HIMALAJSKIE impresje…

Kailash Blessings

… w zdjęciach, ponieważ w końcu chcę ukazać Himalaje na wszystkich tych zdjęciach, które udało mi się wykonać, niekiedy mocno wychylając się za okno skaczącego nad przepaścią autobusu. Po tym całym czasie, jaki spędziłam w publicznym transporcie indyjskiego stanu Himaćal Pradeś (Himachal Pradesh), poczułam specyficzną jedność z tym środkiem transportu. Muzyka, którą kierowca puszcza w głośnikach, godziny jazdy spędzone na wyboistych, krętych i stromych drogach, uchodzących za najniebezpieczniejsze na świecie, co dwugodzinne przystanki, by coś zjeść (omlet jajeczny, paranthę, czaj czy soczewicą lub ciecierzycę) w przydrożnej dhabie w mieścinie, która liczy dwa domu na krzyż… To wszystko silnie zasadza się w duszy podróżnika.

Kalpa Dream

Himalaje jak zwykle rozpoczęły się niespodziewanym miastem. Nie ono było w planach, gdy o 5 nad ranem czekałyśmy na dworcu w Haridwarze – miałyśmy jechać do Uttarkashi, by ostatecznie dojechać do Gangotri (w stanie Uttarkhand). Kierowca nie przychodził trzecią godzinę, ktoś otworzył podróżnym autobus, wyszłam napić się czaju, czekałam, aż coś się wydarzy. Nic się nie działo, jednak godzina, druga godzina, jeden czaj, drugi czaj, aż nagle patrząc na rozkład jazdy w ciągu kilku sekund podjęłam decyzję – “Shimla!”. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ta decyzja ukaże nam Himalaje w sposób przepełniony tybetańską kulturą, cudem buddyjskiej kultury i indyjskiego spokoju ducha o zapierających dech w piersiach widokach, darśanach. Odnosząc się do mądrości przekazywanej przez jogę, można powiedzieć, że te himalajskie wizje okażą się tak potężne w swoim pięknie, że zatrzymają aktywność mentalną i ukażą potęgę Istoty świadomości.

SHIMLA

Stolica stanu Himaćal Pradeś przywitała nas we mgle spowijającej strome uliczki. Po schodach trzeba się wspinać, niekiedy przeciskając w tłumie mieszkańców i turystów. Miasto zajmuje niewielką przestrzeń, ale niemal każdy centymetr jest zagospodarowany: dom na domku, kram na kramie i… ogromna wolna przestrzeń spacerowa w centrum z posągami Indiry Gandhi i Mahatmy Gandhiego, miejsce widokowe na wzgórza Himalajów, kościół oraz swoisty market, na którym można kupić wszystko: markowe ubrania, souveniry, książki i sprzęt sportowy. W nocy wzgórza błyszczą, światełka domów wbudowanych w zbocza niczym gwiazdy na niebie rysują migocące wzory na zboczach. Jakby miasto na pograniczu snu i jawy, ukazujące siebie w wilgoci, a zarazem zieleni wzgórz. Tutaj wcześniej opisałam Shimlę.

20170809_144417

Tym razem nasza trasa nie przebiegała przez stan Uttarkhand i jego Cztery Święte Miejsca pielgrzymki (zwane Chota Char Dham), tym razem nie miałyśmy żadnego precyzyjnego planu, a to pozorne kręcenie i zawracanie spowodowane było samą specyfiką Gór. Zdałyśmy się po prostu na wolę Himalajów. Czasem trzeba objechać teren i wybrać dłuższą trasę, zawrócić, by dotrzeć do celu, a czasem okazuje się, że cel zmienia się w trakcie podróży (trochę jak w życiu). W trasie – w tej wielogodzinnej, usianej chwilowymi usterkami autobusu, obsuwą terenu oraz przemarszami stad owiec, kóz i koni podróży – nowo poznane osoby kilkakrotnie zachęciły nas do zmiany pierwotnie obranego kierunku.

trasa1

MCLEOD GANJ (DHARAMSALA)

To malownicze miasteczko, podzielone na dwa obszary: dolną Dharamsalę oraz górne McLeod Ganj, jest siedzibą Rządu tybetańskiego na uchodźstwie. O Dharamsali pisałam już wcześniej, raz za razem, z restauracji na przeciw czortenu, o kilka chwil oddalonego od Świątyni, zwanej świątynią Dalajlamy (tutaj i tutaj).

… istnieje wiele emocji i stanów umysłu, które prowadzą do cierpienia: wrogość, nienawiść, skrajny lęk, zazdrość, chciwość, nieuczciwość, uprzedzenia… kluczowa buddyjska zasada mówi, że … pozytywne emocje rozwiewają negatywne, niczym światło rozprasza ciemności. Kiedy stopniowo wzbudzamy pozytywne emocje, zwiększając ich siłę, następuje odpowiednie zmniejszenie negatywnych emocji… – Jego Świątobliwość Dalajlama XIV, Howard C. Cutler „Sztuka szczęścia w trudnych czasach” (2012)

W ten właśnie sposób, z grubsza mówiąc, przebiega proces praktyki jogicznej w czasie koncentracji uwagi. Negatywny przedmiot myśli zastępowany jest pozytywnym/czystym uświadomieniem. Innymi słowy, jedna podpora świadomości (ālambana, आलम्बन) zastępowana jest drugą o pozytywnym dla praktyki walorze – zgodnie z zaleceniami klasycznego działa jogi z II w., tj. Jogasutr autorstwa wielkiego mędrca i jogina Patańdżalego.

20170815_153643

ŚRINAGAR

I krótka przesiadka, chwila w stolicy stanu Jammu i Kaśmir, wraz noclegiem na łódce:

20170816_151905 (2)

20170816_152223

20170816_152234

O poranku ruszyłyśmy dalej z dworca autobusowego, gdzie za kilka rupii można kupić najlepszy w całym indyjskim świecie kaszmirski chleb, ciepły, z rozpuszczonym masłem, sprzedawany wraz z czajem na malutkim stoisku.

