trauma and Related Mental Health Problems: A Meta-Review With Clinical and Service Recommendations. Trauma”, Violence, & Abuse, 2015: tutaj.
  7. Yoga (alternative medicine). Tutaj.
  8. Complementary and Alternative Medicine tutaj oraz: Dr. Jeffrey D. White, OCCAM Director, explains the use of complementary and alternative medicine in cancer: tutaj.
  9. Mind–body interventions. Tutaj.
  10. Tutaj.
  11. Meditation and yoga can ‚reverse’ DNA reactions which cause stress, new study suggests: tutaj na bazie: Ivana Buric, Miguel Farias, Jonathan Jong, Christopher Mee, Inti A. Brazil, “What Is the Molecular Signature of Mind–Body Interventions? A Systematic Review of Gene Expression Changes Induced by Meditation and Related Practices”, Frontiers in Immunology, 2017: tutaj.
  12. Ekspresja genów – czym jest i od czego zależy? Tutaj.
  13. https://anxietycanada.com/articles/fight-flight-freeze/, a także: The Fight Flight Freeze Response: tutaj oraz tutaj.

Joga jako forma neurotreningu

9

Często słyszymy, że dzięki jodze możemy poczuć się zrelaksowani i odprężeni, lecz czy rzeczywiście tak jest? Tak, ale wbrew pozorom nie dokonuje się to dzięki ćwiczeniom rozciągającym – te bowiem uaktywniają układ współczulny, wyzwalający stres. Dopiero relaksacja następująca po ćwiczeniu uruchamia układ przywspółczulny, odpowiadający za uczucie relaksu. Czy jednak nagły, krótkotrwały stres i napięcie wywołane aktywnością układu współczulnego niosą dla nas negatywne skutki? Nie, wprost przeciwnie, tym bardziej w trakcie praktyki jogi interakcja „stres ↔ odprężenie” jest pożądana i dobra.

Dr Mithu Storoni, posiadająca doktorat w dziedzinie okulistyki na Uniwersytecie w Cambridge, obecnie zajmująca się badaniami między innymi nad stresem i wpływem jogi na działanie układu nerwowego podczas wywiadu radiowego (How to Stress Proof Your Body and Brain [1] zauważa, iż:

Nasze mózgi zdają się nieprzystosowane do radzenia sobie z prędkością i złożonością współczesnego świata. (…) Różnica między ostrym stresem a stresem chronicznym jest ogromna. Ostry i krótkotrwały [nagły] stres jest dla nas dobry – kortyzol pobudza, poszerza spektrum widzenia, aktywuje do działania.

Ze stresem chronicznym jest zupełnie inaczej. Zaburzając „ustawienia wyjściowe” autonomicznego układu nerwowego (układów: współczulnego i przywspółczulnego), wpływa destrukcyjnie na nasze zdolności poznawcze, percepcję, neuroplastyczność, rozregulowuje poziom kortyzolu i zegar biologiczny, powoduje stany zapalne, insulinooporność i ogólny spadek motywacji oraz samopoczucia. W swej książce Wolni od stresu. Jak nauka pomaga uodpornić się na stress (2019) [2] dr Mithu Storoni wyjaśnia tę różnicę.

Kora przedczołowa

Organem kierującym w naszym ciele jest kora przedczołowa, uważnie badająca każdą sytuację i budująca strategię, decydując o tym, na czym mamy skupić uwagę. Odpowiada za pamięć operacyjną i rozpoznawczą, funkcje poznawcze, takie ja planowanie czy choćby samokontrola. Poza aktualnie dostarczanymi dany zmysłowymi kora przedczołowa korzysta także z materiału zawartego w pamięci długotrwałej – z hipokampu.

Uczy się metodą prób i błędów (…) bez przerwy, próbując udoskonalić swoją inteligencję. To wszystko sprawia, że kora przedczołowa jest w stanie ciągłej, intensywnej pracy, tworzą się nowe sieci, zmieniają obecne oraz pojawiają się i znikają połączenia pomiędzy komórkami mózgu (synapsy). (…) Stopniowe zmiany siły i aktywności synaps nazywamy neuroplastycznością. [3]

Stres

W momencie stresu nasz mózg reaguje podwójnie [4]:

– zwiększa się działanie współczulne a spada przywspółczulne, kulminacja następuje, gdy zostaje uwolniona epinefryna (adrenalina): oddech przyspiesza, puls się zwiększa, podwyższa się czujność

– wskutek ciągu zdarzeń na osi podwzgórze–przysadka–nadnercza (ang. HPA: hypothalamic–pituitary–adrenal) następuje uwolnienie kortyzolu, hormony stresu.

(…) w samym mózgu obszar zwany ciałem sinawym zmienia swój układ wyładowań elektrycznych, co prowadzi do wydzielenia norepinefryny (noradrenaliny). Substancja rozchodzi się po różnych częściach mózgu, w tym także w korze przedczołowej i ciele migdałowatym, wpływając na nasze funkcje poznawcze i reaktywność emocjonalną. Podwzgórze wysyła przekaźnik zwany kortykoliberyną (CRH), która pobudza przysadkę mózgową do wydzielania hormonu adrenokortykotropowego (ACTH), a ten stymuluje nadnercza do uwalniania kortyzolu. [5]

Ciało migdałowate, dokonujące wstępnej selekcji informacji z otoczenia, wysyłające następnie sygnały do mózgu i odbierające odpowiedź od kory przedczołowej, i układ limbiczny łączą się w sieć, w której zachodzi reakcja stresowa. [6]

Rezyliencja podczas praktyki jogi

Badania nad wpływem jogi i medytacji prowadzone na 38 osobach podczas 3-miesięcznej praktyki jogi (medytacja, praca z oddechem, koncentracja poprzez mantry, dieta wegetariańska, asany) wykazały między innymi wzrost odporności na stres, a dokładniej rezyliencję (biologiczną zdolność szybkiej adaptacji do nowych sytuacji, szczególnie powrotu do stanu wyjściowego po trudnym przeżyciu) wskutek kortyzolowej odpowiedzi na pobudzenie zachodzącej w HPA. [7]

Dr Ewa Ferensztajn wyjaśnia, iż:

kortyzolowa  odpowiedź  na  przebudzenie  (CAR – cortisol awakening  response),  opisująca  reaktywność  osi  stresowej.  Wartość  CAR  została  po  raz pierwszy opisana w 1995 roku (Pruessner i wsp. 1995) i dotyczy nagłego wzrostu (o 50-160% od poziomu  wyjściowego)  stężeń  kortyzolu  we  krwi,  w  ciągu  pierwszych  30  minut  po przebudzeniu. (…) Wartość  CAR  wykazuje  istotny  związek  z  zaburzeniami  psychicznymi  i somatycznymi.  Stwierdzono  podwyższone  wartości  CAR  u  osób  z  depresją  (Bhagwagari wsp.  2005),  u  pacjentów  z  ChAD  w  okresie  eutymii  (Deshauer  i  wsp.  2003),  w  grupie potomstwa osób z ChAD (Ellenboegen i wsp. 2004) i u kobiet z osobowością typu borderline (Lieb  i  wsp.  2004).  Obniżone  stężenia  CAR  wykazano  w  zespole  stresu  pourazowego, zespole przewlekłego zmęczenia, w zaburzeniach snu i przy przewlekłym bólu (Fries  i  wsp. 2009), natomiast zmienione wartości CAR obserwowano w związku z chorobami sercowo-naczyniowymi,  autoimmunologicznymi  oraz  alergicznymi  (Kudielka  i  Kirschbaum  2003). [8]

Stres psychospołeczny a samokontrola

Obecnie główną formą stresu w zurbanizowanym świecie jest stres psychospołeczny: trudne spotkanie w pracy, na ulicy, sprawa urzędowa, kłótnia, korek uliczny itp. [9] Gdy doświadczamy stresu psychospołecznego, mózg uruchamia szereg reakcji łańcuchowych opisanych powyżej [10]. Natomiast grzbietowo-boczna kora przedczołowa (ang. dlPFC: dorsolateral prefrontal cortex) odgrywa istotną rolę w procesie samoregulacji, która jest ważny składnikiem samokontroli. Długotrwały stres ma związek ze zmniejszoną dlPFC, co może zwiększać podatność na depresje. Na ratunek przychodzi… umiejętność odwracania uwagi od czynnika stresogennego i koncentracja uwagi na czymś innym – przyjemnym lub po prostu rozpraszającym.

Samokontrola jest jak mięsień. [12]

Podejmowanie wyzwań, które wymagają samodyscypliny, cierpliwości i dostosowania emocji, to świetny sposób na trening samoregulacji: nauka gry na nowym instrumencie, nauka nowej umiejętności, języka obcego czy sport. [13]

Istnieje teoria, że jest możliwe udoskonalenie samoregulacji przez ćwiczenia. Obszar dlPFC [grzbietowo-bocznej kory przedczołowej] uważa się za jeden z kluczowych w mózgu racjonalnym, zaangażowanym w autoregulację. [14]

I tutaj wchodzi joga!

Praktyka jogi wymaga koncentracji, tj. skupienia uwagi na jednym przedmiocie, np. oddechu, i samoregulacji. Joga podobna jest do neurotreningu [15] i jest pomocna w osiąganiu i utrzymywaniu równowagi między aktywnością układów współczulnego i przywspółczulnego.

