Himalaje…

Himalayas

Dwa lata temu po raz pierwszy jadąc w Himalaje nie wiedziałam, czym one są, jak się je czuje i co dzieje się w ich wnętrzu. Rok temu jadąc ponownie w Himalaje wiedziałam, że są to wymagające rejony, bo nawet jeśli podróżuje się po terenie do 4000 m. n.p.m., to kręte trasy nad przepaścią, deszcze, błota, osuwiska, awarie autobusów i zmęczenie odbierają siłę i motywację. W tym roku chociaż nie pojechałam ponownie w przestrzenie, w których joga powsta(wa)ła, to Himalaje stały się czymś oczywistym dla mnie, częścią mnie. Za to długi czas zmagałam się z jogą, tą moją. Dlatego milczałam.

Można znać różne definicje jogi, te klasyczne (Jogasutry), przedklasyczne (Upaniszady i Mahabharata) i późniejsze (literatura hathajogi), a także zupełnie współczesne, i nadal nic nie rozumieć – nie czuć w sobie nic, stojąc na macie. Można siłować się z asaną, pranajamą, a nawet medytacją… i konfrontować się jedynie z własnym zmęczeniem i oporem ciała. Zawsze pamiętałam jednak o jednej rzeczy – tym, co zobaczyłam w Himalajach. Pamiętałam o ich nieskończoności, pięknie tak ogromnym, że gdy wpatrzy się w ich majestat, to nagle czuje się bliżej niesprecyzowaną stratę – bo w pewien sposób stajemy się puści. Jednak nie jest to pustka, która jest brakiem. To wolność i spokój tak przenikający do serca i przeszywający umysł, że w ułamku sekundy staje się oczywiste, dlaczego podróżnik tak bardzo chciał znaleźć się w tej świętej, wypełnionej mocą jogicznej praktyki przestrzeni, która zdaje się nie mieć ani początku, ani końca. Ta przestrzeń przechodzi do serca.

I pewnego dnia ta przestrzeń budzi się w nas na macie, gdy nagle uświadamiamy sobie, że podobnie jak w Himalajach walczy się z własnym ciałem i umysłem, bo dzika Natura jest nieubłagana, tak teraz własna natura, równie dzika i równie nieokiełznana, wymaga naszego wysiłku (haṭha हठ w sanskrycie). Walka oczywiście ma inne podłoże, lecz nadal jest tym samym wewnętrznym wysiłkiem. Dyscypliną. Silną wolą.

—–

Źródło zdjęcia: “45 Min Meditation – Tibetan Monks Chanting, Mantras, Singing Bowls” https://www.youtube.com/watch?v=SmG5gX-txa0&t=1756s

Joga nie zaczyna się wraz z wejściem na matę…

20170817_133316

Za kilka godzin lecę ponownie do Indii i tym razem to będą inne Indie. Nie jogiczne, nie himalajskie, nie backpackerskie. I tak właściwie to nie Indie się tak bardzo zmieniły, lecz w pewien sposób ja…

20170821_101634

Te kilka miesięcy od powrotu we wrześniu z Himaćal Pradeśu, i jego himalajskich przestrzeni niekończącego się błękitu i jasności, ukazało mi arkana jogi, których mój umysł, a przede wszystkim ciało nie znały. Joga nie zaczyna się wraz z wejściem na matę, ani nie kończy wraz z zejściem z niej, choć to właśnie mata jest najlepszym nauczycielem i tą przestrzenią, w ramach której jogin poznaje swój mały wszechświat. Poznaje, czym jest oddech oraz to, jak bardzo kontrola nad nim sprawia, że umysł jest bardziej skoncentrowany i celniej kieruje ciałem. Poznaje, jakie emocje przywiązane są do danej partii ciała, danej asany, i ile jeszcze ukrytej emocjonalnej treści musi w sobie poznać. Joga prawdopodobnie najsilniej ze wszystkich metod łączących ciało i umysł (ang. Mind-Body Interventions) ukazuje, jak bardzo emocje i uczucia zakodowane są w poszczególnych partiach ciała. Ponadto – mogą być to emocje, których istnienia nie jest się wcale świadomym, a jednak ujawniają się one w specyficznych okolicznościach, które niezwykle przypominają te, które pierwotnie wygenerowały (wytworzyły) te emocje.