20170816_170203

Z KARGIL DO LEH

Niechętnie wyjechałam z Dharamsali, w końcu to dom Jego Świątobliwości Dalajlamy XIV, a tym samym miejsce przesycone ogromną mocą buddyjskich błogosławieństw. Śrinagar jednak poza pyszną i tanią restauracją Vishnu czy też Krishna Dhaba (lokalni nazywają ją i tak, i tak), ulokowaną nieopodal dworca, nie bardzo do mnie tym razem przemówił. Czas więc było jechać przez Kargil do magicznego, ukrytego w samym sercu Himalajów, Leh. Słyszałam opowieści o pięknie widoków, które raz po raz, jeden zakręt za drugim, będą rozpościerać swój czar przed oczyma podróżników, joginów. I rzeczywiście… Te widoki coraz bardziej pustynne, opustoszałe, bez roślinności, jakby w rudymentarnym stanie świadomości, jakby sama Natura wkradała się w przestrzenie świadomości podróżnika i rozpoczynała swoją pracę:

20170818_083247

LEH

Jest to miejsce o jakby podwójnej duszy: backpackerska dzielnica z kilkoma szkołami jogi i centrum medytacyjnym Mahabodhi oraz malownicze centrum, którego jedna z krętych uliczek prowadzi do restauracji Darjeenling (o cudownie smacznej choć prostej kuchni) i Pałacu (Leh-Ladakh Palace) górującego nad miastem, a inna – poprzez backpackerską dzielnicę – do głównej stupy (Shanti Stupa), ze szczytu której rozpościera się piękny widok na górskie okolice. Oprócz tych na pozór niedopasowanych do siebie części przestrzeń Leh utkana jest z mnóstwa stup, dobrze wyposażonych księgarni, restauracji z przepyszną kuchnią, i spowita spokojem, serdecznością mieszkańców, bielą świętych budowli i nieskończonym błękicie nieba…

20170820_104250

Przez KEYLONG do MANALI

Myślałam, że jedynie trasa do Leh jest nadzwyczaj piękna. Myliłam się na szczęście.

20170821_084234

KAZA

Old Kaza (wraz z dworcem autobusowym) i New Kaza jest malutkim punktem w Himalajach, do którego dojazd zabrał nam dużo więcej niż myślałyśmy czasu, w trakcie przygotowując dla nas, hinduskiej pary z Kerali i pewnego Chińczyka nocleg w samym środku himalajskiej przestrzeni, w domku-przybudówce z kamienia (tutaj opis). Kaza stanowi węzeł komunikacyjny prowadzący do kilku pobliskich klasztorów, sama w sobie jest natomiast klimatycznym miasteczkiem, z przepięknym niedawno wybudowanym klasztorem buddyjskim tradycji Śakja. Kaza jest jakby wrotami do cudnego klasztoru KEE (KI) (tutaj opis), w którym buddyzm tybetański powoli siebie ukazuje. Przestaje być jedynie książkami i mitycznymi, na pół legendarnymi, praktykami duchowo-cielesnymi. Dopiero w Kee zrozumiałam, jak bardzo Natura, Jej dzikość i opieka, jest tak ważna dla jogina. Tutaj poczułam, jak potężny wpływ wywiera Ona na serce i duszę.

20170826_115914

KLASZTOR KEE

W klasztorze Kee praktycznie nie ma, co robić, nie ma sklepów, nie ma wioski, nie ma nawet miejsca, w którym można kupić wodę butelkowaną. Ja ufam jednak pitnej wodzie, którą oferują restauracje i klasztory. Za drobną opłatą pielgrzym otrzymuje w klasztorze schludne łóżko, całodzienne wyżywienie, czaje, mleko z solą, brak zasięgu telefonicznego, o internecie nie wspominając, poranną kilkugodzinną pudżę (modlitwę klasztorną polegającą na recytacji przez kilku mnichów sutr buddyjskich), tak bardzo intensywne i przenikające do głębi ducha światło słońca i do granic policzalności rozgwieżdżone nocą niebo. Są mnisi, można porozmawiać o tym i owym, są inni podróżnicy, można dowiedzieć się o kulturze tureckiej, izraelskiej, amerykańskiej, hinduskiej… jest i Polka, która opowiedziała mi o swoich wieloletnich doświadczeniach z asztanga-jogą.

20170827_113213

Dalsza trasa przebiegała między buddyjskimi klasztorami (Dhankar i Tabo) w towarzystwie po drodze spotkanej grupy kilku Izraelczyków i Chińczyka. To już nie jest turystyka, to przestało być zwiedzaniem… tutaj narodziła się swoista przynależność do tej górskiej rzeczywistości, gdzieś na krańcu kilku światów:

trasa2

DHANKAR i TABO

O ile klasztor Kee/Ki stanowił inicjację, wprowadzenie w arkana tybetańskiej rzeczywistości w indyjskich Himalajach, o tyle klasztory niewielkich mieścin Dhankar i Tabo pokazały (udowodniły!), że wielowiekowa, potężna tantra jest nadal aktywna (wkrótce w buddyjsko tantrycznym kontekście opiszę te dwa klasztory). Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Indii, 4 lata temu, to były inne Indie. I tak naprawdę, to nie one się zmieniły, to nawet nie ja stałam się inna. W pewnym momencie po prostu Indie wpuściły mnie do siebie. Czasem – na pograniczu nostalgii – brakuje mi tego pierwszego wrażenia obcości, dotykania, smakowania, odczuwania na skórze i w zapachach czegoś całkowicie odmiennego, może nawet niebezpiecznego, tajemniczego, w czym nie do końca mózg wie, jak się poruszać… Teraz już tego nie czuję, gdy przekraczam granicę Indii, nie widzę i nie słyszę, gdy idę indyjską ulicą, niemniej jednak tereny himalajskie są odmienne od nizinnych przestrzeni subkontynentu indyjskiego.

20170828_144014

20170829_130257

20170829_093240

20170829_090811

20170830_130832

20170830_131613

Kaza wyciszyła umysł podróżnika-pielgrzyma, spowolniła aktywność mentalną, klasztor Kee ściągnął niewidzialną (i chyba nieistniejącą) granicę, która miałaby dzielić świat ziemski od boskich przestrzeni – wspólnie spożywane  z mnichami śniadanie w świątyni na wysokości 4000 m. n.p.m. w rytmie recytacji sutr w alikwotowym śpiewie lamów pokazało, że nawet święta przestrzeń – sacrum – nie jest oddzielna od profanum.  Wszystko jest sacrum… W jaskini przy Starym Klasztorze w Dhankar można usiąść, zamknąć oczy i po prostu medytować – długie momenty ciszy i samotności niekiedy przerywane są wchodzącymi i wychodzącymi buddystami, który z prośbą i czcią udają się przed oblicze Buddy, nikt jednak nie zwracał na mnie uwagi. Jakby zupełnie naturalnym było to, że człowiek obok malowidła Buddy medytuje, bo w gruncie rzeczy to jest naturalne. Na zakończenie piękna tęcza ukazała się o poranku u wejścia do wykutej w skale jaskini.