W trakcie praktyki ćwiczeń (…) Twoja rola polega na utrzymaniu nieruchomej pozycji i koncentracji. (…) Podczas gdy autonomiczny układ nerwowy najwyraźniej dobrze się bawi, kora mózgowa musi dbać o kontrolę. To z kolei zmusza do medytacji uważności i samokontroli.

Utrzymanie odpowiedniej postawy jest możliwe tylko wtedy, gdy masz kontrolę nad sobą samym. Jeśli stracisz kontrolę, zaczniesz się bać czy denerwować, to nie dasz rady. Dzięki temu otrzymujemy pewien rodzaj neurotreningu (…), początkowo nie umiemy kontrolować reaktywności emocjonalnej ani modulować reakcji stresowej. Dopiero powtarzając wysiłki, nauczymy się, co tak naprawdę działa. [16]

Jeszcze lepszy treningiem dla kontroli przedczołowej będzie dobór pozycji, które są niewygodne i wymagają większego skupienia. [17]

Mózg-umysł esencją jogi

Fundamentem jogi jest mózg – zapanowanie nad stresem poprzez kontrolę oddechu. Nerw przeponowy, wychodzący ze splotu szyjnego, oraz układ współczulny, centrala stresu, znajdują się bardzo blisko siebie. Modyfikując zatem jeden z nich, modyfikujemy drugi: „oddech ↔ mózg”. Wydłużenie interwału między fazami oddechu oraz zwiększenie pojemności oddechu odpowiadają za obniżenie poziomu stresu oraz uczucie zrelaksowania. „Uspokojenie” układu współczulnego sprawia, że decyzje są bardziej racjonalne, a umysł spokojny. [18]

Istotą jogi jest utrzymywanie stałości emocjonalno-cielesnej w stresującym momencie. W tym celu kora przedczołowa ma za zadanie przeorientować nasze myśli: kiedy w trakcie zmagania się z utrzymaniem równowagi w asanie, nagle zaczynamy się rozpraszać i myśleć, że jest nam za gorąco, rozważać problemy z pracy, myśleć, że na pewno nam się nie uda, a mimo to nadal próbujemy utrzymać balans w pozycji – w tym momencie kora przedczołowa jest silnie aktywowana. Jeśli do praktyki asan dołączone zostają: medytacja z praktyką oddechową (pranajamą) oraz etyczne zalecenia jogi, w naszym mózgu (i życiu) zachodzą ogromne zmiany. [19]

Lekarze, myśliciele, sportowcy i jogini

Dr Mithu Storoni opowiada o sobie, iż:

Urodziłam się w rodzinie lekarzy, myślicieli, sportowców oraz joginów i dorastałam wśród opowieści o dziwnych i niezwykłych dokonaniach: ludziach, który dobrowolnie znikali w mroźnych Himalajach, gdzie mieszkali w chłodzie i mało jedli, a wszystko po to, aby ćwiczyć umysł (…). Mówiono mi, że mózg potrafi odwrócić decyzje podejmowane w niższych partiach łańcucha decyzyjnego. [20]

I podaje trzy sposoby na stałe odprężenie [21]:

Ćwicz rano.

Regularnie korzystaj z sauny.

Unikaj negatywnych osób, historii i sytuacji.

Zaiste!

______

Przypisy:

  1. https://www.artofmanliness.com/articles/podcast-525-how-to-stress-proof-your-body-and-brain/?fbclid=IwAR1cIL8LU9nPcIvzNaPDKja23N_nvgUu_lMUyVK9cuMHviCFb5bHm2V1Q2o
  2. Tytuł w oryginale: Stress-Proof: The Scientific Solution to Protect Your Brain and Body and Be More Resilient Every Day (2018).
  3. Mithu Storoni, Wolni od stresu. Jak nauka pomaga uodpornić się na stres, Czarna Owca, 2019, s. 25.
  4. Tamże, s. 28.
  5. Tamże, s. 71.
  6. Tamże, s. 29.
  7. Yoga and meditation improve mind-body health and stress resilience: https://www.sciencedaily.com/releases/2017/08/170822104855.htm, na podstawie: B. Rael Cahn, Matthew S. Goodman, Christine T. Peterson, Raj Maturi, Paul J. Mills. “Yoga, Meditation and Mind-Body Health: Increased BDNF, Cortisol Awakening Response, and Altered Inflammatory Marker Expression after a 3-Month Yoga and Meditation Retreat”, Frontiers in Human Neuroscience, 2017: https://www.frontiersin.org/articles/10.3389/fnhum.2017.00315/full
  8. Ocena czynników neurobiologicznych i psychopatologicznych u potomstwa pacjentów z chorobą afektywną dwubiegunową leczonych profilaktycznie litem, rozprawa doktorska, UAM, 2014, ss. 19-20.
  9. Mithu Storoni, Wolni…, s. 42
  10. Tamże, s. 71.
  11. Tamże, s. 42.
  12. Tamże, s. 91.
  13. Tamże, s. 53.
  14. Tamże.
  15. Tamże, s. 58.
  16. Tamże, s. 59.
  17. Tamże, ss. 59-60.
  18. The Science of Breathing: https://uplift.tv/2018/the-science-of-breathing/
  19. The Science Behind Yoga and Stress: https://uplift.tv/2018/science-behind-yoga-stress /
  20. Mithu Storoni, Wolni…, s. 13.
  21. Tamże, s. 92.

Międzynarodowy Dzień Jogi

17

Międzynarodowy Dzień Jogi jest świętem ustanowionym 11 grudnia 2014 przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Zgodnie z rezolucją 69/131:

Joga przedstawia holistyczne podejście do zdrowia i dobrego samopoczucia.

Joga  jest zarówno sztuką życia zmierzającą ku likwidacji cierpienia, jak i nauką, powołującą się na introspekcję w analizowaniu ciała i umysłu (emocji, procesów analizy i doświadczenia wewnętrznego), a z drugiej  strony, chętnie poddającą się badaniom laboratoryjnym, psychiatrycznym, klinicznym – ogółem medycznym, na których opiera swoje terapeutyczne i prozdrowotne działania. Natomiast jeśli chodzi o specyfikę jogi – jest to praktyka zarazem fizyczna (cielesna), mentalna, jak i duchowa, o starożytnych indyjskich korzeniach, poddająca się implementacji w zróżnicowanych potrzebach i wymogach cywilizacyjnych współczesnego świata.

Joga jest metodą ściśle praktyczną, opartą na indywidualnym doświadczeniu, dyscyplinie oraz silnej etycznie postawie, wspieraną wielowiekową tradycją himalajskich joginów. Jest to metoda: wolna od jakiejkolwiek religii, uniwersalna, czyli adaptowalna do wymogów różnych kultur, oraz systematyczna – oparta na krok po kroku realizowanym systemem autoregulacji emocjonalno-cielesnej.

18

Joga wzmacnia stan naturalnego spokoju, odporności psychicznej i rezyliencji. Działa na poziomie biologicznym, wpływając na poprawę zdrowia ciała i jego wytrzymałości. W holistycznym podejściu jogi traktującym człowieka jako całość ciało-umysł, obecnym choćby w  klasycznym wykładzie jogi zawartym w Jogasutrach, joga oznacza „łączenie” i „scalanie” jako reintegracja. Jest procesem zmierzającym do przywrócenia i utrzymania równowagi (harmonii) – dzięki indywidualnej pracy przy użyciu specyficznych narzędzi: ciała – asany-pozycje jogiczne i ich sekwencje, oraz oddechu – techniki relaksacyjno-oddechowe. Jej celem jest szczęście (dobrostan) oraz zdrowie i sprawność fizyczna.

Ponadto, jogę cechuje dbałość o etyczne zasady zachowania realizowane przez tzw. dekalog jogi: 5 zakazów (prawdomówność, zakaz krzywdzenia, zakaz kradzieży, zakaz nadużywania własnego ciała, zakaz zawłaszczania) i 5 nakazów dla umysłu (czystości, zadowolenia, samodyscypliny, zgłębiania mądrości oraz bezinteresownej służby). Etyczna strona filozofii jogi ma na celu życzliwe i ciepłe relacje z otoczeniem oraz dbałość o środowisko naturalne, czyli zachowanie proekologiczne.

Od kilkunastu lat badane są medyczne i prozdrowotne właściwości jogi, zgodnie z którymi joga  traktowana jako forma treningu dla ciała i terapii dla psychiki. Co jest bowiem najistotniejsze i stanowi esencję nauk jogi – człowiek w jodze jest traktowany holistycznie jako jedność ciało-umysł/emocje, gdzie sfera psychiczna wpływa i reguluje sferę biologiczną, i odwrotnie. Praktyki jogi nakierowane są na jednoczesne oddziaływanie na ciało-umysł. Trzeba tu jednak od razu zauważyć, że tzw. trening jogą różni się od treningu sportowego tym, że nie polega na wysiłku narzucanemu ciału. To raczej narzuca metodzie jogi swoje potrzeby. Ciało jest wskaźnikiem granicy, do której dociera się w trakcie praktyki na macie, i czeka… tydzień, miesiąc, rok. Czeka cierpliwie, i słucha mądrości zakodowanej w ciele. Blokada nie zawsze oznacza blokadę anatomiczną, często są to bowiem zablokowane emocje (strach, złość, niepewność, smutek), traumy, różne uzależnienia, błędy poznawcze w rozumieniu siebie.

