Nieistniejące ja w nieskończoności Ciszy

Dalekie wyprawy, mniej lub bardziej samotne, zawsze podejmuje się z mniej lub bardziej uświadomionej potrzeby odkrycia czegoś wewnątrz siebie. Dotarcie do czegoś w środku, czegoś, co albo tak bardzo stoi przed oczyma, że oślepia, a przez to jest niewidoczne, albo pozostaje tak mocno skryte pod codziennym doświadczeniem, że zdaje się nie istnieć. A co jeśli to coś rzeczywiście nie istnieje?

Taj

Pewne schematy, marzenia, pragnienia, fantazje i scenariusze w głowie noszone zawsze oscylują wokół wizji ja idealnego, ja prawdziwego, ja gdzieś ukrytego za tym, co trzeba w życiu robić, jakie role pełnić i jakie zadania wykonywać. Lecz nagle człowiek staje w miejscu, do którego tak długo podróżował i odkrywa, że żadnego prawdziwego ja w nim nie ma. A raczej jakaś głucha pustka, która nie do końca wie, co ze sobą dalej zrobić. Plany, marzenia, drogi i wyobrażenia stają się przeźroczyste, nijakie, a wręcz nieistniejące. I co wtedy? Nic… Cisza. Ta idealna długa przepastna nieskończona Cisza (Śanti)…

Jako że Himalaje już tuż tuż…

I niedługo pojawi się większa garść informacji (bilety kupione, wizy przyznane, plan wyjazdu opracowany, sprzęt gotowy, plecaki jeszcze niespakowane), to teraz jedynie pewne w temacie zdanie warte zacytowania:

stay focused but

Bo oczywiście mamy do pewnego stopnia opracowany plan: trasę przejazdu i transport, wiemy, do których aśramów chcemy zawitać i o czym porozmawiać, to chyba najbardziej ciekawe jest to, co wydarzy się poza grafikiem, i jakie wtedy prawdy się ujawnią. Jak to mawiał Martin Buber, filozof dialogu (dialogik) – Prawda może odsłonić się jedynie w szczerej i prawdziwej relacji Ja – Ty… powiedzmy sobie – w tej transcendentnej Otwartości jednego Ja na drugie Ja… nawet to Ja, które jest o wiele bardziej potężniejsze niż Człowiek.

Kiedy Himalaje, Siedziba (alaja) Zimna (hima), ta piękna, niemal nieskończona, przestrzeń transcendencji i dialogów, stają się Twoim Ja i ukazują Prawdę, to dzieje się wydarzenie niezwykłe!

Mistrz i uczeń, czyli o tym, jak źle się dzieje w polskiej szkole

Tipaza4

Od kilku miesięcy wśród różnych coachów [tu, tu i tu] i edukatorów w nurcie nowoczesnej psychologii (sic!) [tu] obserwuję silne zainteresowanie reformą szkoły: metod nauczania i treści programowej. Wszystkiemu temu przyświeca przekonanie, że w szkole dzieje się źle, bardzo źle, właściwie to najgorzej! Dzieci są wyniszczane nadmiarem wiedzy, którą na siłę wkłada się w ich głowy, dokonując tym samym niemal gwałtu na ich niewinnej, pełnej ciekawości i spontaniczności naturze (czego to wiedza z człowiekiem nie robi!). Za dużo wiedzy, za dużo dat, za dużo wzorów matematyczno-logicznych, a przede wszystkich za dużo siedzenia w ławce, za mało natomiast kompetencji miękkich i umiejętności szukania właściwych informacji, które praktycznie są dostępne wszędzie. Głównym źródłem wiedzy jest oczywiście Internet, ale zaraz za nim idą tysiące zajęć pozalekcyjnych, na które dzieci często z powodu ambitnej nadgorliwości rodziców są posyłane, dzień w dzień, a nawet w weekend: taniec, śpiew, rysunek, konie, słonie, karate, skrzypce… a medytacja? Znam niewielu rodziców, którzy uznają, że uczenie dziecka wyciszania siebie, koncentracji i spokojnego przebywania w świecie-teraźniejszości, jest czymś wartym kultywowania w młodym duchu; ale nie o to chodzi.