20170829_095127 (2)

W Starym Klasztorze można porozmawiać z Lamą, świetnie władającym językiem angielskim, można na długie godziny zaszyć się w celach klasztornych i w pomieszczeniu, gdzie kilkakrotnie nocował Jego Świątobliwość Dalajlama XIV, odpocząć, wyciszyć się, a jeśli przybędzie się o właściwej porze, to nawet zjeść chlebek naan upieczony przez Lamę.

20170829_101010

W Nowym Klasztorze, gdzie można wykupić nocleg z widokiem na Himalaje i na Stary Klasztor, w godzinach pudży pójść do nowej świątyni i… doświadczyć sytuacji niezwykłej, gdy to oto mnich dotyka czołem czoła pielgrzyma-jogina i mówi, że następnym razem chce z nią medytować, bo podróżniczka ma tutaj wrócić. A następnie można rozkoszować się smakiem naprawdę pysznej kuchni, menu klasztorne nie jest bowiem skąpe w propozycje.

20170829_105124

I Tabo, prawdopodobnie najstarszy aktywny klasztor buddyjski w Indiach… Człowiek wchodzi do głównego sali tantrycznej praktyki medytacyjnej, potem do drugiej… i na chwilę jego aktywność mentalna i emocjonalna ustaje. Oczom (i sercu) podróżnika ukazuje się w Złotej Świątyni (Serkhang, Ser Lhakhang) ogromne malowidło przedstawiające (Sarwa-Widja-)Wairoczanę, otoczonego 8 Buddhami:

Awalokiteśwara

A potem pielgrzym idzie na spacer po wzgórzach wkoło miasteczka, by zobaczyć jaskinie, w których kiedyś medytowali jogini. To zmienia człowieka.

20170830_120544

KALPA

Miasto, podobnie jak Shimla z początku podróży, skąpane w mgłach rozmywających materialną rzeczywistość w jej źródle, tybetańska architektura budowana w drewnie, świątynia nagów (węży o niesamowitej mądrości), czczących mistrza i patrona jogi – Śiwę… Deszcz i wilgoć, swoisty chłód, który szykował ciało i umysł na to, co zaraz miało ukazać się oczom podróżnika, pielgrzyma…

20170901_104213

SANGLA

… i jej indyjska mitologiczna, przepojona jogiczną mocą, święta góra Kailaś, na której szczycie przebywa według wierzeń i legend zanurzony w jogicznej energii Śiwa wraz ze swoją małżonką, Parwati. Poranki w Sangli są szczególnym momentem: zaraz po wschodzie słońca, w delikatnym chłodzie, kiedy chmury jeszcze nie zasłoniły wzgórza. Wtenczas człowiek siada z czajem w dłoni i zatrzymuje wzrok na górze Kailaś… Dla każdego jogina Sangla jest bardzo ważnym miejscem aktywności Pierwszego Jogina (Adiguru).

20170903_112437

SARAHAN

Wyjazd w Himalaje rozpoczął się od pięknej drewnianej świątyni Hidimby w Manali – żeńskiego ducha natury, potężnego, kochającego do granic, a zarazem niebezpiecznego – i zakończył noclegami w świątyni Kali, gniewnej, straszliwej małżonki Śiwy, tutaj jednak o jakby innym aspekcie. Tutaj hinduizm jest spokojny – wewnątrz zbudowanej z drewna świątyni można w ciszy medytować…

20170906_135136

Źródłosłów łaciński słowa impresja oznacza coś, co jest wdrożone, wbite niczym pieczęć. Himalaje mocno odciskają siebie w duchu podróżnika. Joga również zna termin impresja i uwielbia go używać – sanskara – coś, co jest wdrożone w pamięć, w świadomość, i co nie daje o sobie zapomnieć, co stanowi aktualną tożsamość człowiek. Całe doświadczenie odciska się w człowieku, w tzw. świadomości podręcznej (czitta) i jej sferze aktualnie nieuświadomionej (czetas). Himalaje zasadzają się głębiej niż codzienna świadomość (czitta), działają bowiem u podstawy samej głębi, u źródła świadomości, auto-identyfikacji człowieka (istoty świadomej)… Spokój Natury, który odbija się, rezonuje, w umyśle podróżnika…

W jaki sposób praktykujesz? – Codziennie jem i śpię. Wstaję razem ze śpiewem ptaków, a kiedy milkną, zasypiam. W czasie wolnym od zajęć siedzę lub spaceruję. Odczuwam całkowity spokój, ponieważ nie angażuję się w żadne sprawy.

Wzgórza stwarzają specyficzne warunki psychofizyczne, pewną szczególną atmosferę, która podczas medytacji może wydobyć z praktykującego głęboko ukryte cechy charaktery…*

*Zhang Jianfeng, Podróż do wewnętrznego spokoju i radości. Śladami współczesnych chińskich pustelników, 2015, s. 79 i 98.

KLASZTOR KI (buddyzm tybetański w Indiach)

20170827_112413

Moc himalajskich przestrzeni

Do buddyjskiego klasztoru w Kee (Ki), utrzymanego w tradycji tybetańskiej, jechać nie planowałyśmy, bo i nawet nie wiedziałyśmy o jego istnieniu, uroku i… jogicznej mocy. Na himalajskich trasach dzieje się jednak tak wiele, że w pewnym momencie człowiek decyduje się zaprzestać planowania i poddaje Górom, ich wszechobecnej woli tym bardziej, że Himalaje same człowiekiem kierują. Można walczyć z obsuwą błota i ziemi (landslide) i kamieni (rockslide), można denerwować się, gdy autobus nagle się psuje i długie godziny trzeba wyczekiwać, aż pojawi się rozwiązanie, można źle znosić kręte niczym wąż trasy nad urwiskiem… Można pozwalać umysłowi generować tysiące myśli, uczuć i niepokojów, snuć scenariusze o fantastycznych historiach, a można po prostu sprowadzić go do jednego punktu koncentracji – utwierdzić w jednym przedmiocie uwagi i utrzymywać ten stan. W Himalajach nie jest to trudne – wystarczy spojrzeć przez okno autobusu czy jeepa (dzielonej z innymi podróżnikami taksówki, tzw. shared taxi), a następnie pozwolić [po/w]chłonąć się temu widokowi, tej wizji… wizji, która wnika na samo dno świadomości, po sam kres poczucia “ja” i transformuje je siłą swego spokoju, majestatu i swoistej nieskończoności.