5

Joga jest także filozofią, powstającą od indyjskiej starożytności. Jej śladów można dopatrywać się w Wedach (ca. 1500–1200 p.n.e.), obecna jest już w młodszych Upaniszadach i Mahabharacie (ca. IV w. p.n.e.–IV n.e.), a opracowana w klasyczny system zostaje u początków naszej ery w Jogasutrach. Asany w filozofii jogi (joga-darśanie) pełnią istotną rolę, nie można o tym zapominać. Ich bardziej skomplikowana postać – od asan siedzących, poprzez odwrócone i balansowe, po coraz bardziej złożone, była użyteczna refleksyjnym badaniom nad naturą wszechświata i człowieka. Im bardziej umysł jest skoncentrowany, tym lepiej rozumie świat. Za koncentrację umysłu odpowiada, w myśli jogadarśany, asana, w której jogin może objąć kontrolą i rozszerzyć życiodajny oddech (pranę). Im spokojniejsza i „szersza” prana, tym spokojniejszy umysł (wraz z jego emocjami).

Przesłanie jogi jest krótkie i treściwe – joga jest starożytną indyjską filozofią życia, a zarazem sztuką dbania o siebie i świat, używającą różnych technik pracy z ciałem (asany) i oddechem (pranajama), a także praktyk medytacji (dhjana). Celem jogi jest szczęśliwe życie i rozwój wewnętrzny zgodny z zasadami etyki. Natomiast celem najwyższym jogi jest całkowita wolność od wszelkiej negatywności i… śmierci oraz cierpienia.

8

Wyzwolony jogin nie jest kamieniem, który patrzy obojętnie na świat… chociaż właściwie, tak właśnie patrzy, nie czuję więzów, nie podlega emocjom, ale życzliwość, współczucie i chęć szerzenia mądrości i pomocy jest w nim nadal aktywna, żeby nie powiem, że jest tylko taką istotą utkaną z dobroci i wglądu. Nawet po stracie ciała, pięć elementów zawsze musi wrócić do swego źródła, jakaś część jogina pozostaje w przestrzeni siddhów (spełnionych), skąd udziela nauk, wsparcia i błogosławieństwa istotom ziemskim. Tego o jodze nauczyły mnie Himalaje.

Wczoraj podczas Międzynarodowego Dnia Jogi organizowanego we Wrocławiu przez Honorowy Konsulat Indii w ramach festiwalu Kalejdoskop Kultur było pięknie: słońce, zieleń parku i wspólna praktyka przez ponad 7 godzin… Do zobaczenia za rok!

Link do wydarzenia: https://www.facebook.com/events/639072503223437/

Na zdjęciach: http://www.izaraczkowska.pl

Himalaje…

Himalayas

Dwa lata temu po raz pierwszy jadąc w Himalaje nie wiedziałam, czym one są, jak się je czuje i co dzieje się w ich wnętrzu. Rok temu jadąc ponownie w Himalaje wiedziałam, że są to wymagające rejony, bo nawet jeśli podróżuje się po terenie do 4000 m. n.p.m., to kręte trasy nad przepaścią, deszcze, błota, osuwiska, awarie autobusów i zmęczenie odbierają siłę i motywację. W tym roku chociaż nie pojechałam ponownie w przestrzenie, w których joga powsta(wa)ła, to Himalaje stały się czymś oczywistym dla mnie, częścią mnie. Za to długi czas zmagałam się z jogą, tą moją. Dlatego milczałam.

Można znać różne definicje jogi, te klasyczne (Jogasutry), przedklasyczne (Upaniszady i Mahabharata) i późniejsze (literatura hathajogi), a także zupełnie współczesne, i nadal nic nie rozumieć – nie czuć w sobie nic, stojąc na macie. Można siłować się z asaną, pranajamą, a nawet medytacją… i konfrontować się jedynie z własnym zmęczeniem i oporem ciała. Zawsze pamiętałam jednak o jednej rzeczy – tym, co zobaczyłam w Himalajach. Pamiętałam o ich nieskończoności, pięknie tak ogromnym, że gdy wpatrzy się w ich majestat, to nagle czuje się bliżej niesprecyzowaną stratę – bo w pewien sposób stajemy się puści. Jednak nie jest to pustka, która jest brakiem. To wolność i spokój tak przenikający do serca i przeszywający umysł, że w ułamku sekundy staje się oczywiste, dlaczego podróżnik tak bardzo chciał znaleźć się w tej świętej, wypełnionej mocą jogicznej praktyki przestrzeni, która zdaje się nie mieć ani początku, ani końca. Ta przestrzeń przechodzi do serca.

I pewnego dnia ta przestrzeń budzi się w nas na macie, gdy nagle uświadamiamy sobie, że podobnie jak w Himalajach walczy się z własnym ciałem i umysłem, bo dzika Natura jest nieubłagana, tak teraz własna natura, równie dzika i równie nieokiełznana, wymaga naszego wysiłku (haṭha हठ w sanskrycie). Walka oczywiście ma inne podłoże, lecz nadal jest tym samym wewnętrznym wysiłkiem. Dyscypliną. Silną wolą.

—–

Źródło zdjęcia: “45 Min Meditation – Tibetan Monks Chanting, Mantras, Singing Bowls” https://www.youtube.com/watch?v=SmG5gX-txa0&t=1756s

Joga nie zaczyna się wraz z wejściem na matę…

20170817_133316

Za kilka godzin lecę ponownie do Indii i tym razem to będą inne Indie. Nie jogiczne, nie himalajskie, nie backpackerskie. I tak właściwie to nie Indie się tak bardzo zmieniły, lecz w pewien sposób ja…

20170821_101634

Te kilka miesięcy od powrotu we wrześniu z Himaćal Pradeśu, i jego himalajskich przestrzeni niekończącego się błękitu i jasności, ukazało mi arkana jogi, których mój umysł, a przede wszystkim ciało nie znały. Joga nie zaczyna się wraz z wejściem na matę, ani nie kończy wraz z zejściem z niej, choć to właśnie mata jest najlepszym nauczycielem i tą przestrzenią, w ramach której jogin poznaje swój mały wszechświat. Poznaje, czym jest oddech oraz to, jak bardzo kontrola nad nim sprawia, że umysł jest bardziej skoncentrowany i celniej kieruje ciałem. Poznaje, jakie emocje przywiązane są do danej partii ciała, danej asany, i ile jeszcze ukrytej emocjonalnej treści musi w sobie poznać. Joga prawdopodobnie najsilniej ze wszystkich metod łączących ciało i umysł (ang. Mind-Body Interventions) ukazuje, jak bardzo emocje i uczucia zakodowane są w poszczególnych partiach ciała. Ponadto – mogą być to emocje, których istnienia nie jest się wcale świadomym, a jednak ujawniają się one w specyficznych okolicznościach, które niezwykle przypominają te, które pierwotnie wygenerowały (wytworzyły) te emocje.

20170820_104149

20170817_133304

Zgodnie z hathajogicznym tekstem z XVII w. zwanym Gheranda Sanhita 1.4 joga jest ogromną siłą (mocą, energią), która wyrywa człowieka ze ramion śmierci i błędów świata iluzji, maji. Mokszadharma, prawie o dwa tysiąclecia starsza od tradycji hatha-jogi, mówi: doskonały mędrzec, o powściągniętych zmysłach (skr. dānta), dokonuje ofiary słowa, umysłu i czynu (skr. vāṅ-manaḥ-karma-yajña) (169.030). Nie ma bowiem nic równego wiedzy (skr. vidyā) i sile (skr. bala), nie ma cierpienia silniejszego od przywiązania i pragnienia (skr. rāga), nie ma większego szczęścia ponad porzucenie (skr. tyāga) (169.033), czyli ponad jogę. Joga bowiem nazywa się porzuceniem przywiązania do owocu swych czynów, a podejmowaniem ich jedynie ze względu na dobro, które w sobie niosą (Bhagawadgita VI,1-2).

20170821_083145

Mistrz Iyengar jogina rozumie jednoznacznie (The Light on Yoga 2016: 32-33):

Jogin rozumie, że każde stworzenie ma takie samo prawo do życia jak on sam. Jogin wiedzy, że urodził się po to, by pomagać innym i strzec każdego stworzenia ze spojrzeniem wypełnionym miłością. Wie bowiem, że jego życie jest nierozerwalnie złączone z życiem innych i odczuwa ogromną radość, gdy może pomóc innym w byciu szczęśliwymi. (…) Jogin wie, że jest odrębny od ciała, który jest czasowym schronieniem dla jego ducha. Wszystkie stworzenia dostrzega w Sobie (ang. Self) i owo Ja dostrzega we wszystkich stworzeniach, z tego powodu nie żywi żadnego strachu. Choć ciało doświadcza choroby, starości, pogorszenia i śmierci, duch (ang. spirit) pozostaje niedotknięty [niedoskonałoścami]. Dla jogina śmierć jest jedynie sosem, które nadaje życiu smaczek. Jogin poddał swój umysł, rozum i całe życie Panu (ang. the Lord).

