Są takie miejsca…

… do których chociaż nie planujemy w najbliższej przyszłości wrócić (co nie znaczy, że nie wrócimy), to w pewien – dość wyraźny – sposób rezonują w zakamarkach pamięci. Coś jest w nich tak niezwykłego, specyficznego, że nie można przestać o nich myśleć, nawet gdy poznaje się inne – niekiedy całkowicie odmienne – światy i ich…

C’était une nuit comme un état d’âme…

C’était une nuit. Plus sombre qu’un normal manque d’une lumière révélatrice d’une Lune trop pâle et sans un pouvoir. Et pourtant, une couleur qui tirait sur le noir plutôt cachant un mystère qu’un vide d’âme dangereux et sans aucun espoir d’en sortir. Un lieu peu élairé, néanmoins avec une luminosité intérieure qui ne se permettait…

Nie ufaj pozorom! – indyjska maja

Za co uwielbiam Indie? Chociaż trudno mi jest ująć w słowa zachwyt, który bardziej wymyka się werbalizacjom niż choć odrobinę stara się wyrazić słowami, to jest kilka właściwości Indii, które ubóstwiam: joga, rozmowy o duchowości, sanskryt (a powoli i hindi, telugu i pendżabi), kuchnia (kocham!), kolory (choć brudne i wyblakłe), indywidualność w tłumie, wolność i…

Pewnej nocy w Mysorze (Mysuru)

Kilka dni w Indiach minęło, przy tej okazji kilka świątyń, meczetów, chai masala pitych kilka razy dziennie, kilka dos i thali jedzonych bezustannie ze smakiem, kilka dni nadal pozostało, a człowiek myśli. I duma. I myśli, za co tak Indie uwielbia. Od zawsze Indie przedstawiane były jako bajeczna kraina, gdzie turysta-pielgrzym udaje się w poszukiwaniu…

To jest właśnie ten moment w Indiach…

… kiedy jedziesz w pociągu 6 godzin, no dobra, prawie 8, bo zgodnie z planem jest opóźnienie, wkoło mnóstwo Hindusów zajmujących się wszystkim, co popadnie: siedzeniem na podłodze i gadaniem, gapieniem się, myciem podłogi (!), roznoszeniem co chwila jedzenia i czaju za kilka rupii, handlem obnośnym wszystkim, co tylko się da: nici, słuchawki, skarpetki na…

Mumbai, jakby bomba i bhikshu yoga

Mumbaj – bardzo przyjemne, typowo indyjskie miasto, metropolia pełną hinduską parą… lepszym lub bardziej paskudnym zapachem, hałasem klaksonów, ludzi, czegokolwiek, tłumem wszystkiego, ale małą liczbą krów i ascetów. Krów spotkałam może z 10, w tym 2 stały się moimi natrętnymi przyjaciółkami – jadłam smażoną kukurydzę skropioną limonką (pycha, absolutnie trzeba spróbować), i jak się okazało,…

Bonjour, India!

Ostatni mój zapis z notatek sporządzonych w Delhi brzmiał: „w istocie nie ma żadnego guru jako osobny byt, a tylko gurutattva – rzeczywistość/przestrzeń guru”. Nie były to moje słowa, ale Przyjaciela, z którym długie rozmowy w upalne dni w Indiach prowadziłam. O jodze, o tantrze, o Bogu, wyzwoleniu, mistrzach, a nawet życiu. Na kilka godzin…

Des impressions nocturnes

Faire apparaître une page Et donner un souffle à un rêve… Des impressions trop valables et durables, Trop tactiles dans leur portée de main… Sous les mains, sous une main très précise, Dans les creux de laquelle il existe tout un monde… Te echo de menos.

Impresje około-jogiczne w Barcelonie

Barcelona… istota czująca i tętniąca życiem jak każda inna, a przez to pełna kontrastów, niedomówień, kolorytu i swoistego piękna, które nie realizuje się tylko w budynkach, zabytkach i tradycji. Barcelona to pyszna kuchnia, tak vegetariana, jak i con carne (con jamón y chorizo). To szerokie ulice, pełne przestrzeni i słońca. To palmy, parki i szybki…

Un sadhu tout comme les autres

Avec une allure quasi magique d’un aspect stupéfiant, corpulente, un peu hercule, dans une posture très solide, il attire les gens. Pour la plupart – les voyageurs ignorant la réalité indienne de ce métier du professional yogi ou sadhu, fake sadhu – pour être plus précis. Toute son apparence doit est hallucinante, alléchante et attirante…