Chwiejny jest umysł i trudno go okiełznać, ale jednak daje się opanować poprzez abhjasę [wytrwałe ćwiczenie] i wairagję [brak przywiązania do owoców swoich czynów]. Jogi nie zdoła osiągnąć ten, kto nie panuje nad sobą. – Bhagawadgita* VI.35

20170817_133316

Wszechogarniająca wola Himalajów ostatecznie zagnieżdża się i w sercu podróżnika, rezonuje z rytmem uderzeń jego serca i oddechów. W ten sposób człowiek już nie wie, czy to serce jest jeszcze jego, czy już dzielone z Himalajami… Pojawia się naturalna pranajama, nieświadoma, nietechniczna, ale generująca spokój, którego oddech jest spowolniony, negatywne myśli i emocje ustały. Energia nadal jednak pozostaje nazbyt subtelna, by się przejawić w świadomości. Podróżnik czuje, że otacza go Dobro i Piękno, ale jeszcze nie umie podać jego przyczyn. Nie wie, co będzie dalej – czy dojedzie na miejsce w pierwotnie zaplanowanym czasie, czy zaraz nie będzie musiał nagle zmienić planów, czy za chwilę nie pozna nowego podróżnika, z którym na rozmowie spędzi długie godziny. Wie jednak, że cokolwiek się wydarzy, będzie Dobre i Piękne, bo podsycone pięknem Himalajów.

20170817_122021

Buddyjski klasztor w Kee (Ki)

20170827_112537

Godzinę drogi od Kazy autobusem lub jeepem, na wzniesieniu, między szczytami górskimi, zanurzonymi jakby w pustynnym terenie, znajduje się Kee Monastery. Nie jest to miejsce jak każde inne, nie jest to nawet zwyczajny klasztor, chociaż oczywiście nie jest on unikatem. Podróżnik może wynająć tutaj nocleg (300 rupii za łóżko z całodziennym wyżywieniem przygotowywanym przez mnichów, choć oczywiście w kuchni można pomagać, czajem i mlekiem z solą – to jest dopiero dobry napój), pokoje są 4-osobowe, utrzymane w bardzo dobrym stanie czystości (jeśli w danym momencie klasztor nie jest oblężony przez turystów, adeptów jogi i medytacji, czy po prostu podróżników, to w jednym pokoju mogą mieszkać tylko jedna czy dwie osoby). Wewnątrz klasztornego kompleksu obowiązuje całkowity zakaz palenia i spożywania alkoholu. Nie ma tutaj także zasięgu telefonicznego (chyba że ktoś kupił lokalny sim). Zresztą na co komu potrzebny jest zasięg, skoro atmosfera miejsca jest wszystkim, co do życia niezbędne?

20170827_113358

Medytacja w klasztorze czasie porannej modlitwy (pudży)

Co jest jednak specyfiką tego miejsca, tak odmienną od innych klasztorów tybetańskich Himaćal Pradeśu? Nie jest to widok nocnego nieba usianego miliardami gwiazd, które niemożliwością jest policzyć. Nie jest nią przewspaniała i perfekcyjnie wyciszająca umysł atmosfera miejsca, widok gór i życzliwe nastawienie mnichów, tych starszych, jak i dzieci, które dopiero co przywdziały czerwone szaty przyszłego mnicha. Nie jest to nawet śniadanie spożywane razem z mnichami podczas porannej pudży, ceremonii, która ma na celu podtrzymanie mocy buddyzmu… Iście tantryczne zachowanie! Śniadanie jest pyszne i co chwila – w przerwach między recytowanymi przez mnichów modlitwami – pojawia się czaj, gorące mleko z solą, tsampa (mąka jęczmienna), którą miesza się z mlekiem (bardzo to smaczne i sycące), bułka z dżemem; trzeba mieć tylko swoją miseczkę czy kubek i czekać, aż mnich pełniący w danym dniu dyżur “kelnera” podejdzie do nas. Mnisi odpowiedzialny za pudżę siedzą w dwóch równoległych rzędach prostopadle do wejścia, przed nimi na malutkich stolikach stoją rytualne przybory, miseczka na tsampę i czaj/mleko, teksty modlitwy wydane w formie pothi. Inni mnisi siedzą z boku. Podróżnicy i buddyści mają dla siebie wyznaczone miejsca na czerwonych dywanach pod ścianą, skąd wszystko idealnie można obserwować. I to jest właśnie to!

20170827_114321

Mnisi recytują modlitwy, podróżnicy wchodzą i wychodzą, czasem na dłuższą bądź krótszą chwilę przysiadają, piją czaj, pozostają w skupieniu, wychodzą, a ten turysta-jogin siada w stałej (sthira) i wygodnej (sukha) asanie, zamyka oczy i medytuje. Może minąć godzina (pudża zaczyna się o 7:30), może minąć 10 minut, a mogą minąć o 3 godziny – modlitwa-rytuał kończy się po 11:30. Nie ma to żadnej różnicy.

Stan, w którym ucisza się myśl ujarzmiona spełnianiem jogi… w którym poznaje się to, co jest bezgranicznym, dostępnym dzięki przebudzonej inteligencji, wykraczającym poza zmysły szczęściem… niech wie, że jogą zwie się owo z więzów nieszczęścia wyzwolenie. – Bhagawadgita VI.20-23

20170826_172121

* Tłumaczenia Bhagawadgity oparte na tłum. prof. Joanny Sachse, Bhagawadgita, czyli Pieśń Pana, Ossolineum 1988.

Nocleg prawie w jaskini i trasy na krawędzi przepaści w sercu Himalajów

20170824_133614

Przejazdy na krawędzi drogi, kończącej się w przepaści kamieni, głazów, resztek kamieni z zabudowy, która nie wytrzymała obsuwy terenu i ulewy, trzęsący się autobus i taxi jeep skaczące niczym delikatne samochody osobowe, ubijając pasażerów jak śmietanę na masło, i te widoki…! Te zapierające dech w piersiach, niesamowite przestrzenie górskich zieleni, skalnych zboczy, niekiedy złoto połyskujących, z bijącymi z ośnieżonych szczytów potokami, płynącymi wodospadami przez zielone, porośnięte drzewami, dżunglami lub obłożone skałami zbocza, wodospadami zamieniającymi się w krystalicznie czyste, idealnie przejrzyste rzeki.