Główną przyczyną tego, że w szkole dzieje się coraz gorzej, okazuje się być: (1) przepełnienie informacją (daty, wzory, przeterminowane lektury – po co komu czytać Pana Tadeusza, Dziady, Hamleta czy Lalkę?), (2) żmudne uczenie na pamięć zgodnie z zasadą zakuć-zdać-zapomnieć (a sieć neuronalna, wytwarzająca nowe “połączenia informacyjne”, nie ma nic do rzeczy), (3) bezemocjonalne przekazywanie informacji bez wzbudzania ciekawości dziecka, i (4) ten okrutny gwałt na naturze ludzkiej, ta krzywda psychiczna i fizyczna, wskutek której dziecko tak okrutnie cierpi – to paskudne siedzenie w ławce (to ono jest chyba wszystkiemu winne!). Wniosek jest zatem prosty i nie ma sensu dalsza dyskusja: wyrzućmy ławki i krzesła ze szkół, wyrzućmy przestarzałe lektury (zastanawia mnie jednak, czy np. Szymborska nie jest już zdezaktualizowana), koniec z wzorami, z uczeniem się o łańcuchu DNA, koniec z tablicą chemiczną, z wkuwaniem słówek z niemieckiego, angielskiego, francuskiego! Są różne kursy online i programy coachingowe szybkiej nauki języków (i nie tylko), tam nie uczą zbędnych słówek i reguł, tam uczą mówienia: błędnie czy nie, ale dziecko mówić będzie, co prawda jak Kali i nie napisze dobrze maila, listu, eseju, rozprawki, nie przeczyta Murakamiego w oryginale, Tołstoja, Sartre’a czy Owidiusza (bo i po co to komu?), ale 10 języków komunikatywnie znać będzie! Kupi lody zagranicą i zamówi pizzę, starczy. Dobrze, że łacina przestała być w przeważającej większości szkół uczona, przecież nikt jej nie używa, pracy dzięki łacinie się nie dostanie, na co komu accusativus cum infinitivo czy inne podobne twory gramatyczne i językowe (a to, że łacina stanowi świetną podstawę do nauki innych języków romańskich: francuski, włoski, hiszpański, portugalki, ba, jest także świetną podstawą do nauki indyjskiego sanskrytu, dzięki znajomości którego bardzo szybko można opanować inne języki Indii – to już jest poboczne). Kompetencje miękkie – tego trzeba uczyć: skuteczna sprzedaż produktu, komunikatywność, zarządzanie czasem, praca w zespole, odporność na stres… jakoś tak dziwnie podpada mi to pod zespół cech nie człowieka mądrego i szczęśliwego, ale idealnego pracownika korporacji. Do tego dochodzi jest skuteczne szukanie informacji, ich filtrowanie i właściwe wyciąganie wnioski, tylko kto oceni, co jest właściwe, a co nie? A co z inteligencją, tak ogólnie rozumianą bez rozdrabniania się na inteligencję emocjonalną, IQ, społeczną – inteligencja jest jedna, ale jakoś tutaj w tych nowoczesnych propozycja jej nie widać? Co z mądrością? Co ze sztuką koncentracji i twórczością?