20170821_083709

Jak napisałam we wstępie, joga nie zaczyna się wraz z wejściem na matę podczas zajęć ani nie kończy w momencie zejścia z maty. Joga nie jest czymś stałym w znaczeniu dobrze wypracowanej i jasnej definicji, której dostarcza Patańdżali, Mahabharata czy wspaniała i obfitująca w praktyczną treść literatura hatha jogi. Te definicje, owszem są istotne, natomiast w żaden sposób nie wypełniają treści doświadczenia jogicznego, gdy adept stanie już na swojej macie i zaczyna patrzeć w oczy specyficznemu przeciwnikowi. Definicje jogi są jakby ramami, w które dopiero wpisywana jest osobista treść każdorazowo doświadczana w nowym postawieniu swego ciała na macie, a dokładniej – ciała i umysłu, a także czegoś więcej – czegoś, co wydarza się w przestrzeni między ciałem, oddechem a umysłem. To bowiem nie tylko umysł i ciało stoją na macie, one są jedynie podporą i nośnikiem tego, co rzeczywiście zachodzi na tej małej przestrzeni i stara się wydobyć z jogina, a następnie objąć kontrolną całość istoty, jaką jest to ograniczone do oddechu, kilku myśli i emocji stworzenie (jogin). Joga to dharma, o czym często się jednak zapomina – swoista powinność wobec siebie, transcendencji, społeczności i codzienności każdego oddechu. Joga to Iśwara, czyli zawierzenie całości swej woli tej Boskości, której obecność jest raczej niewiadoma i która swoje decyzje ukazuje w skrajnościach – albo absolutnym bólu na granicy przeżycia, albo szczęściu tak ogromnym, że nie daje się ono objąć żadną kategorią rozumienia.

DSCN3200 (2)

Boskość, która niczym okrutny aspekt Śiwy (Bhairawy-Wirabhadry) i Kali, zabija, i Boskość, która stwarza całością swej mocy uniwersum istot świadomych i czujących (boska energia twórcza prakriti czy nawet bóg Brahma). Boskość, która chowa się w ich wnętrzu, i Boskość, która nachodzi człowieka w momencie najbardziej nieodpowiednim i jakby niemożliwym, narzucając całość swojej mocy i wymagając wszystkiego od istoty świadomej w zamian oferując tylko… zagładę ego tej istoty. Właściwie to ego jest tą istotą, rodzajem zbiorowiska emocji, interpretacji świata, kilku porażek, zwycięstw, nadziei i… modlitw, których słowa nigdy do Boskości nie doszły, zaczepione między oddechem a rezygnacją. Co się jednak dzieje, gdy myśli przestają być aktywne, co się dzieje, gdy zza ich zasłony ukaże się świat przestrzeni normalnie nieznanych…?

DSCN3113

Tym razem będzie to Tamil Nadu, południowy stan Indii, ze wspaniałym Madrasem i dawną francuską kolonią w mieście Pondichery – teraz moja francuska dusza jedzie bowiem do Indii.

Tantryczny klasztor w TABO

Najpierw pomyślałam sobie: „kolejny buddyjski klasztor” na szlaku w Dolinie Spiti (stan Himaćal Pradeś). A jednak coś mnie ku niemu przyciągało… To przecież „najstarsze, wciąż aktywne, monasterium tradycji tybetańsko-himalajskiej w Indiach”. Tym razem nie było możliwości wynajęcia noclegu w przyklasztornych pokojach gościnnych (w przeciwieństwie do poprzednio odwiedzonych klasztorów w Kee i Dhankarze) i było mi trochę z tego powodu smutno.

Nowy Klasztor

Tabo jest małą wioską, w środku himalajskiej przestrzeni, naszpikowaną ho(s)telami i restauracjami (tutaj jedzenie jest, muszę to przyznać, pycha!), opuszczonymi jaskiniami, w których niegdyś medytowali mnisi i jogini, a teraz co najwyższej krowi opał jest przechowywany w zimie (by nie zawilgotniał). A sam klasztor? Trudno powiedzieć. Z jednej strony widać Nowy Klasztor, połyskujący nowymi (kiczowatymi?) rzeźbami, wizerunkami, jakby wczoraj położoną podłogą i świeżymi dywanami do siedzenia (dla mnichów i podróżnych-zwiedzających), nowe przybory do rytuału, miseczki do herbaty które trochę niepokoją swoim pochodzeniem (made in China), chiński fajans. Ładny, ale chiński, ironia losu. Wygląda to równie pięknie, co kiczowato. Przed Nowym Klasztorem mali mnisi (a dokładniej, kandydaci na mnichów) zwyczajowo prowadzą dysputę filozoficzną, ożywianą przez ich nauczyciela uderzaniem jednej dłoni o drugą (podobnie jak w świątyni Dalajlamy w Dharamsali, tyle że tam byli to dorośli mnisi).

20170830_131645

Stary Klasztor

W jednej z wielu restauracji przy kompleksie klasztornym poczytałam gruby folder o Starym Klasztorze, więc mniej więcej wiedziałam, jakiego typu malowideł i rzeźb się spodziewać (Nowy Klasztor nie był objęty opisem). Stary Klasztor nie jest jednak jednym budynkiem, stanowi go kilka pojedynczych pomieszczeń medytacyjnych rozsianych na przestrzeni nie większej niż rynek przeciętego miasta. W dodatku turysta, wchodząc do kompleksu świątynnego, odnosi dziwne wrażenie architektoniczne – można odnieść uczucie, iż nie jest to klasztor tradycji buddyjskiej, lecz jakieś świątynne zabudowania Sumerów lub Persów. Tu i tam nadal budowane piramidki z jasnego piaskowca wprawiają człowieka w nastrój zadziwienia, jakby zagubienia w przestrzeni. Widok jest piękny, ale zaskakujący. Turysta wchodzi więc do pierwszego z dwóch głównych pomieszczeń-budynków Starego Klasztoru. Ciemny korytarz, strop u wejścia niski (trzeba na głowę uważać), uprzednio buty zostawić, z ciemności wyłania się kramik, gdzie można kupić pięknie wydane widokówki (wewnątrz pomieszczeń Starego Klasztoru zdjęć nie można robić,  w Nowym Klasztorze można), modlitewne zwoje na szczęście, foldery z naukowo opracowanym opisem miejsca (bardzo dobre!). I nagle, jakby z nicości, ukazuje się Ona. Turysta wiedział, co zaraz zobaczy, teoretycznie wiedział. Nie miał jednego pojęcia, co poczuje, jak moc nagle stanie się i jego udziałem. W tym momencie zrozumiałam, co oznacza tybetańska tantra i jak bardzo różni się od mainstreamowego i modnego jej promowania w kulturze popularnej.

20170830_131107

Tabo (maps)

Klasztor w Tabo

Klasztor w Tabo (tyb. Tabo Chos-hkhor) założony został w 996 roku przez wielkiego tybetańskiego tłumacza Rinchen Zangpo w imieniu króla Yeshe-Ö, a następnie – z biegiem czasu – uświetniany artystyczną i zdobniczą pracą (ogromne malowidła, statuy, rzeźby, thanki, manuskrypty i freski). Rinchen Zangpo pod królewskim protektoratem rozpoczął przekład filozoficznych prac buddyzmu z sanskrytu na tybetański.

20170830_155633

Dojazd do Tabo (od strony klasztoru w Dhankarze) wiedzie przez przepiękne widoki…:

20170829_164123

20170829_164306

Ze względu na piękno sztuki naskalnej oraz umieszczonej na wielkich ścianach świątyń rzez niektórych Tabo zwane jest himalajską Adżantą i Ellorą, i coś w tym jest. Podobny klimat, podobna duchowa atmosfera, równie piękna i wypełniona energią sztuką buddyjską (choć Ellora w połowie należy również do hinduizmu i troszkę do dżinizmu).

20170830_130832

Tabo-Ajanta-Ellora

Tantra-jana (wadżrajana) tybetańska

Gonpę (tyb. choskhor) stanowi 9 świątyń, zbudowanych w okresie między X w. a XVII w., oraz 13 czortenów (stup) tu i tam wyznaczających świętą przestrzeń buddów (skr. buddha) i bodhisattwów (skr. bodhisattva). Z okazji tysiąclecia swej działalności w 1996 roku Jego Świątobliwość Dalajlama XIV odprawił ceremonię inicjacji Kalaczakry (skr. kālacakra), a w 2004 odbyła się ceremonia inicjacji Wadżra Dhatu (skr. vajra dhātu). Klasztor w Tabo jest bowiem świątynią ściśle tantryczną – zgodnie z tą praktyką nauki Buddy zwaną Trzecim Poruszeniem Kołem Dharmy, bez inicjacji, abhiszeki (skr. abhiṣeka), nie mam mowy o żadnej praktyce. W Tybecie Trzecie Poruszenie uchodzi za ostateczne i najdoskonalsze, następujące po Poruszenieu Pierwszym – zwanym buddyzmem pierwotnym (pejoratywnie hinajana [skr. hīnayāna] lub neutralnie śrawakajana [skr. śrāvakayāna]),  oraz Drugim Poruszeniu – buddyzmie mahajany (skr. mahāyāna), w którym najważniejsza staje się postawa bodhiczitty (skr. bodhicitta) – bardzo zresztą trudna w praktyce. Wadżra-jana (skr. vajrayāna), tj. diamentowy wóz, nie neguje w żaden sposób poprzednich wozów (jana [skr. yāna]) wiodących do oświecenia – bez praktyk wstępnych pierwszego wozu i bez bodhiczitty drugiego jogin i mnich tybetański nigdy nie zostanie dopuszczony do tantrajany (skr. tantrayāna), zwanej także wadżrajaną.