20170828_114400

A z drugiej strony nieustający ludzki wysiłek, by budować, poprawiać, dowodzić towar i turystów, mieszkańców dalej, w Nieznane, w Nowe lub po prostu do Domu, jakkolwiek ten dom wygląda: mała himalajska wioska, obowiska namiotów pasterzy kóz, krów, owiec, kóz, czasem bawołów, koni (tych udomowionych spośród wielu stad dzikich himalajskich koni (piękne są!), a czasem miasteczko po części należące do autochtonów, a pozostałe dzielnice oddając przestrzeni turystycznej, gdzie panuje inna kultura, inny rytm życia, a mieszkańcy zdają się dla nieobeznanego turysty tylko egzystować, by handlować i prowadzić swoje małe biznesy (hotele, guest house’y, restauracje, sklepy, kramy, biura podróży), gdzie powstają jak grzyby po monsunie szkoły jogi przeróżnej (absolutnym fenomenem jest według mnie freestyle yoga w Manali), kursy reiki, leczenia misami, ajurwedy, otwierania czakr, tu i tam mniejsze i większe świątynie wszelkiego wyznania (hinduistyczne, buddyjskie, sikhijskie, muzułmańskie, dżinijskie, a zdarzają się i chrześcijańskie).

Wszystko wije się i zakręca niczym himalajskie drogi oplatające górskie szczyty jak potężne węże z indyjskiej mitologii, ci dobrzy nagowie, chroniący świat i dostarczający wiedzy tajemnej, wiedzy wydobywającej ze świata cierpienia i śmierci. Niczym sama kobra na szyi patrona Himalajów, boga bogów, patrona jogi, najwyższego guru, mistrza, którego główną siedzibą jest serce każdej czującej istoty – Śiwy, ta objęta jogiczną kontrolą i siłą samoopanowania i perfekcyjnie etycznego zachowania, moc mentalna i cielesne, ta boska śakti, energia stworcza i niszcząca, energia wyzwolenia i uwięzienia… Śakti, wąż, kręte szlaki Himalajów, prowadzące do centrum kręte puste przestrzenie mandali, tego boskiego pałacu, tworzonego wskutek medytacyjnej wizji przez jogina, buddystę…

Nie są to łatwe trasy, nie odbywają się bez poświęcenia nerwów, zmęczenia, ale dają o wiele więcej niż zabierają, czasem nawet można coś wyhandlować (to Indie przecież!). Wkuwają w człowieka siłę woli, samozaparcie, otwartość na cokolwiek, co się wydarzy (planowanie nie jest dobrą postawą, po drodze może przecież wydarzyć się wszystko: landslide, rockslide, popsute auto, choroba, przemarsz stada krów czy kóz i owiec).

20170824_140218

Himalaje przede wszystkim dają s/Siebie – ogromną ufność do Natury, moc jej majestatu i piękna, które tylko z mocą miłości może być porównane. Himalajska miłość jest szczególna – to potęga jogicznej ascezy, tapasu, Córki Himalajów, Parwati, która w jogicznym wchłonięciu, samadhi, dotarła do serca samadhi Śiwy, zresztą od zawsze była jego śakti, energią, życiem, spełnieniem, racją jego istnienia…

20170824_160923
Po tybetańskiej stronie jest trochę inaczej. Tam pojawia się namiętna miłości Olbrzymki i kierowanej współczuciem wielkiej Małpy, która rodzi lud Tybetańczyków. Tam matrycą wszechświata jest tajemne tantryczne Samantabhadry i Samantabhadri, tj. nieustającej manifestacji zdarzeń i pustki, leżącej u podłoża ich aktywności. Trudne? Nad tym właśnie buddysta, jogin, turystyka odwiedzający świetnie i przyglądający się ich malunkom medytuje…

20170831_132314

Majestatycznie piękna przestrzeń Himalajów, wydająca się dobywać z pustki o niewyczerpanym potencjale energii, zamieniająca się stopniowo w tereny zamieszkałe przez żywe istoty. Energia w czującej istocie zwana praną, nad którą zdobywa się kontrolę mocą jogicznych oddechów (prana-ajama) oraz etycznym zachowaniem, które hartuje umysł, serce, ducha. A mózg to trasą, często przebiegającą przez wodospady i błota, jest przykładnie „trzepany” w górę i dół, i na boki, mózg i muladhara czakra, czyli czakra podstawy, „siedzenia”, czakra związku z Naturą.

20170824_122433

Ledwo zdążyłam napisać (tydzień temu) te słowa, gdy autobus jadący z Manali do Kazy, w samym środku himalajskiej drogi, zatrzymał się. Okazało się, że… dalszej jazdy nie ma.  Wodospad przed nami płynie i ciężarówka, która niedawno go przekraczała, uszkodziuszkodziła bardzo poważnie koło. Nie wiadomo, co się stało, bo kierowcy nie ma w środku. Wyszedł czas jakiś temu po pomoc. Nie mógł zadzwonić, bo tu brak zasięgu, a do najbliższej wioski jakieś 8 kilometrów. Minęło kilka godzin, w końcu okazało się, że w piątkę (!) śpimy w czymś jakby jaskini… Ale o tym wkrótce.

Święto Naag panchami i boska energia w joginie

DSCN3040

Kilka dni temu (27 lipca 2017, chociaż Indie nie są spójne w datowaniu tego święta), odbyło się Naag Panchami (tutaj). Zaiste dziwny i niezrozumiały dla umysłowości pozaindyjskiej rytuał. Niby jest to święto ku czci Władcy i Pana Węży – Ananty (Nieskończoność), zwanego także Śesza (Reszta), lecz… Dziwne imię! Nieskończoność i to, co z niej pozostaje – to jest dopiero zagadka matematyczna. Władca węży czczony jest w kulcie oddawanym indyjskim wężom, głównie kobrom.

DSCN3047

Ów przewspaniały Śesza-Ananta jest istotą jak najbardziej doskonałą, dobrą i ze wszechstron idealną, ba – na Ziemi inkarnował na przykład w postać Patańdżalego, kodyfikatora jogi, który swoje pouczenia zawarł w słynnych Jogasutrach (tutaj najwspanialsze tłumaczenie dostępne na rynku światowym, i jest nasze, polskie, dr. Leona Cyborana, przedwcześnie zmarłego w wypadku indologa i jogina). Leżąc na ogromnym oceanie, który poprzedza moment kreacji wszechświata (czy też go transcenduje), na swoim ogromnym ciele Śesza-Ananta utrzymuje boga Wisznu. Bóg Wisznu-Narajana pozostaje pogrążony w kosmicznym śnie, porównywanym niekiedy do stanu najwyższego jogicznego wchłonięcia, samadhi.