Proste jednak pytanie: owszem, umiejętność wyszukiwania informacji, analizy i wyciągania wniosków jest jedną z najważniejszych zdolności. Wniosek trzeba jednak na podstawie czegoś wyciągnąć, głównie na podstawie wiedzy zapamiętanej albo potencjalnie zapamiętanej, czyli takiej, której treści nie pamiętamy dokładnie, ale wiemy, że coś takiego jest, i wiemy, gdzie szukać tego czegoś, bo wcześniej coś o tym na fizyce, biologii, na polskim, na historii, na matematyce słyszeliśmy, kiedyś zdaliśmy egzamin, jakoś ta potencjalna wiedza żyje w nas i… kształtuje naszego ducha, inteligencję i tę niezwykle ważną zdolność niepodlegania manipulacji medialnej, która żywi się ludzką niewiedzą. Historia to coś więcej niż daty, one są jedynie punktem oparcia, to inteligencja dziejowa, która osadza dziecko w mądrości dziejów. Literatura to coś więcej niż zbiór lektur – to próba zrozumienia własnego ducha, próba wykształcenia wrażliwości i otwartości na drugiego człowieka. Matematyka, fizyka i logika to coś więcej niż zbiór wzorów i schematów – to sztuka racjonalnego, spokojnego i analitycznego myślenia – to jest dopiero kompetencja! Biologia i chemia to więcej niż wkuwanie aminokwasów i pierwiastków, to umiejętność… dbania o zdrowie, zwłaszcza w obecnej erze konsumpcji i przepełnienia rynku produktami o bardzo szkodliwym składzie biologiczno-chemicznym. A siedzenie w ławce – to sztuka koncentracji, mentalnego wysiedzenia w jednym miejscu, a nie ciągłego biegania i przeskakiwania z jednej myśli na drugą, z jednej emocji w drugą. Tak jogicznie.

I na koniec: nie, nie uważam, że polska szkoła jest idealna, że nie ma skazy. W tym świecie dwójni we wszystkim jest po trochę przeciwieństwa, lecz nie w ławkach i wiedzy tkwi problem. Jeśli nauczyciel-mistrz jest osobą cudowną, obdarzoną wielką charyzmą, mądrością i empatią, to i uczeń takim się stanie. Zmiany programowe czy wyrzucenie ławek nie sprawi, że dziecko stanie się ciekawe świata i rozwinie swoją samoświadomość, talenty i pasje, bo szkoła to nie budynek, nie treść programowa, lecz interakcja nauczyciel-uczeń. Tutaj dokonuje się przekaz mądrości, pasji naukowej i ciekawości świata.

Jogiczne Himalaje, jakich nie znacie

Artaktywnie kulturalny blog Anny Bartosiewicz

Kultowe miejsca praktyki jogicznej w Himalajach stały się celem wyprawy dwóch indolożek. Specjalizująca się w jodze doktor filologii indyjskiej oraz stypendystka Indyjskiego Rządu wyruszają na poszukiwania nauk udzielanych przez lokalnych mistrzów. W serwisie PolakPotrafi.pl można wesprzeć wyjazd badawczy do Chota Char Dham. Pod tą nazwą kryją się cztery hinduskie świątynie rozsiane w regionie Garhwal stanu Uttarakhand w północnych Indiach. Inicjatorki projektu pragną rozpropagować wiedzę na temat jogi dostępną dotychczas tylko dla wąskiego grona odbiorców.

– Chcemy dotrzeć do czterech (a nawet pięciu) świętych miejsc jogi w Himalajach. Zamieszkamy w tamtejszych aśramach, aby zebrać materiał audiowizualny i tekstowy oraz dostać pouczenia tamtejszych guru. Zwieńczeniem tych jogicznych wysiłków będzie książka, w której zawrzemy zdobyte wskazówki do praktyki jogi i medytacji, m.in. przekłady z sanskrytu i hindi ginących powoli źródeł. – mówi Artaktywnie Joanna Jerzyk, jedna z uczestniczek projektu.

Badania naukowe połączone z praktyką jogi

Dwie pasjonatki jogi nie tylko będą przebywać w…

View original post 381 słów więcej

Problematy, czyli życie bez problemów

jesień1

Podręczny słownik życia szczęśliwego nie potrzebuje takich słów jak trudny czy problem. Zamiast trudny praktyczniej i dużo bardziej poręczniej używać jest: wymagający czasu, praktyki i skoncentrowanej uwagi; a od problemu o wiele lepiej wygląda problemat, czyli pewna kwestia wymagająca dłuższego namysłu, wytężonej uwagi w celu znalezienia nowego sposobu rozwiązania, bo stare zawodzą.