20170829_173829

Stary Klasztor:

20170829_173901

20170830_160851

I Nowy Klasztor:

20170830_160330

Gwoli ścisłości, wadżrajana jest wliczana w obręb mahajany, która w tradycji tybetańskiej dzieli się na dwie drogi, dwa wozy wiodące ku wyzwoleniu:

Niezrównany Lama Jey Tsonkhapa [Dalajlama XIII] napisał: “Mahajana posiada dwa pojazdy, by doprowadzić do rzeczywistości buddy: Pradżnia-paramita-jana oraz głęboką Wadżra-jana. Spośród nich, drugi jest szlachetniejszy, niemniej jednak są one niczym księżyc i słońce [dopełniając siebie].” Wadżrajana powinna być praktykowana w ukryciu i sekrecie, w żadnym razie nie może być ujawniana osobom niedojrzałym duchowo. Z tego powodu zwana jest sekretną ścieżką. (…) Na tej ścieżce adept używa różnych jog związanych z niedualną praktyką i wiedzą, w ten sposób osiąga transcendentalne rezultaty sekretnej mantry. (…) Nie ma żadnej różnicy między egzoteryczną Pradżnia-paramata-janą a Wadżrajaną, jeśli chodzi o cel, jakim jest rzeczywistość buddy, a bodhisattwa musi być jedynym impulsem do praktyki.

– Glenn H. Mullin, The Dalai Lamas on Tantra, 2006: 28-29.

Najpierw adept przygotowywany jest poprzez dyscyplinę i filozofię buddyjską, potem wnika w subtelniejszą przestrzeń nauk i silnie etyczne nastawienie, by w końcu pod okiem mistrza, w samotności, całkowicie poddać się mocy oświecenia. Te cztery są ze sobą ściśle związane, bo moc jogina-tantryka tybetańskiego nie leży w praktyce cielesnej (joga, tybetańska pranajama), mentalnej (mantry, pudże [skr. pūjā], sutry [skr. sūtra]) i rytuałach – bodhiczitta, dhjana (skr. ) i pradżnia (skr. prajñā) jego/jej podwójną mocą i bronią.

Ta czwórka stanowi jedność: wadżrajana (वज्रयान) jako tantrajana (तन्त्रयान) spełniana jest przez tę trójkę:

dhjana (ध्यान) – medytacja, długa, spokojna, powoli wychodząca poza granice ego i identyfikacji z ciałem oraz pracą mentalno-emocjonalną medytacja; wbrew wszelkim pozorom to właśnie ten stan błogości i koncentracji – nie rozbiegana aktywność umysłowa – jest naturalny istocie świadomej

pradżnia (प्रज्ञा) – wrodzona wiedza/mądrość o walorze najwyższym, bo dotycząca oświecenia i stanu buddy, przejawiająca się naturalnie, automatycznie w istocie czującej, która poddaje siebie dyscyplinie i bodhiczitcie… o ile dhjana jest tłem, przestrzenią, to pradżnia jest rodzajem istoty, która się przejawia, ukazuje siebie w takiej czy innej formie

bodhiczitta (बोधिचित्त) – dosłownie przebudzony umysł, lecz w gruncie rzeczy nie chodzi tu o umysł – bodhiczitta jest oświeconą postawą etyczną, którą wyraża aspiracja osiągnięcia oświecenia dla dobra i pożytku wszystkich czujących istot:

Korzyści bodhiczitty są liczne. Sprawia ona, że umysł jest bardzo radosny dzięki wielkiej miłości i współczucie dla istot. To decydujący powód pełnego przebudzenia buddy. (…) Dwie przeszkody utrudniają nam wymianę siebie na innych. Po pierwsze, myślimy, że jesteśmy inherentnie oddzielni. Faktycznie ja i inni pozostajemy we wzajemnej zależności, podobnie jak jedna strona doliny jest nazywana “tą” stroną tylko dlatego, że istnieje “tamta” strona. (…) Drugą przeszkodą w wymianie siebie na innych jest myślenie, iż usuwanie cierpienia innych nie jest konieczne, bo ono nas nie dotyka. (…) Śantidewa pyta (BCA 8:115): “Chociaż z przyzwyczajenia pojawia się myśl “ja” skierowana na to bezosobowe ciało; czemu w podobny sposób ta myśl nie pojawi się wobec innej czującej istoty?”

– J.Ś. Dalajlama XIV, Tubten Cziendryn, Buddyzm. Jeden Nauczyciel, wiele tradycji, 2015: 289-296.

Oczywiście tradycja tantry jest niezwykle skomplikowana, oparta na obszernym piśmiennictwie, wielowiekowej tradycji przekazu z ust mistrza do umysłu ucznia, i wymaga obcowania z miejscami przesyconymi mocą ślubowań i medytacji jest adeptów (tantryków-joginów). Ogólnie można podzielić ją na dwie linie przekazu, związane z inherentnie obecnym na łonie buddyzmu tybetańskiego podziałem na Starą Tradycję szkoły Ningma oraz Sarma – nowe tradycje (szkoły: Kagju, Śakja i Gelug). Esencja i cel nauk pozostaje takie same, ale poszczególne praktyki i podział tantr jest inny, także inne teksty tantryczne są wykorzystywane. W szkole Ningma, szkole wielkiej doskonałości (dzogczen), mamy podział na 9 klas pojazdów podzielonych na 3 grupy: 1). pojazdy słuchaczy, samotnie urzeczywistnionych i bodhisattwów, 2). tantry działania (skr. kriyā), wykonania (skr. caryā) oraz jogatantra, 3). i w końcu trzy najsubtelniejsze mahajoga, anujoga i najwyższa atijoga.

Te trzy wewnętrzne pojazdy nazywane są pojazdami zwyciężających środków, ponieważ zawierają metody osiągania najsubtelniejszego poziomu umysłu poprzez rozpuszczanie niesubtelnych poziomów energii, dzięki czemu praktykujący wznosi swój stan mentalny na wyższy poziom poza biegunowość rozróżniania (…).

– Jego Świątobliwość Dalajlama, Gesze Thubten Jinpa, Świat buddyzmu tybetańskiego, 2015: 105.

Podobnie jest i w nowej tradycji przekazu, przekładu tekstów, w Sarmie. Tam jednak 3 pierwsze pojazdy nie są obecne i mówi się o czterech klasach tantr: 3 tantry (działania, wykonywania oraz jogatantra) uznawane są za praktyki wstępne do tantry najwyższej, tj. anuttara-joga-tantra, zawierającej w sobie maha-, anu– oraz atijogę szkoły Ningma.

Tantryczna moc Sali Zgromadzeń

Wystarczy jednak wejść do Sali Zgromadzeń (tyb. ‘Du-khang), by doświadczyć tej mocy, owej “Jej”, o której w pierwszym akapicie napisałam. Sala może nie jest wielka, ale na pewno dość duża, pogrążona w ciemności, która zdaje się kryć w sobie znacznie więcej niż tylko duże statuy strażników i buddów czterech kierunków (Ratnasambhawa, Amitabha, Akszobhja, Amoghasiddhi). Ogromna rzeźba czterogłowego Wairoczany, ucieleśnienia Pustki, jednego z pięciu buddów mądrości (czterej pozostali już zostali wymienieni). Wairoczana stanowi ich esencję. Po lewej stronie, za Wairoczaną, znajduje się ściana ze zwojami-zapisami nauki buddyjskiej, a po prawej przestrzeń Buddy, przebywającego w niebie Tuszita. Zdjęcia wnętrza nie są możliwe, więc jedynie plan:

20170829_180448

Złota Świątynia

A następnie do Złotej Świątyni (Ser Lhakhang), o której ogromnym i powalającym – dosłownie – wizerunku białego czterogłowego Sarwa-widja-Wairoczany naniesionym na całość ściany już coś wspomniałam (tutaj). Jednak ten wizerunek to nie wszystko, na przeciw niego znajduje się równie wspaniałe malowidło przedstawiające niebieskiego Wadżradharę. Między nimi znajduje się równie majestatyczny Budda.

Tabo jako takie:

20170831_103455

20170829_181643

Lecz Tabo nie jest tylko klasztorem… to także i przede wszystkim kompleks jaskiń kutych w skałach. Przez wiele wieków jogini buddyjscy na odosobnieniu medytowali w jaskiniach, napełniając rzeczywistość Tabo mocą i energią oświecenia:

20170830_121546

20170830_123157

20170830_122657

20170830_120544

I na koniec Cztery Wielkie Ślubowania boddhisattwy (istoty wyposażonej w bodhiczittę):

Czujące istoty są niezliczone: ślubuję wszystkie wyzwolić. Skalania [mentalno-emocjonalne] są nieskończone: ślubuję wszystkie wykorzenić. Bramy dharmy [realizacji nauk Buddy] są niezliczone: ślubuję wszystkie przekroczyć. Droga Buddy jest najwyższa: ślubuję ją ukończyć.

