KLASZTOR KI (buddyzm tybetański w Indiach)

20170827_112413

Radość dyscypliny pratimoksza, nam, szczęśliwcom, podążającym za naszym wielkim mistrzem [Buddą], Nieskalanym, wypada, byśmy z czystą wiarą wkroczyli w bezkompromisowo etyczny styl życia. (…)

Bez wątpienia ta dyscyplina pokona najcięższe ze skalań (…). Najwyższy umysł, bodhiczitta – linia życia drogi bodhisattwy – skupienie, jak jedność pokoju i wglądu, czegoż ta dyscyplina nie stworzy?

Cudowna i wspaniała, głęboka ścieżka tantry, metoda urzeczywistnienia wolności od ja na subtelnym poziomie umysłu: ona też zależy od tej dyscypliny.

Stan buddy, nierozdzielna jedność współczucia i pustki (…) też zależy od tej dyscypliny. (…)

Wiedz, że dyscyplina jest czczona jako podstawa i korzeń nauki. Staraj się za nią podążać, ucz się, uważnie analizuj, świadomy i czujny.

Strzeż się z wielką pilnością, spójny i pełen szacunku; nie poddawaj się obojętności i indolencji, chyba że chcesz odciąć korzeń dobrostanu.*

Moc himalajskich przestrzeni

Do buddyjskiego klasztoru w Kee (Ki), utrzymanego w tradycji tybetańskiej, jechać nie planowaliśmy, bo i nawet nie wiedzieliśmy o jego istnieniu, uroku i… medytacyjnej mocy. Na himalajskich trasach dzieje się jednak tak wiele niespodziewanych wydarzeń, że w pewnym momencie człowiek decyduje się zaprzestać planowania i poddaje Górom, ich wszechobecnej woli tym bardziej, że Himalaje same człowiekiem kierują. Można walczyć z obsuwą błota i ziemi (landslide) i kamieni (rockslide), można denerwować się, gdy autobus nagle się psuje i długie godziny trzeba wyczekiwać, aż pojawi się rozwiązanie, można źle znosić kręte niczym wąż trasy nad urwiskiem… Można pozwalać umysłowi generować tysiące myśli, uczuć i niepokojów, snuć scenariusze o fantastycznych historiach, a można po prostu sprowadzić go do jednego punktu koncentracji – utwierdzić w jednym przedmiocie uwagi i utrzymywać ten stan do momentu, aż pojawi się swoista błogość. Wtenczas błogość staje się jakby tożsamością medytującego… W Himalajach takie doświadczanie wychodzące poza sztywne ramy umysłu nie należą do rzadkowści – wystarczy spojrzeć przez okno autobusu czy jeepa (dzielonej z innymi podróżnikami taksówki, tzw. shared taxi), a następnie pozwolić [po/w]chłonąć się temu widokowi, tej wizji… wizji, która wnika aż po samo dno świadomości, po sam kres poczucia “ja” i transformuje je siłą swego spokoju, majestatu i swoistej nieskończoności. Tak oto przesłynna księga hinduizmu Bhagawadgita** mówi:

Chwiejny jest umysł i trudno go okiełznać, ale jednak daje się opanować poprzez abhjasę [wytrwałe ćwiczenie] i wairagję [brak przywiązania do owoców swoich czynów]. Jogi nie zdoła osiągnąć ten, kto nie panuje nad sobą. –  Bhagawadgita VI.35

20170817_133316

Wszechogarniająca wola Himalajów – zarówno w hinduskiej (np. Bhagawadgita), jak i buddyjskiej tradycji – ostatecznie zagnieżdża się i w sercu podróżnika, rezonuje z rytmem uderzeń jego serca i oddechów. W ten sposób człowiek już nie wie, czy to serce jest jeszcze jego, czy już dzielone z Himalajami… Pojawia się naturalna pranajama, nieświadoma, nietechniczna, ale generująca spokój, którego oddech jest spowolniony, negatywne myśli i emocje ustały. Energia nadal jednak pozostaje nazbyt subtelna, by się przejawić w świadomości. Podróżnik czuje, że otacza go Dobro i Piękno, ale jeszcze nie umie podać jego przyczyn. Nie wie, co będzie dalej – czy dojedzie na miejsce w pierwotnie zaplanowanym czasie, czy zaraz nie będzie musiał nagle zmienić planów, czy za chwilę nie pozna nowego podróżnika, z którym na rozmowie spędzi długie godziny. Wie jednak, że cokolwiek się wydarzy, będzie Dobre i Piękne, bo podsycone pięknem Himalajów.