Podręczny słownik życia szczęśliwego nie zna słowa ani wewnętrznego przekonania, które nosi nazwę “muszę”. Muszę nie istnieje. Istnieje natomiast: chcę, pragnę, potrafię. Jeśli cokolwiek muszę, oznacza, że wkrótce wypalę wewnętrzną energię i wpadnę w stan przemęczenia i stresu, a ostatecznie zagubię się gdzieś w międzyczasie swojego życia i marzeń.

Podręczny słownik życia szczęśliwego nie unika głosu intuicji, czyli tego odczucia, gdy czuje-wie, fajnie jest coś zrobić, że to ma sens i wyjdzie z tej czynności przyjemna rzecz, rzecz, która jest zgodna z wewnętrznymi przekonaniami i marzeniami.

k8

Podręczny słownik życia szczęśliwego ma wytłuszczone takie słowa, jak: medytacja (choć krótka, ale codzienna), sztuka, dobra lektura, inspirująca rozmowa, dobra herbata czy kawa, kontakt z naturą, szczerość w wewnętrznych dialogach, tych samym, z którymi bezustannie we wnętrzu głowy się spotykamy.

Podręcznik słownik życia szczęśliwego zna takie słowa, jak strach, rezygnacja, upadek, smutek, bo ma i takie hasła, jak: pozwolenie sobie na odczucie każdego wrażenia, ale swobodne i nieprzylegające do danego uczucia. Czuję, to czuję, odejdzie, jak i wszystko.

Podręczny słownik życia szczęśliwego posiada definicję umysłu jako procesu, którego natura jest zawsze czysta i spontaniczna, łatwa w osiągnięciu i zawsze obecna, jeśli tylko człowiek pozwoli sobie na chwile spokoju i koncentracji w medytacji. Jeśli zostawi zewnętrzny świat zamętu, biegu, lenistwa, rezygnacji, zwątpienia, gniewu, strachu, pragnienia na zewnątrz, i poćwiczenia technikę oddychania. Bo podręczny słownik życia szczęśliwego wie, jak bardzo ważny jest oddech.

9 indyjskich doskonałości, czyli jak żyć w pięknie i harmonii

róże (podpis)

To nie jest 9 porad szczęśliwego życia czy 9 sposobów na efektywne działanie. To jest kilka impresji z szeroko rozpostartego wachlarza indyjskich mądrości, tych cennych rozmyślań i praktycznych zaleceń, które sprawiają, że życie daje więcej satysfakcji, więcej harmonii i radości.

Indie są starożytną kulturą, o głębokim przekazie duchowym, sięgającej czasów obfitego handlu z Mezopotamią, a nawet jeszcze wcześniejszych momentów rozwoju ludzkiej kultury. Cywilizacja Doliny Indusu, jedna z najstarszych cywilizacji, niemal tak stara jak Mezopotamia i Egipt, przeżywała swój rozkwit w okresie 2600 p.n.e – 1900 p.n.e. (idę za datowaniem prof. Kenoyera), i być może dała początek jogicznym zakusom późniejszych Indii; trudno to jednoznacznie stwierdzić. Potem cywilizacja ta, zwana także cywilizacją harappańską (od jednego ze swoich dwóch największych miast: Mohendżo-Daro i Harappy) zanikła. Tym samym zabrała ze sobą mądrość, od wieków pielęgnowaną i rozwijaną  – pismo nadal pozostaje nierozczytane, a gliniane tabliczki narracyjne, choć bardzo sugestywne w treści, to niestety nic jednoznacznie nie pozwalają wyczytać (więcej w moim niedawnym artykule w nowym o pięknej szacie graficznej czasopiśmie nie tylko dla filozofów – Filozofuj! Nr2, całość mojego artykułu poniżej).