– J.Ś. Dalajlama XIV, Tubten Cziendryn, Buddyzm. Jeden Nauczyciel, wiele tradycji, 2015: 303.

20170830_131334

Po Tabo nadszedł czas na Kalpę. Nie obyło się bez niezapowiedzianej zmiany autobusu.

20170831_123058

20170831_122513

20170831_123055

HIMALAJSKIE impresje…

Kailash Blessings

… w zdjęciach, ponieważ w końcu chcę ukazać Himalaje na wszystkich tych zdjęciach, które udało mi się wykonać, niekiedy mocno wychylając się za okno skaczącego nad przepaścią autobusu. Po tym całym czasie, jaki spędziłam w publicznym transporcie indyjskiego stanu Himaćal Pradeś (Himachal Pradesh), poczułam specyficzną jedność z tym środkiem transportu. Muzyka, którą kierowca puszcza w głośnikach, godziny jazdy spędzone na wyboistych, krętych i stromych drogach, uchodzących za najniebezpieczniejsze na świecie, co dwugodzinne przystanki, by coś zjeść (omlet jajeczny, paranthę, czaj czy soczewicą lub ciecierzycę) w przydrożnej dhabie w mieścinie, która liczy dwa domu na krzyż… To wszystko silnie zasadza się w duszy podróżnika.

Kalpa Dream

Himalaje jak zwykle rozpoczęły się niespodziewanym miastem. Nie ono było w planach, gdy o 5 nad ranem czekałyśmy na dworcu w Haridwarze – miałyśmy jechać do Uttarkashi, by ostatecznie dojechać do Gangotri (w stanie Uttarkhand). Kierowca nie przychodził trzecią godzinę, ktoś otworzył podróżnym autobus, wyszłam napić się czaju, czekałam, aż coś się wydarzy. Nic się nie działo, jednak godzina, druga godzina, jeden czaj, drugi czaj, aż nagle patrząc na rozkład jazdy w ciągu kilku sekund podjęłam decyzję – “Shimla!”. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ta decyzja ukaże nam Himalaje w sposób przepełniony tybetańską kulturą, cudem buddyjskiej kultury i indyjskiego spokoju ducha o zapierających dech w piersiach widokach, darśanach. Odnosząc się do mądrości przekazywanej przez jogę, można powiedzieć, że te himalajskie wizje okażą się tak potężne w swoim pięknie, że zatrzymają aktywność mentalną i ukażą potęgę Istoty świadomości.

SHIMLA

Stolica stanu Himaćal Pradeś przywitała nas we mgle spowijającej strome uliczki. Po schodach trzeba się wspinać, niekiedy przeciskając w tłumie mieszkańców i turystów. Miasto zajmuje niewielką przestrzeń, ale niemal każdy centymetr jest zagospodarowany: dom na domku, kram na kramie i… ogromna wolna przestrzeń spacerowa w centrum z posągami Indiry Gandhi i Mahatmy Gandhiego, miejsce widokowe na wzgórza Himalajów, kościół oraz swoisty market, na którym można kupić wszystko: markowe ubrania, souveniry, książki i sprzęt sportowy. W nocy wzgórza błyszczą, światełka domów wbudowanych w zbocza niczym gwiazdy na niebie rysują migocące wzory na zboczach. Jakby miasto na pograniczu snu i jawy, ukazujące siebie w wilgoci, a zarazem zieleni wzgórz. Tutaj wcześniej opisałam Shimlę.

20170809_144417

Tym razem nasza trasa nie przebiegała przez stan Uttarkhand i jego Cztery Święte Miejsca pielgrzymki (zwane Chota Char Dham), tym razem nie miałyśmy żadnego precyzyjnego planu, a to pozorne kręcenie i zawracanie spowodowane było samą specyfiką Gór. Zdałyśmy się po prostu na wolę Himalajów. Czasem trzeba objechać teren i wybrać dłuższą trasę, zawrócić, by dotrzeć do celu, a czasem okazuje się, że cel zmienia się w trakcie podróży (trochę jak w życiu). W trasie – w tej wielogodzinnej, usianej chwilowymi usterkami autobusu, obsuwą terenu oraz przemarszami stad owiec, kóz i koni podróży – nowo poznane osoby kilkakrotnie zachęciły nas do zmiany pierwotnie obranego kierunku.

trasa1

MCLEOD GANJ (DHARAMSALA)

To malownicze miasteczko, podzielone na dwa obszary: dolną Dharamsalę oraz górne McLeod Ganj, jest siedzibą Rządu tybetańskiego na uchodźstwie. O Dharamsali pisałam już wcześniej, raz za razem, z restauracji na przeciw czortenu, o kilka chwil oddalonego od Świątyni, zwanej świątynią Dalajlamy (tutaj i tutaj).

… istnieje wiele emocji i stanów umysłu, które prowadzą do cierpienia: wrogość, nienawiść, skrajny lęk, zazdrość, chciwość, nieuczciwość, uprzedzenia… kluczowa buddyjska zasada mówi, że … pozytywne emocje rozwiewają negatywne, niczym światło rozprasza ciemności. Kiedy stopniowo wzbudzamy pozytywne emocje, zwiększając ich siłę, następuje odpowiednie zmniejszenie negatywnych emocji… – Jego Świątobliwość Dalajlama XIV, Howard C. Cutler „Sztuka szczęścia w trudnych czasach” (2012)

W ten właśnie sposób, z grubsza mówiąc, przebiega proces praktyki jogicznej w czasie koncentracji uwagi. Negatywny przedmiot myśli zastępowany jest pozytywnym/czystym uświadomieniem. Innymi słowy, jedna podpora świadomości (ālambana, आलम्बन) zastępowana jest drugą o pozytywnym dla praktyki walorze – zgodnie z zaleceniami klasycznego działa jogi z II w., tj. Jogasutr autorstwa wielkiego mędrca i jogina Patańdżalego.

20170815_153643

ŚRINAGAR

I krótka przesiadka, chwila w stolicy stanu Jammu i Kaśmir, wraz noclegiem na łódce:

20170816_151905 (2)

20170816_152223

20170816_152234

O poranku ruszyłyśmy dalej z dworca autobusowego, gdzie za kilka rupii można kupić najlepszy w całym indyjskim świecie kaszmirski chleb, ciepły, z rozpuszczonym masłem, sprzedawany wraz z czajem na malutkim stoisku.

20170816_170203

Z KARGIL DO LEH

Niechętnie wyjechałam z Dharamsali, w końcu to dom Jego Świątobliwości Dalajlamy XIV, a tym samym miejsce przesycone ogromną mocą buddyjskich błogosławieństw. Śrinagar jednak poza pyszną i tanią restauracją Vishnu czy też Krishna Dhaba (lokalni nazywają ją i tak, i tak), ulokowaną nieopodal dworca, nie bardzo do mnie tym razem przemówił. Czas więc było jechać przez Kargil do magicznego, ukrytego w samym sercu Himalajów, Leh. Słyszałam opowieści o pięknie widoków, które raz po raz, jeden zakręt za drugim, będą rozpościerać swój czar przed oczyma podróżników, joginów. I rzeczywiście… Te widoki coraz bardziej pustynne, opustoszałe, bez roślinności, jakby w rudymentarnym stanie świadomości, jakby sama Natura wkradała się w przestrzenie świadomości podróżnika i rozpoczynała swoją pracę:

20170818_083247

LEH

Jest to miejsce o jakby podwójnej duszy: backpackerska dzielnica z kilkoma szkołami jogi i centrum medytacyjnym Mahabodhi oraz malownicze centrum, którego jedna z krętych uliczek prowadzi do restauracji Darjeenling (o cudownie smacznej choć prostej kuchni) i Pałacu (Leh-Ladakh Palace) górującego nad miastem, a inna – poprzez backpackerską dzielnicę – do głównej stupy (Shanti Stupa), ze szczytu której rozpościera się piękny widok na górskie okolice. Oprócz tych na pozór niedopasowanych do siebie części przestrzeń Leh utkana jest z mnóstwa stup, dobrze wyposażonych księgarni, restauracji z przepyszną kuchnią, i spowita spokojem, serdecznością mieszkańców, bielą świętych budowli i nieskończonym błękicie nieba…

20170820_104250

Przez KEYLONG do MANALI

Myślałam, że jedynie trasa do Leh jest nadzwyczaj piękna. Myliłam się na szczęście.

20170821_084234

KAZA

Old Kaza (wraz z dworcem autobusowym) i New Kaza jest malutkim punktem w Himalajach, do którego dojazd zabrał nam dużo więcej niż myślałyśmy czasu, w trakcie przygotowując dla nas, hinduskiej pary z Kerali i pewnego Chińczyka nocleg w samym środku himalajskiej przestrzeni, w domku-przybudówce z kamienia (tutaj opis). Kaza stanowi węzeł komunikacyjny prowadzący do kilku pobliskich klasztorów, sama w sobie jest natomiast klimatycznym miasteczkiem, z przepięknym niedawno wybudowanym klasztorem buddyjskim tradycji Śakja. Kaza jest jakby wrotami do cudnego klasztoru KEE (KI) (tutaj opis), w którym buddyzm tybetański powoli siebie ukazuje. Przestaje być jedynie książkami i mitycznymi, na pół legendarnymi, praktykami duchowo-cielesnymi. Dopiero w Kee zrozumiałam, jak bardzo Natura, Jej dzikość i opieka, jest tak ważna dla jogina. Tutaj poczułam, jak potężny wpływ wywiera Ona na serce i duszę.