DSCN03251

Niby jest to święto ku czci tego boskiego węża, ale jego potęga nie spoczywa jedynie w przestrzeni pozaświatowej. Jogin tradycji hatha-jogi (chociaż nie tylko) w drodze długiego i niebezpiecznego procesu pod okiem mistrza odkrywa tę moc w sobie, gdzieś w głębiach swojej subtelnej konstytucji cielesno-mentalnej. Miejsce to zwane jest przestrzenią wspierającą podstawę, muladhara czakrą, w żaden sposób nie jest to jednak przestrzeń fizyczna (podstawa kręgosłupa), a jakby jej subtelny (sukszma) korelat. Jest to jednak nauka sekretna, tu i tam w małym kawałeczku ujawniona, lecz zakodowana w milionie symboli. Bez mistrza, który pełni rolę opiekuna i drogowskazu, tej potęgi nikt nie budzi. Zagrożenie jest bowiem dosłownie śmiertelne. Przebudzenie, obudzenie czy tez pobudzenie tej kosmicznej energii nie równa się jednak przebudzeniu rozumianemu jako oświecenie, nirwana, czy wyzwoleniu, mokszy  – do tego (nad)stanu droga pozostaje niezwykle daleka i usłana ogromną ilością przeszkód. I tak też mówią dwa niezwykle ważne teksty jogiczne datowane na czasy po XV w. (tutaj datowanie jest płynne): Hathajoga-pradipika i Widżniania-Bhairawa-Tantra. Hathajogapradipika (HJP) Lampa hatha-jogi, główny podręcznik współczesnej praktyki jogicznej, wychwala i wielbi jogę królewską, radżajogę (jogę spisaną przez Patańdżalego), jako najdoskonalszą postać nauki jogicznej, o sobie mówiąc jedynie tyle, że jest zaledwie wstępem do zaawansowanej praktyki opiewanej przez Patańdżalego. Asany, pranajamy, mudry  i bandhy w HJP tak obficie opisane są istotne, lecz na gruncie celu jogi (joga-artha) są tylko pierwszym krokiem. Celem jogi jest bowiem samadhi. Stan jakby nad-świadomości, nad-indywidualności, ponad-czasoprzestrzenności… Widżniania-Bhairawa-Tantra (WBT), Tajemne Pouczenie Bhairawy (o) Niedualnej Świadomości, to z kolei relatywnie niedawno, bo wiek temu, odkryty tekst tantryczny (śiwaickiej jogicznej tradycji trika). Bardzo bardzo zagadkowy i praktycznie nie do rozkodowania tekst!

DSCN3048

Patańdżali nic nie wspomina o owej potężnej energii, śakti, równie tworzącej, co niszczącej, ożywającej samego Śiwę (Bhairawa jest przydomkiem Śiwy), Mistrza Jogi, w indyjskich wierzeniach boga nad bogami, podobnie jak Wisznu-Kriszna (Patańdżali mówi z kolei o mocy (śakti) widza… w tym momencie pojawiłby się nam rozległy wykład filozofii jogi). Owa Dewi, Bogini władająca całym kosmosem, jest w pewien sposób obecna także w ciele każdej świadomej istoty. Nie będę przytaczać tutaj wykładni mitologiczno-śaktyjskiej, zacytuję jedynie dość wymowne fragmenty HJP i WBT:

DSCN3049

Zaiste, poprzez łaskę guru śpiąca i posiadająca zwinięty kształt (kundali) jest budzona, wtedy wszystkie lotosy [czakry] i łodyżki [subtelne kanały] również są otwierane. (HJP III.2)

Podobnie jak kluczem otwiera drzwi z wysiłkiem, tak samo jogin [z wysiłkiem] poprzez kundali otwiera wrota do wyzwolenia. (HJP III.105)

[Opowiedz mi] O tym stanie wolnym od czasu i przestrzeni, wyzbytym wszelkiej definicji i charakterystyki [zwanym Bhairawa-Śiwa]. (WBT 22)

Te [centra] powinny być przebite/otwarte/wyważone, a wyzwoliwszy się od materialnego i subtelnego [ciała], staje się niczym Śiwa [tj. w samadhi]. (WBT 30)

DSCN3055

Dla hindusa-jogina joga to kunsztowna kontrola prany, ujarzmienie siebie poprzez ujarzmienie prany. Prana natomiast zgodnie z HJP i WBT wchodzi w ścisłą korelację z energią o zwiniętej postaci na kształt węża. Bez mistrza jednak ni rusz! I oto jest powód, dla jakiego te dwa teksty (jak i reszta literatury hatha-jogi i tantry) milczy w  temacie szczegółowego opisu tej energii. Wierzenie hinduizmu nie byłby sobą, gdyby nie obfitowały w różnorodne legendy dotyczące nagów, czyli węży. Właściwie, jest to temat bardzo rozbudowany i posiadający rozbudowaną mitologię. Dla przykładu młodziutki Kriszna odtańczył niemal śmiertelne ruchy na głowie naga Kaliji, który zatruwał wody wioski, w której Kriszna się wychowywał. Wąż obiecał nie szkodzić już ludziom, a jogini uważają ten taniec Kriszna za poskromienie niższego-ja istoty świadomiej, czyli akt ściśle inicjacyjny w głębsze nauki.

Banaras1

RISHIKESH_1, czyli stolica jogi tout court

20160804_143023

Pamiętam jeden poranek w aśramie Paramarth Niketan w Rishikeshu. Bardzo wyraźnie. A nawet dwa poranki, bo podobne były do siebie. Pewnie zdarzyło się ich i więcej, ale nie zwróciłam na nie uwagi – było za wcześnie, a Indie były jeszcze nazbyt głośne i nękające mój spokój. Nazbyt obce, mówiąc krótko. Drugi tydzień pobytu, czego więc się spodziewać? – tym bardziej, że ciało jeszcze nie słuchało woli, a zajęcia jogi o 6:00 rano dopiero się zaczynały.

20160729_15460420160729_15461620160729_15480620160729_15482220160730_08005320160730_11362020160730_12000020160730_13032820160803_150155

6:00 rano jest idealną porą na jogę, bo wszystko dopiero budzi się do życia, jest rześkie, ciche, świat jeszcze nie zaczął swojej gonitwy, a żołądek jest na czczo – taka delikatna asceza jest energetyczna.

20160803_183148

A potem człowiek z radością biegnie do aśramowej stołówki, by jeść śniadanie i pić czaj (10 rupii, czyli jakieś 60 gr), co u mnie oznaczało – zagryzać czaj gulab jamunem (10 rupii), kocham! Niczego nie kocham po jodze (i nie po jodze) tak mocno jak jedzenie – gotowanie i konsumowanie! No dobra, kocham jeszcze filozofię (w tym muzykę) i sanskryt (hiszpański i francuski też).