20170817_122021

Buddyjski klasztor w Kee (Ki)

20170827_112537

Godzinę drogi od Kazy autobusem lub jeepem, na wzniesieniu, między szczytami górskimi, zanurzonymi jakby w pustynnym terenie, znajduje się Kee Monastery. Nie jest to miejsce jak każde inne, nie jest to nawet zwyczajny klasztor, chociaż oczywiście nie jest on unikatem – z Kazy można pojechać do kilku innych klasztorów buddyjskich, jak choćby:

20170826_161819

W klasztorze Kee podróżnik może wynająć nocleg (300 rupii za łóżko z całodziennym wyżywieniem przygotowywanym przez mnichów – oczywiście w kuchni można pomagać – z czajem i mlekiem z solą – to jest dopiero dobry napój!). Pokoje przeważnie są 4-osobowe, utrzymane w bardzo dobrym stanie czystości. Jeśli w danym momencie klasztor nie jest oblężony przez turystów, buddystów czy po prostu podróżników, to w jednym pokoju może mieszkać i jedna osoba. Wewnątrz klasztornego kompleksu obowiązuje całkowity zakaz palenia i spożywania alkoholu. Nie ma tutaj zasięgu telefonicznego (chyba że ktoś kupił lokalny sim). Zresztą na co komu potrzebny jest zasięg, skoro atmosfera miejsca jest wszystkim, co do życia niezbędne?

20170827_113358

Medytacja w klasztorze czasie porannej modlitwy (pudży)

Co jest jednak specyfiką tego miejsca, tak odmienną od innych klasztorów tybetańskich Himaćal Pradeśu? Nie jest to widok nocnego nieba usianego miliardami gwiazd, które niemożliwością jest policzyć. Nie jest nią przewspaniała i perfekcyjnie wyciszająca umysł atmosfera miejsca, widok gór i życzliwe nastawienie mnichów, tych starszych, jak i dzieci, które dopiero co przywdziały czerwone szaty przyszłego mnicha. Nie jest to nawet śniadanie spożywane razem z mnichami podczas porannej pudży, ceremonii, która ma na celu podtrzymanie mocy buddyzmu… Iście tantryczne zachowanie! Śniadanie jest pyszne i co chwila – w przerwach między recytowanymi przez mnichów modlitwami – pojawia się czaj, gorące mleko z solą, tsampa (mąka jęczmienna), którą miesza się z mlekiem (bardzo to smaczne i sycące), bułka z dżemem; trzeba mieć tylko swoją miseczkę czy kubek i czekać, aż mnich pełniący w danym dniu dyżur “kelnera” podejdzie do nas. Mnisi odpowiedzialny za pudżę siedzą w dwóch równoległych rzędach prostopadle do wejścia, przed nimi na malutkich stolikach stoją rytualne przybory, miseczka na tsampę i czaj/mleko, teksty modlitwy wydane w formie pothi. Inni mnisi siedzą z boku. Podróżnicy i buddyści mają dla siebie wyznaczone miejsca na czerwonych dywanach pod ścianą, skąd wszystko idealnie można obserwować. I to jest właśnie to!

20170827_114321

Mnisi recytują modlitwy, podróżnicy wchodzą i wychodzą, czasem na dłuższą bądź krótszą chwilę przysiadają, piją czaj, pozostają w skupieniu, wychodzą, a ten turysta-jogin siada w stałej (sthira) i wygodnej (sukha) asanie, zamyka oczy i medytuje. Może minąć godzina (pudża zaczyna się o 7:30), może minąć 10 minut, a mogą minąć o 3 godziny – modlitwa-rytuał kończy się po 11:30. Upływ czasu nie ma zresztą żadnego znaczenia. Liczy się bowiem jedynie dyscyplina etyczna, medytacja, współczucie, życzliwość i pomoc innym czującym istotom.