20170826_115914

KLASZTOR KEE

W klasztorze Kee praktycznie nie ma, co robić, nie ma sklepów, nie ma wioski, nie ma nawet miejsca, w którym można kupić wodę butelkowaną. Ja ufam jednak pitnej wodzie, którą oferują restauracje i klasztory. Za drobną opłatą pielgrzym otrzymuje w klasztorze schludne łóżko, całodzienne wyżywienie, czaje, mleko z solą, brak zasięgu telefonicznego, o internecie nie wspominając, poranną kilkugodzinną pudżę (modlitwę klasztorną polegającą na recytacji przez kilku mnichów sutr buddyjskich), tak bardzo intensywne i przenikające do głębi ducha światło słońca i do granic policzalności rozgwieżdżone nocą niebo. Są mnisi, można porozmawiać o tym i owym, są inni podróżnicy, można dowiedzieć się o kulturze tureckiej, izraelskiej, amerykańskiej, hinduskiej… jest i Polka, która opowiedziała mi o swoich wieloletnich doświadczeniach z asztanga-jogą.

20170827_113213

Dalsza trasa przebiegała między buddyjskimi klasztorami (Dhankar i Tabo) w towarzystwie po drodze spotkanej grupy kilku Izraelczyków i Chińczyka. To już nie jest turystyka, to przestało być zwiedzaniem… tutaj narodziła się swoista przynależność do tej górskiej rzeczywistości, gdzieś na krańcu kilku światów:

trasa2

DHANKAR i TABO

O ile klasztor Kee/Ki stanowił inicjację, wprowadzenie w arkana tybetańskiej rzeczywistości w indyjskich Himalajach, o tyle klasztory niewielkich mieścin Dhankar i Tabo pokazały (udowodniły!), że wielowiekowa, potężna tantra jest nadal aktywna (wkrótce w buddyjsko tantrycznym kontekście opiszę te dwa klasztory). Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Indii, 4 lata temu, to były inne Indie. I tak naprawdę, to nie one się zmieniły, to nawet nie ja stałam się inna. W pewnym momencie po prostu Indie wpuściły mnie do siebie. Czasem – na pograniczu nostalgii – brakuje mi tego pierwszego wrażenia obcości, dotykania, smakowania, odczuwania na skórze i w zapachach czegoś całkowicie odmiennego, może nawet niebezpiecznego, tajemniczego, w czym nie do końca mózg wie, jak się poruszać… Teraz już tego nie czuję, gdy przekraczam granicę Indii, nie widzę i nie słyszę, gdy idę indyjską ulicą, niemniej jednak tereny himalajskie są odmienne od nizinnych przestrzeni subkontynentu indyjskiego.

20170828_144014

20170829_130257

20170829_093240

20170829_090811

20170830_130832

20170830_131613

Kaza wyciszyła umysł podróżnika-pielgrzyma, spowolniła aktywność mentalną, klasztor Kee ściągnął niewidzialną (i chyba nieistniejącą) granicę, która miałaby dzielić świat ziemski od boskich przestrzeni – wspólnie spożywane  z mnichami śniadanie w świątyni na wysokości 4000 m. n.p.m. w rytmie recytacji sutr w alikwotowym śpiewie lamów pokazało, że nawet święta przestrzeń – sacrum – nie jest oddzielna od profanum.  Wszystko jest sacrum… W jaskini przy Starym Klasztorze w Dhankar można usiąść, zamknąć oczy i po prostu medytować – długie momenty ciszy i samotności niekiedy przerywane są wchodzącymi i wychodzącymi buddystami, który z prośbą i czcią udają się przed oblicze Buddy, nikt jednak nie zwracał na mnie uwagi. Jakby zupełnie naturalnym było to, że człowiek obok malowidła Buddy medytuje, bo w gruncie rzeczy to jest naturalne. Na zakończenie piękna tęcza ukazała się o poranku u wejścia do wykutej w skale jaskini.

20170829_095127 (2)

W Starym Klasztorze można porozmawiać z Lamą, świetnie władającym językiem angielskim, można na długie godziny zaszyć się w celach klasztornych i w pomieszczeniu, gdzie kilkakrotnie nocował Jego Świątobliwość Dalajlama XIV, odpocząć, wyciszyć się, a jeśli przybędzie się o właściwej porze, to nawet zjeść chlebek naan upieczony przez Lamę.

20170829_101010

W Nowym Klasztorze, gdzie można wykupić nocleg z widokiem na Himalaje i na Stary Klasztor, w godzinach pudży pójść do nowej świątyni i… doświadczyć sytuacji niezwykłej, gdy to oto mnich dotyka czołem czoła pielgrzyma-jogina i mówi, że następnym razem chce z nią medytować, bo podróżniczka ma tutaj wrócić. A następnie można rozkoszować się smakiem naprawdę pysznej kuchni, menu klasztorne nie jest bowiem skąpe w propozycje.

20170829_105124

I Tabo, prawdopodobnie najstarszy aktywny klasztor buddyjski w Indiach… Człowiek wchodzi do głównego sali tantrycznej praktyki medytacyjnej, potem do drugiej… i na chwilę jego aktywność mentalna i emocjonalna ustaje. Oczom (i sercu) podróżnika ukazuje się w Złotej Świątyni (Serkhang, Ser Lhakhang) ogromne malowidło przedstawiające (Sarwa-Widja-)Wairoczanę, otoczonego 8 Buddhami:

Awalokiteśwara

A potem pielgrzym idzie na spacer po wzgórzach wkoło miasteczka, by zobaczyć jaskinie, w których kiedyś medytowali jogini. To zmienia człowieka.

20170830_120544

KALPA

Miasto, podobnie jak Shimla z początku podróży, skąpane w mgłach rozmywających materialną rzeczywistość w jej źródle, tybetańska architektura budowana w drewnie, świątynia nagów (węży o niesamowitej mądrości), czczących mistrza i patrona jogi – Śiwę… Deszcz i wilgoć, swoisty chłód, który szykował ciało i umysł na to, co zaraz miało ukazać się oczom podróżnika, pielgrzyma…

20170901_104213

SANGLA

… i jej indyjska mitologiczna, przepojona jogiczną mocą, święta góra Kailaś, na której szczycie przebywa według wierzeń i legend zanurzony w jogicznej energii Śiwa wraz ze swoją małżonką, Parwati. Poranki w Sangli są szczególnym momentem: zaraz po wschodzie słońca, w delikatnym chłodzie, kiedy chmury jeszcze nie zasłoniły wzgórza. Wtenczas człowiek siada z czajem w dłoni i zatrzymuje wzrok na górze Kailaś… Dla każdego jogina Sangla jest bardzo ważnym miejscem aktywności Pierwszego Jogina (Adiguru).

20170903_112437

SARAHAN

Wyjazd w Himalaje rozpoczął się od pięknej drewnianej świątyni Hidimby w Manali – żeńskiego ducha natury, potężnego, kochającego do granic, a zarazem niebezpiecznego – i zakończył noclegami w świątyni Kali, gniewnej, straszliwej małżonki Śiwy, tutaj jednak o jakby innym aspekcie. Tutaj hinduizm jest spokojny – wewnątrz zbudowanej z drewna świątyni można w ciszy medytować…

20170906_135136

Źródłosłów łaciński słowa impresja oznacza coś, co jest wdrożone, wbite niczym pieczęć. Himalaje mocno odciskają siebie w duchu podróżnika. Joga również zna termin impresja i uwielbia go używać – sanskara – coś, co jest wdrożone w pamięć, w świadomość, i co nie daje o sobie zapomnieć, co stanowi aktualną tożsamość człowiek. Całe doświadczenie odciska się w człowieku, w tzw. świadomości podręcznej (czitta) i jej sferze aktualnie nieuświadomionej (czetas). Himalaje zasadzają się głębiej niż codzienna świadomość (czitta), działają bowiem u podstawy samej głębi, u źródła świadomości, auto-identyfikacji człowieka (istoty świadomej)… Spokój Natury, który odbija się, rezonuje, w umyśle podróżnika…

W jaki sposób praktykujesz? – Codziennie jem i śpię. Wstaję razem ze śpiewem ptaków, a kiedy milkną, zasypiam. W czasie wolnym od zajęć siedzę lub spaceruję. Odczuwam całkowity spokój, ponieważ nie angażuję się w żadne sprawy.

Wzgórza stwarzają specyficzne warunki psychofizyczne, pewną szczególną atmosferę, która podczas medytacji może wydobyć z praktykującego głęboko ukryte cechy charaktery…*

*Zhang Jianfeng, Podróż do wewnętrznego spokoju i radości. Śladami współczesnych chińskich pustelników, 2015, s. 79 i 98.