20170820_104149

20170817_133304

Zgodnie z hathajogicznym tekstem z XVII w. zwanym Gheranda Sanhita 1.4 joga jest ogromną siłą (mocą, energią), która wyrywa człowieka ze ramion śmierci i błędów świata iluzji, maji. Mokszadharma, prawie o dwa tysiąclecia starsza od tradycji hatha-jogi, mówi: doskonały mędrzec, o powściągniętych zmysłach (skr. dānta), dokonuje ofiary słowa, umysłu i czynu (skr. vāṅ-manaḥ-karma-yajña) (169.030). Nie ma bowiem nic równego wiedzy (skr. vidyā) i sile (skr. bala), nie ma cierpienia silniejszego od przywiązania i pragnienia (skr. rāga), nie ma większego szczęścia ponad porzucenie (skr. tyāga) (169.033), czyli ponad jogę. Joga bowiem nazywa się porzuceniem przywiązania do owocu swych czynów, a podejmowaniem ich jedynie ze względu na dobro, które w sobie niosą (Bhagawadgita VI,1-2).

20170821_083145

Mistrz Iyengar jogina rozumie jednoznacznie (The Light on Yoga 2016: 32-33):

Jogin rozumie, że każde stworzenie ma takie samo prawo do życia jak on sam. Jogin wiedzy, że urodził się po to, by pomagać innym i strzec każdego stworzenia ze spojrzeniem wypełnionym miłością. Wie bowiem, że jego życie jest nierozerwalnie złączone z życiem innych i odczuwa ogromną radość, gdy może pomóc innym w byciu szczęśliwymi. (…) Jogin wie, że jest odrębny od ciała, który jest czasowym schronieniem dla jego ducha. Wszystkie stworzenia dostrzega w Sobie (ang. Self) i owo Ja dostrzega we wszystkich stworzeniach, z tego powodu nie żywi żadnego strachu. Choć ciało doświadcza choroby, starości, pogorszenia i śmierci, duch (ang. spirit) pozostaje niedotknięty [niedoskonałoścami]. Dla jogina śmierć jest jedynie sosem, które nadaje życiu smaczek. Jogin poddał swój umysł, rozum i całe życie Panu (ang. the Lord).

20170821_083709

Jak napisałam we wstępie, joga nie zaczyna się wraz z wejściem na matę podczas zajęć ani nie kończy w momencie zejścia z maty. Joga nie jest czymś stałym w znaczeniu dobrze wypracowanej i jasnej definicji, której dostarcza Patańdżali, Mahabharata czy wspaniała i obfitująca w praktyczną treść literatura hatha jogi. Te definicje, owszem są istotne, natomiast w żaden sposób nie wypełniają treści doświadczenia jogicznego, gdy adept stanie już na swojej macie i zaczyna patrzeć w oczy specyficznemu przeciwnikowi. Definicje jogi są jakby ramami, w które dopiero wpisywana jest osobista treść każdorazowo doświadczana w nowym postawieniu swego ciała na macie, a dokładniej – ciała i umysłu, a także czegoś więcej – czegoś, co wydarza się w przestrzeni między ciałem, oddechem a umysłem. To bowiem nie tylko umysł i ciało stoją na macie, one są jedynie podporą i nośnikiem tego, co rzeczywiście zachodzi na tej małej przestrzeni i stara się wydobyć z jogina, a następnie objąć kontrolną całość istoty, jaką jest to ograniczone do oddechu, kilku myśli i emocji stworzenie (jogin). Joga to dharma, o czym często się jednak zapomina – swoista powinność wobec siebie, transcendencji, społeczności i codzienności każdego oddechu. Joga to Iśwara, czyli zawierzenie całości swej woli tej Boskości, której obecność jest raczej niewiadoma i która swoje decyzje ukazuje w skrajnościach – albo absolutnym bólu na granicy przeżycia, albo szczęściu tak ogromnym, że nie daje się ono objąć żadną kategorią rozumienia.