Aby mądrość mogła funkcjonować właściwie, musi jej towarzyszyć jednopunktowa koncentracja. W celu głębszego skupienia potrzebne są silna uważność oraz świadomość introspekcyjna (sampajańńa, sampradżanja), które pomagają usunąć subtelne wewnętrzne przeszkody. Rozwija się je poprzez praktykowanie zasad ETYCZNYCH i dzięki wyeliminowaniu poważnych przeszkód zewnętrznych będących skutkiem negatywnych działań ciała i mowy. (…)

W buddyzmie tybetańskim [klasztor Kee jest wpisany w tybetańską tradycję szkoły Gelug, tj. szkoły dalajlamów] istnieją trzy poziomy wskazań etycznych: pratimoksza, bodhisattwa, tantra. Zasady etyczne pratimokszy polegają na porzuceniu szkodliwych działań fizycznych i werbalnych. Na poziomie bodhisattwy podkreśla się znaczenia porzucenia egocentrycznych mowy, myśli i czynów. W tantrze zasady etyczne ukierunkowane są na pokonanie subtelnych zaciemnień mentalnych. Ponieważ na tych trzech poziomach zakres zasad etycznych jest coraz to bardziej subtelny, przyjmuje się je i praktykuje stopniowo i w takiej właśnie kolejności.***

20170826_172121

Praktyka buddyjska zwana pratimoksza jest podstawą każdej innej, nawet bardzo zaawansowanej (jak nauki tantry), praktyki buddyjskiej. Najpierw bowiem należy ugruntować swój umysł i ciało we właściwym zachowaniu etycznym i dobrej intencji, która nie zachwieje się w obliczu niesprzyjających okoliczności. Świeccy wyznawcy obowiązani są dotrzymywać wierności 5 zaleceniom, tj. wstrzymaniu się od: zabijania, kradzieży, kłamstwa, niewłaściwych zachowań seksualnych i odurzania się (alkoholem, narkotykami i różnymi innymi psychoaktywnymi substancjami). Winno to być wspomagane medytacją, oddaniem i jakimś ślubem czystości…

* Jego Świątobliwość Dalajlama, Tubten Cziendryn, Buddyzm. Jeden Nauczyciel, wiele tradycji, Rebis 2015, ss. 125-127.

** Tłumaczenia Bhagawadgity oparte na tłum. prof. Joanny Sachse, Bhagawadgita, czyli Pieśń Pana, Ossolineum 1988.

*** J. Ś. Dalajlama, Tubten Cziendryn, dz. cyt., ss. 103-105.

Lewitacja i inne nadnaturalne moce w jodze (proste ćwiczenie)

DSCN1615

Pewnego dnia nadszedł ten moment, że przestałam pytać o zwykłe zagadnienia jogiczne (wyzwolenie, ścieżka, esencja jogi, Iśwara itp.), a postanowiłam dowiedzieć się o jogiczne nadnaturalne zdolności, siddhi, o których w literaturze tematu pisze się wiele. Nawet klasyczny wykład jogi w Jogasutrach Patańdżalego poświęca siddhi niemałą partię swojego wykładu zasad jogi królewskiej (radża jogi), wspominając o lewitacji, jasnowidzeniu, zdolności do przybrania niezwykle małych rozmiarów, do przybrania rozmiarów wielkości kosmosu, do zamiany swego ciała w światło, do materializacji (tworzenia) różnych przedmiotów mocą swej woli, a w końcu do pokonania śmierci…

Bardzo dobry film Yogis of Tibet (tutaj) o ginącej tradycji jogicznej w Tybecie, tak oto definiuje jogina: jogin jest osobą, która latami przebywa w odosobnionym miejscu, by tam praktykować transformujące cielesno-mentalne ćwiczenia, i poprzez te techniki rozwija nadnaturalną kontrolę nad ciałem i umysłem. Tak, to jeden z wymiarów jogina, jeszcze ten związany z materialnością. Nadchodzi moment, że i ponad ten poziom jogin musi się wznieść.

Podobnie w książce Elżbiety Sęczykowskiej Tybet. W drodze do Kumbum pojawiają się treści:

Wszystkie kolejne etapy nabywania umiejętności i wtajemniczenia polegają na koncentracji myśli i odpowiednich ćwiczeniach oddechowych. Dzięki ich opanowaniu można dokonywać doprawdy niezwykłych rzeczy. Znane są opisy tak zwanych biegaczy, mistrzów nadzwyczaj szybkiego poruszania się, pokonujących ogromne odległości jakby w transie, w dziwnym uniesieniu, na skrzydłach lekkości. I mimo włożonego wysiłku nie odczuwają zmęczenia. Biegną bez zatrzymania się, odpoczynku, bez jedzenia, nawet przez kilka dni i nocy. Są nimi zazwyczaj specjalnie wyćwiczeni lamowie, którzy podczas takiego nieprawdopodobnego wysiłku medytują. Bo właśnie medytacja jest kluczem do wejścia w świat wiedzy tajemnej. (…)

Inną umiejętnością, która zdobyła sobie wielką popularność w Tybecie, są ćwiczenia oddechowe, które doprowadzają lamów do unoszenia się w powietrzu w pozycji lotosu. Aby to było możliwe, mnisi musieli całymi miesiącami, nawet latami, ćwiczyć wytrwałość w nauce sposobu oddychania (…).