20160731_075025

20160803_090718

20160804_155403

20160803_133712

Przed świtem wszystko jest lepsze! Warto więc czasem zerwać się skoro przed-świt i spojrzeć na świat i siebie z innej perspektywy. Powąchać świat o poranku, to inny zapach. Posłuchać jego odgłosów, które za dnia nie są już obecne. Pójść na jogę na czczo. Pomedytować, patrząc w głębię swojego serca i dostrzegając, co w danej chwili tam się wydarza, bo wydarza się co innego niż za dnia się objawia.

20160804_131301

20160804_150432

20160731_111719

Krowy są cudowne, trochę jak psy. Lubią być głaskane i ogólnie – traktowane z czułością.

20160802_114439

Śri Ganga-ji

Praktyka jogi (abhjasa) i wewnętrzna wolność (wairagja)

20160918_091231

Kilkanaście dni temu miałam ogromną przyjemność uczestniczyć we wspaniałej konferencji filozoficznej w Międzygórzu zorganizowanej przez Mieszka Wandowicza (który na gruncie filozofii ukuł kilkanaście miesięcy temu pojęcie feugologii, co stało się dla niego tyleż wewnętrznym impulsem, co przejawioną w działaniu ochotą stworzenia konferencji pod takim szyldem) i Koło Naukowe Filozofii Religii przy Uniwersytecie Wrocławskim. Ćwiczenia z ucieczki, ćwiczenia z umierania – tak brzmiało motto przewodnie. Dawno nie brałam udziału w tak filozoficznych kolokwiach*, choć oczywiście bez egzaminacyjnego podtekstu, chyba że za sprawdzian potraktować wewnętrzny egzamin własnych umiejętności zw. z rozsądkiem (gr. fronesis**, łac. prudentia). Trzy dni i dwie noce spędzone na dosłownie nieschodzących na inne niż filozoficzne zagwozdki rozmowach. Niektórzy tak lubią… Uśmiech Mnie oczywiście najbardziej interesowała kwestia Indii… i kundalini. Pamiętam, że gdy będąc jeszcze w pięknej Indii, spędziłam dobrą chwilę na opracowaniu tematu mego referatu:  nad brzegiem Gangesu w Haridwarze około 6 rano, zanim jeszcze dzień na dobre powstał, naszedł mnie temat. I pokochałam ten widok:

DSCN1595

Praktyka jogi w drodze ku transcendencji – taki był ten temat. Transcendencję zostawmy jednak na boku, bo miałam tutaj na myśli jedynie koncentrację na Iśwarze, czyli boskim przewodniku obecnym we najskrytszej przestrzeni istoty świadomej – w sercu, i funkcjonującym jako wewnętrzny mistrz/guru, a zarazem personifikowany b/Bóg i pozaosobowy absolut (brahman)… tout court!  Jest to technika niezwykle zaawansowana i niekoniecznie niezbędna w (początkowym) jogicznym zmaganiu się z sobą: umysłem, ciałem i emocjami. Przez niekoniecznie niezbędna mam na myśli to, że Iśwara-pranidhana (tutaj kilka moich o niej słów na joga-abc) jest otoczona dość obszerną dyskusją o tym, czy jest to religijna praktyka, czy niezwykle zintensyfikowane oddanie mistrzowi i jego naukom, w końcu Iśwara może oznaczać mistrz/guru. Praktyka jogi… Nie myślę tutaj o dość rozpowszechnionych: Keep calm & do yoga czy Real men do yoga. A w każdym razie nie do końca… Dr Ganpati podczas rozmowy w National Institute of Yoga (Delhi) poradził mi wręcz w początkowych momentach przekazywania wiedzy o jodze słowem nie wspominać o Iśwarze – potrzeba transcendencji w takiej czy innej postaci pojawi się wraz z praktyką jogi  twierdził.

A praktyka jogi w sanskrycie opatrzona jest bardzo pięknym terminem: abhjasa (अभ्यास) i zawsze idzie w parze z wairagją (वैराग्य), czyli utrzymywaniem umysłu w stanie nie-pragnienia, nie-lgnięcia do rzeczy zewnętrznych – swoistej wolności od impulsów pobudzających świadomość. Rzeczy same w sobie nie są złe, nawet pragnienia same w sobie nie są złe – uzależnienie istoty świadomej od przedmiotu pragnienia jest złe. Złe oznacza jedynie tyle, że przeszkadza w szczęściu i osiągnięciu radości i niezależności. Bhagawadgita w tak wspaniałych i boskich (ustami personifikowanego w postaci Kriszny absolutu-brahmana) słowach mówi:

Chwiejny jest umysł, o Waleczny

i niewątpliwie trudno go poskromić.

Ale jednak daje się poskromić (…)

dzięki ćwiczeniu [abhjasie]

i dzięki oderwaniu (od spraw tego świata) [wairagji].  (BhG VI.35)

W ciszę [oświecenie i wyzwolenie] zagłębia się ten tylko,

kto porzuciwszy wszelkie pragnienia,

idzie przez życie

wolny od pożądania, egoizmu i pychy. (BhG II.71)

Jogasutry I.12 jedynie w ściślejszą szatę techniczną ubierają tę naukę: poprzez abhjasę i wairagję następuje powściągnięcie/zatrzymanie/poskromienie (nirodha) aktywności mentalnej, wskutek czego jogin osadza i następnie rozpuszcza swoją świadomość/tożsamość w przestrzeni szczęśliwości i prawdy (Jogasutry I.3)… A sam termin abhjasa utworzony jest na formie czasownikowej ās (आस्) – siedzieć… Siedzieć długo i wytrwale w danej pozycji, i to nie tylko siedzieć fizycznie, lecz także mentalnie – siedzieć w spokoju, wewnętrznej ciszy i refleksji, w powolnym zanurzaniu siebie w przestrzeni błogości i spełnienia.

20160918_101056

I tyle tytułem zachęty do codziennej i regularnej praktyki, abhjasy:  medytacji, jogi w salach ćwiczeń asan, pranajamy (jogicznego oddechu) i studiów nad własnym umysłem i jego aktywnością w postaci różnych mniej lub bardziej przyjemnych scenariuszy i dialogów wewnętrznych. Wairagja, nie-pragnienie lub nie-lgnięcie, jest także praktyką, która przychodzi i udoskonala się wraz z czasem, a jej rezultat okazuje się być bardzo przyjemny i obdarowujący istotę świadomą niezwykle ogromnym pokładem wolności.