DSCN3200 (2)

Boskość, która niczym okrutny aspekt Śiwy (Bhairawy-Wirabhadry) i Kali, zabija, i Boskość, która stwarza całością swej mocy uniwersum istot świadomych i czujących (boska energia twórcza prakriti czy nawet bóg Brahma). Boskość, która chowa się w ich wnętrzu, i Boskość, która nachodzi człowieka w momencie najbardziej nieodpowiednim i jakby niemożliwym, narzucając całość swojej mocy i wymagając wszystkiego od istoty świadomej w zamian oferując tylko… zagładę ego tej istoty. Właściwie to ego jest tą istotą, rodzajem zbiorowiska emocji, interpretacji świata, kilku porażek, zwycięstw, nadziei i… modlitw, których słowa nigdy do Boskości nie doszły, zaczepione między oddechem a rezygnacją. Co się jednak dzieje, gdy myśli przestają być aktywne, co się dzieje, gdy zza ich zasłony ukaże się świat przestrzeni normalnie nieznanych…?

DSCN3113

Tym razem będzie to Tamil Nadu, południowy stan Indii, ze wspaniałym Madrasem i dawną francuską kolonią w mieście Pondichery – teraz moja francuska dusza jedzie bowiem do Indii.

Góra Kailash i chillout w Himalajach

20170902_180913-1

Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu (opublikowałam go mniej więcej tydzień po napisaniu, bo dopiero po tygodniu dostaliśmy internet). Ogromne tereny Himalajów w Himachal Pradesh poza lokalną siecią wyzbyte są zasięgu komórkowego, co z jednej strony jest denerwujące, ale z drugiej – człowiek odcina się od pewnej części siebie, która potrzebuje odpoczynku, a zarazem umysł/serce poznaje nowe rzeczywistości wewnątrz siebie, o których nie do końca wiedział, że istnieją. Naprawdę cudowne uczucie.

20170903_102938

W dużej grupie poznanych po drodze – w guest house’ach, na szlakach i restauracjach – Izraelczykach, parze z Kerali (przepięknie zielony stan na południu Indii), Chińczyku, parze z Turcji, kilku Amerykanach i Polce, zwiedziliśmy kilka unikatowych, mniejszych i większych wiosek przepięknych dolin Spiti i Kinnaur: Leh, Manali, Kaza, Ki, Dhankar, Tabo, Kalpa (szczegółowiej o każdym z nich później).

20170902_134144-1-1-1

A teraz siedzimy w lesie, na przeciw dzikiej rzeki (Baspa), łowiąc ryby, przygotowując tybetańską herbatę na krystalicznie czystej wodzie ze strumienia:

20170903_133542

Z tyłu za nami malutka buddyjska gompa patrzy razem z nami na majestatyczny, czasem schowany w białych obłokach Kailash, świętą górę każdego jogina, wypełnioną mocą Pierwszego Jogina i jego Energii (Śiwy i jego małżonki Parwati)…

20170903_124255

20170903_133604

Wiele wieków temu jogini spędzali na tych świętych terenach wiele długich lat medytując w ascezie… Wczorajszej nocy z włoskimi Hindusami i Amerykaninem (właśnie otworzył backpackerski hostel, w którym teraz śpimy) rozmawialiśmy o tym, kim jest jogin. Bardzo trudne jest życie jogina – oddane jedynie ascezie i duchowości… A najwspanialsze jest to, że ta duchowa tradycja nadal jest w Indiach żywa, ukryta w Himalajach.

20170903_091527-1

Gdzieś w pobliżu tej mądrości, która skrywa siebie w kamieniach, potokach, skałach, pustynnym widoku, mantrach pisanych na kamieniach przy buddyjskich gompach, w medytacji pojawiającej się, gdy uwaga zostaje skoncentrowana na szczycie Góry…

Dzień z życia krowy w Haridwarze i kilka słów o asanie go-mukha (twarz krowy)

20170807_090304

Raczej każdy wie, że krowa w Indiach to istota święta. Z wielu powodów, choć nie łatwo je dokładnie filozoficznie określić. Krowa to matka, bo daje mleko, a z mleka można zrobić niemal wszystko, co do życia jest potrzebne: masło klarowane ghee (bardzo zdrowe, jajecznica na takim maśle jest cudem podniebienia, kocham!), różne kefiry i jogurty, które stanowią bazę dla innych produktów do picia (lassi) i jedzenia dodawane do sosów czy zapraw), a w końcu do różnych pudż (ofiar, które kilka razy dziennie odbywają się w tysiącach mniejszych i większych świątyń). Zresztą nie tylko mleko jest przez krowę produkowane, inną rzecz suszy się, by tu i tam wykorzystywać jako opał i materiał budulcowy. Krowa jest święta i tyle. Nie ma tu dyskusji! Atra na samśayah (jak w sanskrycie powiemy)!