Oprócz biegaczy (…) istnieją inne, niemniej cenne w życiu codziennym tajemne umiejętności, takie jak na przykład pogłębione zjawisko telepatii. (…) Aby jednak osiągnąć taki efekt, należy całkowicie oczyścić umysł, tak by zapanowała w nim jedynie spokój i cisza.

Razu pewnego na satsangu zapytałam więc swamiego Nirardżan Dewa, nie do końca zresztą będąc pewna powagi postawionego przeze mnie pytania – jak to jest z tymi siddhi? Odpowiedź padła, że są. Dość zwięzła. Kontynuowałam zatem – jak można osiągnąć np. moc lewitacji? Właśnie praktykowaliśmy pewne ćwiczenie z tantry, a pamięć czytanych tekstów tradycji hatha-jogi (i upaniszad jogicznych) podpowiadała mi, że ma ono coś wspólnego z ćwiczeniem lewitacji.

DSCN1619

Swami odparł:

Tak. Siedź w asanie(1), w której siedzisz, zatkaj lewą piętą dwa otwory (rozrodczy i wydalniczy), prawą stopę połóż przy wgłębieniu lewej. Trzymaj kręgosłup bardzo wyprostowany. I praktykuj pranajamę(2) na przemian z medytacją(3) przez minimum półtora godziny. W trakcie coraz bardziej wydłużaj kręgosłup(4). A jeśli chcesz pobudzić energię pierwotną, to musisz co innego robić. I pamiętaj: praktykuj praktykuj praktykuj! Codziennie i wytrwale!

1. Asana: jest to jedna z odmian siddhasany, w której pięta lewej stopy u kobiet zamyka zarazem otwór rozrodczy i wydalniczy, u mężczyzn wydalniczy (tutaj wideo, zwłaszcza 2:39 – 3:04) – chodzi o to, by zamknąć przepływ prany przy muladharze, czyli czakrze podstawy.

2. Pranajama (kilka informacji tutaj i tutaj): u nas była to sekwencja: kapalabhati 100 razy – nadi śodhana 25 razy – kapalabhati 100 razy – nadi śodhana 25 razy (kapalabhati opisana tutaj, a nadi śodhana tutaj), potem zastąpiłam na: bhastrika 30 razy – udżdżaji 10 minut – bhastrika 30 razy – udżdżaji 10 minut (bhastrika tutaj, udżdżaji tutaj), i:

3. Medytacja trwająca około 30 minut, potem ponowne powtórzenie pranajamy.

4. W trakcie trwania medytacji, gdy kręgosłup trzymany jest w bardzo prostej pozycji, a oddech przepływa świadomie dochodzi do samoczynnego delikatnego wydłużenie kręgosłupa… pojawia się uczucie lekkości, ponoć nie jedynie na planie mentalnym (nie jest ono tylko wyobrażeniem).

W doborze pranajamy chodzi o dobranie sobie właściwej. Tenzin Wangjal Rinpocze w Przebudzaniu świętego ciała – tybetańska joga oddechu i ruchu pisze, że należy słuchać własnego ciała, zwłaszcza kiedy któraś z technik bardzo nam nie odpowiada. Ciało samo wie, czego w danej chwili mu potrzeba, zwłaszcza przy praktyce jogicznego oddechu wsłuchanie się w mądrość ciała jest niezwykle ważna.

DSCN1756

Praktykuj, praktykuj, praktykuj! Codziennie i wytrwale. A wtedy nie jedynie siddhi zaczną się ujawniać! Zresztą prawdziwy jogin nie ujawnia swoich nadnaturalnych zdolności… A w siddhi w gruncie rzeczy nie ma nic niezwykłego, ciało przecież nie jest niczym stałym, to złączenie pięciu elementów (przestrzeń, powietrze, ogień, woda i ziemia), ożywianych przez energię oddechu (pranę). Cóż więc za problem przemieć te pięć grubo-materialnych elementów w ich subtelne (sukszma) postaci, z których się pochodzą? – tak oto swami podsumował lewitację. Pranajama i medytacja są doskonałymi narzędziami wysubtelniania, a klucz stanowi nieprzerwana praktyka (abhjasa).