 

*Kolokwium (łac. colloquium – rozmowa):  z def. ustny sprawdzian/egzamin wiedzy i umiejętności ucznia.

**Fronesis: termin oznaczający cnotę roztropności, zdolność praktycznego poznania lub rozumowania, umiejętność wglądu w naturę rzeczy, rozumienie, mądrość (zarówno praktyczną, jak i teoretyczną), wiedzę, całość czystej (teoretycznej) filozofii (cyt. za hasłem fronesis w PEF tutaj).

Ponad 100 sposobów koncentracji z nauk tantry i… indyjski czaj

DSCN2321

Istnieją różne sposoby na koncentrację, mniej lub bardziej zgodne z naukami jogi. Niektóre opierają się na praktyce medytacji, inne na bardziej codziennych sposobach radzenia sobie z mentalnym rozproszeniem, np. arabica czy robusta, yerba mate, zielona herbata (japońska, koreańska, chińska, indyjska, nepalska, Tuaregów itp.). Istnieje także indyjski czaj, czyli słodka herbata z przyprawami z dodatkiem mleka (nie ma co szczędzić procentów), mleko oczywiście może być roślinne (kokosowe, migdałowe itp.). Jeden jogin ze smakiem będzie kosztował czaj, czasem usuwając z niego mleko i przyprawy, inny – bardziej ortodoksyjny – odrzuci, ewentualnie pozostając przy gotowanej herbacie z cukrem i tulsi… A przyprawy wchodzące w skład czaju to:

20160828_154858

Czyli: kardamon, imbir, goździki, anyż, cynamon, gwiazdki anyżu, liście bazylii (jak się domyślam – tulsi [łac. ocimum tenuiflorum]) oraz cukier (lub miód, jeśli nie jest dodawany do wysokiej temperatury herbaty). Można dodać także pieprz, ale musi być to specjalny, niezwykle aromatyczny pieprz z południowoindyjskiej Kerali, np. karimunda lub thevan. A czaj robi się w taki oto sposób:

  • w garnku gotujemy czarną herbatę, najlepiej Assam (jest dość silna), ale Darjeeling też jest wyśmienity (lecz wtenczas otrzymujemy inny napar, delikatniejszy)
  • wrzucamy pokrojony imbir i cukier, gotujemy kilka minut
  • następnie dolewamy mleko
  • na koniec dosypujemy sproszkowane przyprawy (kupne), a jeśli przyprawy ścieramy w moździerzu, to wrzucamy je razem z imbirem do gotującej się wody
  • dobrze jest pogotować wszystko około 10 minut – ja wyznaję zasadę, że im dłużej, tym lepiej, choć oczywiście nie za długo, buddyjska i arystotelesowa droga środka i w kuchni jest wskazana
  • następnie przecedzamy i rozlewamy w mniejsze filiżanki, np. takie do (czasem miętowej) herbaty z Sahary (herbata Tuaregów, czyli attaï n Touareg)

esprit nomade

Przed zasmakowaniem dobrze jest powąchać tak przygotowaną miksturę… Jej zapach jest bowiem niezwykle aromatyczny.

czaj

Jak niedawno byłam uczona w Badrinath: najpierw spoglądamy na czaj, jego kolor i konsystencję, następnie wąchamy, czy aromat przypraw i herbaty właściwie się uwolnił, następnie w ustach smakujemy, czy czegoś nie brakuje, by w końcu powoli pić… W towarzystwie oczywiście najlepiej! Epiktet przypomina jednak, że człowiek nawet w pustym pokoju nigdy sam nie jest… (Diatryby)!

Istnieją jednak także mniej zewnętrzne sposoby wprowadzania umysłu (w jodze zwanego manasem) w stan koncentracji, czyli dharany (धरण). Tantra zwana Widżniana-Bhairawa (विज्ञानभैरवतन्त्र) podaje ich… ponad 100: począwszy od naturalnych, jak koncentracja na płomieniu świecy czy wizualizacja pustki we wnętrzu własnego ciała, po coraz bardziej wyszukane wewnętrzne wizualizacje, aż po sposoby wymagające inicjacji w daną tradycję tantryczną oraz pomocy guru. Zasiadłszy zatem w przyjemnej i stałej pozycji, skupiwszy się na oddechu, gdy myśli przestaną być już tak natarczywe, a w każdym razie uwaga nie podąża za nimi już tak kurczowo, można koncentrować uwagę na:

  • zewnętrznych elementach otoczenia lub na wybranej części własnego ciała
  • wybranym obiekcie świadomości, który jest wewnętrznie wizualizowany lub myślany (bez wizualizacji)
  • dwunastu zmysłach (tutaj trzeba by wejść w dość złożoną psychologię jogi, bo bynajmniej nie chodzi tutaj o 5 zmysłów i jakieś domniemany zdolności nadnaturalne), pierwszych 10 zmysłów można pominąć, wystarczy wspomnieć o dwóch: umyśle (manasie) i poczuciu indywidualnego ja (ahankarze), które można obejmować koncentracją uwagi
  • kosmicznej anihilacji wszechświata, czy też – jednostkowej znikomości
  • wizualizacji pustki wszystkiego, włącznie z własnym ciałem i umysłem (nie chodzi tutaj o to, jakoby joga zakładała pustkę rzeczywistości! – wizualizacja pustki to jedynie technika, nie aksjomat!) – w ten sposób umysł (gonitwa myśli) się rozpuszcza
  • utkwieniu wzroku na opustoszałej przestrzeni, np. góry, skały czy rzeki
  • utkwieniu wzroku na niebie
  • zatopieniu uwagi w ciemności nocy
  • rozmyślaniu nad wszechświatem jako postacią świadomości
  • szczęściu i błogości, które pojawiają się w trakcie medytacji

Oraz bardziej zaawansowane dharany na:

  • zjednoczeniu się dwóch głównych oddechów ciele: apany i prany, w ten sposób jogin doznaje uspokojenia, ujednolicenia (samatwy) świadomości (widżniany)
  • błogim stanie przejściowym między jawą a wejściem w stan snu, gdy świat zewnętrzny i aktywność umysłu blednie (pranaszte)
  • świetle (tedżasie) słońca czy świeczki/lampki, przenosząc następnie tę jasność w swoje wnętrze
  • ciemniej stronie boskości, na tytułowym Bhairawie (przydomek Śiwy, gdy przybiera on niszczycielską formę)…

DSCN1762 (2)