20170807_103914-1

Święty główny ghat Har-ki Pauri, po którym chodzi każdy, kto tylko może i nie może (wtedy używa czegoś w rodzaju wózka), do przejazdu upoważniony jest tylko motor albo rower – policja strzeże wejść z kilku stron. A ten każdy to: sadhu (asceta żeński i męski) oddany bogu Śiwie (odróżniany po pomarańczowym kolorze szat), oddany bogu Wisznu (biało-szary kolor), Hinduski w kolorowych sari, często z jakimś pakunkiem na głowie, a często i nie, ubrane w sari, albo w jeansach i t-shircie (głównie młode), podobnie mężczyźni, choć również głównie młodzi, starsi noszą albo spodnie z materiału i koszule, albo długie koszule i spodnie uwiązane z kawałka materiału. Jak komu wygodnie. I turyści, w tym obecnie dwie Polki, często brane przez Hindusów za Rosjanki albo… Francuzki! Ja mam ubrane spodenki sportowe do kolan i t-shirt oraz japonki, nie lubię butów trekkingowych w miejscach, gdzie temperatura przekracza 30°, teraz jest ponad 40°. Owszem, jest błoto, czystości na chodniku nie ma, krowy zostawiają swoje ślady wszędzie, ale… cóż, trzeba uważać i dobrze będzie. I ta tytułowa krowa, która nadeszła ot tak, by ot tak pójść dalej, pewnie sama nie wie dokąd. To zresztą chyba nie ma żadnej różnicy.

20170807_112516-1

Weszła na plac, między jeden sklep z dewocjonaliami a drugi, więc ja będąc ulokowana na tarasie Café Coffee Day (rodzaj indyjskiego Starbucksu) patrzę, co się wydarzy. Wbrew pozorom, nie jest łatwo wypatrzyć krowę, czy nawet stado krów, w centrum miasta na środku placu, nie w Indii. Tu z każdej strony coś się dzieje, hałas będący kakofonią wszystkiego (klaksony, ogłoszenia modlitw, gwiazdki policji, piszczałki, rozmowy ludzi…) i upał, on też ogłusza! Krowa weszła zatem na środek placu, stanęła i… stoi. Patrzy w jedną stronę, ruszyła ogonem, gdy nagle podeszła do niej pewna pani i nakarmiła czymś, co wyjęła z torby. Potem podszedł chłopak, pogłaskał święte zwierzę i nakarmił kolbą kukurydzy. A potem nadeszła grupa sadhu, Hinduska i ich nakarmiła, wkładając bliżej mi nieznaną (siedzę przecież dość daleko) papkę do ich menażek (każdy sadhu takie naczynie ma, bo zdobywa takim czy innym sposobem w nie jedzenie). Krowa odwróciła się równie powolnym i przemyślanym ruchem. I wyszła z placu z gracją… podjadając resztki jedzenia ze śmietnika. Tak obserwując tę powolność, namysł, spokój i opanowanie krowy w samym środku gotującego się (dosłownie, upał leje się z nieba na przemian z deszczem) wszystkiego, teraz rozumiem, dlaczego jedna asana nosi nazwę „twarz krowy” (go-mukha). Niby jest to łatwa asana, ale wymaga właśnie takiej spokojnej precyzji, temperatura ciała u jogina znacznie wtenczas wzrasta.

20170807_090330-1

Czasem jednak w tłumie ulicy i krowa nie jest szanowana, zwłaszcza, gdy wchodzi na teren czyjegoś biznesu: sklep, restauracja itp. Nie chodzi o to, że krowa wchodzi dosłownie do środka, ale np. swoim powolnym i stosowanym ruchem, wypatrując, co może ewentualnie podebrać, podchodzi do czyjejś posesji. Zdarza się, że ktoś nazbyt mocno święte zwierzę przegoni, np. kijem, to już jest bezczelność i brak ahinsy! Ahinsa, postawa absolutego nie-krzywdzenia żadnej czującej istoty w myśli, mówie i czynie, ta fundament indyjskiej duchowości, a zarazem polityki Mahatmy Gandhiego (a obecnie Dalajlamy XIV), w ten sposób – takim kijem czy bijącą ręką – jest całkowicie łamana, a istota czująca jest krzywdzona. Tak czynić nie jest dozwolone w świętych zaleceniach hinduizmu!