W niedawnym wpisie o antardżjotis, czyli wewnętrznym świetle w praktyce pojawiło się 9 bardzo ważnych zachowań, które mądrość indyjska podkreśla jako szczególnie skuteczne i godne kultywowania. Teraz czas na ich bliższe wyjaśnienie:

  1. Czerp jak najwięcej nauki z doświadczeń cierpienia, bólu, niewygody, tego wszystkiego, co powoduje uczucie smutku, rezygnacji, złości, zazdrości, zniechęcenia, wstydu, strachu. Dlaczego? – ponieważ każde doświadczenie niesie w sobie drogocenną naukę i moc. Bolesne doświadczenie z natury swojej w odruchowym odczuciu niesie ból z całą gamę negatywnych odczuć. Jednak to od umysłu – naszego nastawienia, sposobu interpretacji danej sytuacji zależy, jak ją wykorzystamy. Czy błąd, problem i porażkę traktujesz jako błąd, problem i porażkę? Prof. Hugo Steinhaus (Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie, genialny polski matematyk należący do tzw. lwowskiej szkoły matematycznej) zwykł mawiać, że problem nie istnieje, są wyłącznie problematy, czyli kwestie wymagające głębszego namysłu, by zrozumieć ich naturę i znaleźć rozwiązanie. Mówisz odnoszę sukcesy i porażki, czy odnoszę sukcesy i zdobywam cenną naukę? Mojemu ego i samoocenie nie przeszkadza, że popełniam błędy, bo to poprzez błędy uczę się, poprawiam i doprowadzam daną czynność do perfekcji. Cierpienie, ból i porażka dają doskonały feedback w pracy nad emocjami, kontrolą umysłu oraz ukazują, gdzie nasze przedsięwzięcie można dopracować i poprawić.
  2. Poszukuj mistrzów duchowych i mentorów, znawców w danej dziedzinie. Mistrz jest bowiem doskonałym wzorcem i schematem idealnego zachowania, które prowadzi do obranego i wymarzonego celu – czy to zawodowego (mentor), czy duchowego lub osobistego. Mistrz jest matrycą cech i pożądanych zachowań, które dopiero chcemy w sobie wykształcić lub rozwiąnąć. Mistrz to skarbnica wiedzy i praktycznego jej zastosowania. Mistrz to impuls do inspiracji i kreatywności podejmowanej przez nas samych. W końcu, mistrz to zwierciadło, w którym widzimy własne odbicie.
  3. Kultywuj w sobie dobre cechy: współczucie, życzliwość, wybaczenie, pomoc, hojność, szczerość, samokontrola, opanowanie, brak ospałości. Dlaczego? – bo z jednej strony dobre cechy dbają o higienę umysłu  i dobre samopoczucie – złą emocja często niszczy nas samych od środka, odbiera jasność myślenia i spokój, a z drugiej człowiek jest istotą społeczną i empatyczną – sprawia mu radość sprawianie radości innym, pomoc, świadomość tego, że jest potrzebny i ważny. Nie znajduj schronienia czy motywacji do działania w złych emocjach i intencjach, bo one nie dość, że nic dobrego nie przyniosą, to wymęczą główne narzędzie samorozwoju, jakie człowiek posiada – umysł.
  4. Działaj małymi kroczkami, idąc do wielkiego celu. Każdy, nawet największy cel, np. Rzym, realizowany był stopniowo (nie od razu przecież Rzym zbudowano). Małymi, systematycznymi, przemyślanymi, kreatywnymi, dopracowanymi kroczkami (tutaj metoda kaizen ma wiele cennych rzeczy do powiedzenia).
  5. Stwórz swoje prywatne pole mocy, czyli tak urządź swój dom, pokój, miejsce pracy, by czerpać z niego pozytywna energię do życia, działania i tworzenia. Tak oczywista rzecz, a tak często zaniedbywana.
  6. Poznawaj i inkorporuj obce. Obce to nie tylko dalekie podróże, nowe języki, nowa wiedza, nowi ludzie, nowe kultury, potrawy, nowo podejmowane aktywności życiowe, to także ciemność jako pewna forma obcego nas samych, inny aspekt, który ze względu na to, że manifestuje się poprzez mało przyjemne cechy (strach, gniew, zazdrość, smutek), jest czymś, co odsuwane jest na bok jako wróg, obce. Ale po co?
  7. Wejdź w swoją ciemność, czyli nie bój się stanąć oko w oko ze swoimi wstydliwymi, gorszymi i nieprzyjemnymi cechami. To tak samo jak z cierpieniem: wewnętrzna ciemność, rozumiana jako coś, czego najbardziej się boimy, a przez to unikamy, jest doskonałym nauczycielem niosącym ważne wskazówki na temat nas samych.
  8. Inwestuj w siebie, lecz nie tylko w swój rozwój intelektualny, fizyczny, ale także duchowy poprzez pomoc innym, hojność, otwartość, bycie nie tylko dla siebie, ale także dla innych. Bycia dla innych jest inwestycją w siebie, ponieważ rozwija te cechy mentalne, które oczyszczają umysł, wpływają na jego szybsza regenerację i lepszą reaktywność na daną sytuację, nawet tę najbardziej stresującą. W jaki sposób? Hojność wzmaga poczucie łączności z drugą osobą, poczucie harmonii z otoczeniem, negatywne i przeszkadzające emocje są wyciszane i niwelowane, a przez to właściwa i spokojna reaktywność może się w pełni przejawić. Właściwa i spokojna reaktywność jako naturalna odpowiedź na daną sytuację, bez zanieczyszczania jej negatywnymi emocjami.
  9. Last but not least, swoją dharmą panuj nad umysłem, bo tylko dharmiczny umysł jest w stanie w spokojny osiągnąć cel, a przy tym w sposób czysty i dbający o rozwój duchowy. Dharma jest głównym indyjskim słowem, którego zakres znaczeniowy posiada chyba nieskończoną liczbę zastosowań. Tutaj dharma jest doskonałością duchową, etyczną, społeczną, doskonałością w harmonijnym działaniu, w poczuciu spełnienia i bycia sobą. Bo to bycie sobą jest kluczem do sukcesu i szczęścia. A bycie sobą obejmuje bycie dobrym i dharmicznym (prawym) człowiekiem.
  10. Fi0201