Indyjskie napary (herbaty, kawy, mleko z solą) oraz… yerba mate

20170920_004338-1

Yerba mate w Indiach

W Indiach oczywiście yerba mate jest napojem nieznanym. Tutaj króluje przygotowywana na wiele sposobów herbata – Indie to nie tylko aromatyczny czaj (masala chai)! Kawa jest co prawda ogólnodostępna, ale raczej z turystycznych niż smakowych powodów. Turysta chce, turysta dostania. Podobnie jak kiedyś dostałam pizzę, której niczym nie mogłam przekroić… ani złamać. Na ten wyjazd wyposażyłam się w grzałkę (500W, ale spokojnie może to być i 750W), blaszany kubek, bombillę i yerba mate green – wiem, nie jest to mocna yerba, ale w Indiach mój układ pokarmowy żyje trochę innym trybem niż w innych przestrzeniach i to jedyna postać yerby, która u mnie współpracuje z indyjską florą bakteryjną. Wiadomo, że yerba jest najsmaczniejsza w górach, więc w himalajskiej Dharamsali (McLeod Ganj, tutaj pisałam na bieżąco), siedzibie Rządu Tybetańskiego na uchodźctwie, domostwie Jego Świątobliwości Dalajlamy XIV,  była naparem z całym namaszczeniem i miłością przygotowanym przeze mnie w polowych warunkach, a następnie na werandzie mojego pokoju pita.

20170814_142917

Czaj a masala czaj

Na długo jednak yerba mate nie starczyła. Inne napary stały się codziennością, a himalajskie centra sztuki kulinarnej są subtelnie specyficzne Uśmiech Oczywiście przeważały masala chai i chai. Różnica między nimi jest taka, że chai jest po prostu ziarnami czarnej herbaty gotowanymi na wodzie z dodatkiem mleka i cukru, a masala chai przygotowywany jest w ten sam sposób, na bazie tej samej herbaty, głównie assamu, ale dodawane są do niego rozdrobnione przyprawy (kardamon, imbir, goździki, anyż, pieprz, cynamon… czego tylko dusza i ochota zapragną). Kiedyś już coś o nich pisałam, podając także przepis, o tutaj. Uwielbiam je, ale czasem człowiek potrzebuje kofeiny, dobrej kawy, nie tej, która przygotowana jest na bazie kawy rozpuszczalnej. I tutaj zaczynają się trudności, bo arabica czy robusta pozostaje dla Indii nadal terra incognita, którą dopiero trzeba eksplorować, by odkryć bogactwo jej aromatów.

ploteczki

wodospad

Typowe miejsca przygotowania czaju wyglądają mniej więcej tak:

20170824_144618

20170824_144626

20170824_134029

Bourbon nawet w samym sercu himalajskiego niczego można dostać, z czajem jest idealny!

20170824_144352

Nadpyszne śniadanie z lokalnymi chlebkami… pierwsze w Leh, a drugie w klasztorze w Dhankar:

20170819_080501

20170829_105124

Herbatę można pić też w plenerze, naprzeciw gór, przy pasącej się krowie i wiosce, schowanej w lesie… nad brzegiem którejś świętej rzeki. To jest dopiero doświadczenie, uwiecznione tutaj od razu w momencie jego doznawania.

20170903_135559

Kawa

Kawę w Indiach piję w mojej ulubionej sieci kawiarni Cafe Coffee Day, ceny są drogie, jak w zachodnich sieciówkach z kawami i herbatami. Jednak ten smak, aromat, moc…! A zarazem moment odpoczynku od upału indyjskiej ulicy, jej gwaru i ciężkości egzystencji, wrażenie na chwilę powrotu do siebie, by zaraz ruszyć w następne zakamarki siebie, które tylko indyjska ulica umie ukazać, ten moment refleksji nad kawą, ceny nie mają.

20170913_163006

To dopiero było browny! Podane na gorąco, z lodami, polane na moich oczach gorącym sosem czekoladowym. Uczta!

20170816_184648

Indie znają chyba większość zachodnich sieciowych restauracji, ale i, jak widać, posiadają coś specyficznie swojego. Lubię jeszcze malutkie kawiarenki, które specjalizują się z miodzie. Można tutaj zjeść lekką przekąskę i wypić kawę czy herbatę z dodatkiem miodu, podawanego obok, w dzbanuszku. Człowiek więc dodaje, ile jego dusza pragnie.

20170809_161058-1

Są i zwykłe restauracje, otwierane w stylu zachodnim. Teraz najwięcej ich spotkałam w Dharamsali (tutaj) oraz Kazie (tutaj). Bardzo przyjemne, pełne turystów, ale i lokalnych mnichów miejsca. Mnich tybetański również bowiem ceni sobie dobre jedzenie i dobre towarzystwo!

20170811_183835

20170826_134039

Również kawę można przygotować polowym sposobem, a wiadomo, że najlepiej podróżny rozkoszuje się taką kawą, gdy gotuje ją z innymi podróżnymi, poznanymi na himalajskim szlaku… i spędzając godzinami rozmowy rozmawiając o tym, jak wielopłaszczyznowo i wielowymiarowo jest postrzegany świat przez różne narodowości, w naszym przypadku była to Polska, Izrael, Indie, Chiny i Ameryka.

20170830_185013-1

Sea Buckthorn napój

Doskonały, ponoć, na problemy lokomocyjne, dostępny w wersji butelkowej (tutaj w Leh), jak i na ciepło (Kaza):

20170820_143731

20170826_123855

Ginger lemon honey tea

… czyli herbata z imbirem, cytryną i miodem. I tyle. W środku żadnej herbaty nie ma. Idealna, gdy zbliża się zimna pora, albo po prostu chcemy się ożywić. Imbir przeważnie krojony jest na kawałeczki i zalewany gorącą wodą, cytryny nie widać – sok jest wyciskany bezpośrednio do szklanki.

20170914_180054-1

Kashmiri kahwa

Innymi słowy kaszmirski rodzaj przyrządzania zielonej (przeważnie) herbaty. Do wywaru (bez mleka!) dodawane są przyprawy, jak kardamon czy, cynamon, anyż, szafran, zdarza się, że i migdały, wiórki migdałowe czy też kokosowe. Interesujący smak.

20170817_181951

Khangra tea i kombucza

Herbata khangra pochodzi z dystryktu w Himaćal Pradeśu o tej samej nazwie. Jest to zielona lub czarna herbata, o raczej delikatnym smaku, nie przypomina darjeelingu (nawet zielonego) ani assamu. Smaczna.

20170814_165325

Khangra tea

Kombucza jest bardzo dziwną herbatą: serwowana na zimno i zdobywana drogą fermentacji, o lekko kwaskowym smaku i lekko odurzających właściwościach, wspaniale pasująca do sera z jaka (w rogalu). Kombucza jest grzybkiem japońskim, zwana jest także grzybkiem herbacianym – kolonia bakterii, specjalnej kultury drożdży (Symbiotic Cultures of Bacteria and Yeasts), Tybetańczycy sądzą, że kombucza posiada właściwości lecznicze…

20170815_173523

Tybetańska herbata z masłem

Moja ulubiona! A najlepszą taką herbatę piłam w Delhi w tybetańskiej dzielnicy Majnu-ka-Tilla, w Big Apple restauracji. Ponoć smak masła jest za intensywny, ponoć herbata jest za tłusta, nie wiem. Do herbaty czasem dodawana jest także odrobina soli, tworząc w ten sposób kompozycję o smaku bardziej przypominającym herbaciane mleko niż herbatę z dodatkiem mleka.

20170812_184224

Czaj i mleko z solą w tybetańskim klasztorze Kee

… w dodatku sączone podczas porannej 3-godzinnej modlitwy w świątyni. Wrażenie jest niesamowite, bo otóż podróżnik-jogin znajduje się w samym sercu Himalajów, w malowniczym klasztorze Kee (tutaj), pośród magii tybetańskiej medytacji, delikatny chłód dociera do jego świadomości i… wspólne delektowanie się napojem bogów! Takie momenty w duchu pozostają na zawsze, bo to właśnie one zmieniają serce. A poniżej zdjęcia z innych klasztorów baśniowej doliny Spiti, inkrustowanej buddyjskimi klasztorami:

 20170830_160509

20170828_153332

Inne tybetańskie herbaty, czy też ziołowe napary:

20170823_121250

Lassi

Typowy indyjski zimny napój, przypominający słodki kefir/jogurt, z domieszką wodą i różnych dodatków, np. soli, kminku, owoców, na słodko (tylko z cukrem), serwowany w restauracjach i jako street food. Najlepsze lassi wypisałam w Delhi, przy Khari Baoli (targ przypraw):

20170918_143721

Dubaj…

Teraz lecąc do Indii przesiadka miała swoje miejsce właśnie w Dubaju, piękne, upalne, otwarte na turystów miasto, absolutnie do zobaczenia tym bardziej, że loty z Polski wcale nie są takie drogie, a dość tani nocleg można tu i tam znaleźć.

20170802_170054

20170802_165440

20170802_151636

20170802_165353

20170802_165744

20170802_170226

20170802_154139

I cóż, cudze chwalicie…

Wrocławski Rynek, patron jogi, bóg Śiwa i yerba w bardzo niepraktycznym yerbomosie, ale za to poręcznym

20170314_112334