20170807_112416

A co można zrobić, gdy krowa pojawi się na naszej drodze? Można pogłaskać. Krowy lubią jeść banany i kolby kukurydzy, głównie takie opalane na węglu. Problem w tym, że ja taką kukurydzę również uwielbiam, więc zdarza mi się uciekać przed krową, która stara się udowodnić mi, że ona bardziej uwielbia kukurydzę…

20170807_103854

RISHIKESH_2 i Parmarth Niketan aśram

DSCN0402

Miasto Rishikesh uchodzi za światową stolicę jogi. Co roku w określonym terminie (głównie w lutym) adepci i miłośnicy jogi z całego świata przybywają tutaj tłumnie, by wspólnie celebrować światowy dzień jogi. Wspólne medytacje, praktyka jogiczna na macie (setkach mat!), prelekcje i wykłady odbywają się w głównie w aśramie Parmarth Niketan, położonym między dwoma głównymi mostami Rishikeshu – Ram Jhula i Lakshman Jhula, w malowniczym terenie niskich himalajskich wysokości, nad brzegiem świętego Gangesu.

DSCN0488

DSCN0367

Parmarth Niketan jest największym aśramem w Indiach. Jest to miejsce, w którym nie tylko można zaznać jogi, ale głównie – odpocząć, zrelaksować się, pobyć chwilę w wyciszeniu i oddaleniu od naglących spraw i zgiełku. Noc w pokoju (o bardzo dobrym standardzie) kosztuje 600 rupii (niezależnie od tego, czy jest to pokój jedno- czy dwuosobowy).

DSCN0329DSCN0330DSCN0333DSCN0339DSCN0351DSCN0353DSCN0355DSCN0362DSCN0368DSCN0370DSCN0403DSCN0404DSCN0407DSCN0418

Widok na Himalaje, cisza i śpiew ptaków jest chyba tym, co najbardziej mnie urzekło w tym miejscu. Choć, nie powiem, nie jest to aśram, który stroni od cywilizacji, i sprawia, że człowiek ma wrażenie przebywania gdzieś na peryferiach życia. Nie ma tutaj mowy o ządnej ascezie czy wycofaniu. Wprost przeciwnie. Rishikesh, ogólnie, jest miastem bardzo nowoczesnym – można tak powiedzieć. Jeśli człowiek rzeczywiście chce zaznać ciszy i oddalenia od cywilizacji, to powinien udać się dalej, wyżej, np. do Badrinath.

DSCN0415

DSCN0332DSCN0343DSCN0345DSCN0348

DSCN0365

Bonjour, India!

DSCN2915

Ostatni mój zapis z notatek sporządzonych w Delhi brzmiał: „w istocie nie ma żadnego guru jako osobny byt, a tylko gurutattva – rzeczywistość/przestrzeń guru”. Nie były to moje słowa, ale Przyjaciela, z którym długie rozmowy w upalne dni w Indiach prowadziłam. O jodze, o tantrze, o Bogu, wyzwoleniu, mistrzach, a nawet życiu. Na kilka godzin przed wylotem do Indii ponownie patrzę w te niedokończone zapiski i zastanawiam się nadal, na ile prawdziwy guru jest realny. Kim on/a jest, jak go/ją rozpoznać?

20170206_004647

Ktoś ponownie gra na fortepianie na lotnisku Chopina. Melodia szybka i dynamiczna. A ja doceniam wartość przyjaźni, która jest jednym ze składników jogi. Dobrzy przyjaciel to skarb, a kilku dobrych przyjaciół to skarbiec, to ochrona (chociaż Przyjaciel powiedział, że jedynym Ochroniarzem jest Śiwa, mistrz jogi). Maitri (przyjacielskość), karuna-ahinsa (współczucie-niekrzywdzenie) i dżniana (mądrość) – trzy cechy jogi – trzy schronienia dobrego jogina. „Wszystko jest możliwe, ale serio!” – tak Przyjaciel zakończył rozmowę.

20170206_055810

Da się zapakować plecak do Indii w 9,5 kg. Da się dostać super t-shirt od kumpla, który próbuje dokonać czegoś wspaniałego. Da się ponownie szukać joginów. Tym razem Mumbai i bardziej południowe niż północne Indie, choć też nie do końca…