Fi0202

Moja największa słabość, czyli mój mentor

Istnieje takie stare indyjskie i tybetańskie przekonanie, że mistrz (guru) przychodzi do ucznia, gdy ten jest gotowy, by otrzymać naukę. I nie jest to zwykła nauka, pełna teorii i dywagacji na różne tematy, lecz wiedza, czy też zdolność, transformująca umysł i dająca uczniowi potężne narzędzie do samodoskonalenia i… bycia sobą, bycia w spokoju z samym sobą i w przyjacielskim nastawieniu do otoczenia. Guru może być zarówno osobą zewnętrzną, jak i wewnętrznym nauczycielem, z którym człowiek dzień w dzień przez całe swoje życie spotyka się w każdym momencie –także słabość (wada, niedoskonałość) pełni rolę drogocennego mentora i mistrza sztuki życia. Przeważnie jednak nawykowo podchodzimy do słabości, i robimy z nimi różne rzeczy:

  • grzebiemy się w przeszłości, by doszukiwać się  niej przyczyn naszych niedomagań: w relacji z rodzicami i z otoczeniem, w jakimś traumatycznym przeżyciu i porażce
  • usprawiedliwiamy nasze porażki i życiową stagnację
  • rezygnujemy z marzeń i wymarzonych planów zawodowych, bo “jestem do tego-i-tego niezdolny i przecież nie uda się”
  • czasem uważamy słabości za wrodzoną w naszą istotę część nas, naturalne ograniczenie, z którym i tak nic nie można zrobić, “skoro taki się już urodziłem”.

Robimy także tysiące innych rzeczy, byleby tylko nie trafić w sedno. I nie chodzi o to, by stać się “lepszą wersją siebie”, “stworzyć siebie” czy “pokonać swojego wewnętrznego demona”. W gruncie rzeczy stając twarzą w twarz ze słabością, żyjąc w wykreowanym przez nią świecie, nie ma, z czym walczyć. Siddhartha Gautama, potem nazwany Buddhą, nie walczył z rozszalałym słoniem – pokonał go spokojem umysłu i współczuciem. Nie dostrzegał w nim bowiem wroga, którego należy się bać, nienawidzić, z którym trzeba walczyć, rywalizować i w końcu pokonać (lub uciec). Swoją drogą, ciekawe jest to idealnie coachingowe imię Buddhy – Siddhartha – ten, którego cel (artha) został osiągnięty, spełniony (siddha). Wystarczyło jedynie kilka lat upartej praktyki, spokój umysłu i bezustanne dążenie do prawdy jako celu, by Siddhartha swój cel osiągnął i stał się całkowicie przebudzonym, pełnym właściwego poglądu na świat, właściwej w nim obecności jako bycia sobą, kimś, pokładającym ufność w swoje możliwości, spokojnym, szczerym, współczującym, skoncentrowanym i wyzbytym strachu. Ktoś może jednak powiedzieć, że Siddhartha pokonał przecież swojego wroga, demona ego(izmu) Marę, czyli jednak kogoś pokonał. I byłaby to słuszna uwaga, lecz Śakjamuni pokonał Marę bez walki, bez odpowiadania na jego zaczepki, obelżywe słowa i pokusy. Siddhartha potraktował bowiem Marę jako doskonały materiał do mentalnych ćwiczeń samokontroli.

pudża

I nie trzeba być nieugiętym buddystą czy joginem z wieloletni stażem w medytacji (dhjanie) i koncentracji (dharanie). Chodzi jedynie o to, by nie bać się być sobą – w tym truizmie kryje się jednak więcej prawdy niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Słabość, główna przyczyna strachu przed byciem sobą, kryje w sobie bowiem ogromny potencjał pozytywnej zmiany, który można idealnie wykorzystać w celu samodoskonalenia i samorozwoju. Każda słabość to:

  1. Wskazówka, gdzie kryje się przyćmiony potencjał, nad którym trzeba popracować. Dla przykładu, ktoś może panicznie bać się wystąpień publicznych, lecz zamiast ucieczki przed nimi czy znerwicowanej prezentacji, postanawia iść za tym wielopoziomowych uczuciem strachu (o przeróżnych fizycznych oznakach: czerwienienie na twarzy, jąkanie, efekt czarnej dziury w głowie, zażenowanie, wstyd, etc.). Postanawia  zanurzyć się w samoświadomości i obecności w danej chwili, co oznacza jedynie tyle, że wraca do siebie, do naturalnego odczuwania siebie  tu i teraz, swojego jestestwa i oddechu. Odsuwa na bok cały arsenał ograniczających myśli o swojej niedoskonałości i oceniających świecie. Stara się wrócić do siebie i swej naturalnej ekspresji. Oczywiście nie jest to jednorazowy i szybki proces, jak każda zdolność wymaga praktyki. A słabość jest doskonałym materiałem do praktyki.
  2. Nauczyciel empatii, gdy odkrywamy, że inni mają podobne problemy, więc nie warto pozostawać na nie głuchym i zamykać się w małym światku przez tę słabość wytworzonym.
  3. Guru, który uczy wytrwałości, cierpliwości, szczerości z samym sobą, samoświadomości własnych emocji oraz potrzeb i samouważności, czyli obserwacji własnych reakcji na przeróżne bodźce: stresujące sytuacje, strach, ból, zrezygnowanie, rozpacz, smutek, wstyd etc.
  4. Trener kontroli umysłu, w którym toczy się bezustanny dialog wewnętrzny (jedna myśl po drugiej, z przyklejonymi do nich emocjami i nawykowymi reakcjami – czyli zaklęte koło schematów emocjonalno-mentalnych)
  5. Mentor jak żyć zgodnie z sobą, jak ze swojego życia tworzyć sztukę, a z własnego umysłu i jego słabości atelier.

Siddhartha nie walczył ze słoniem, nie walczył z Marą, bo nie byli oni w gruncie rzeczy wrogami. By coś lub ktoś stał się wrogiem, musimy uznać go za takiego.

Bodhgaja