Tantryczny klasztor w TABO

20170829_173829

Najpierw pomyślałam sobie: kolejny buddyjski klasztor do odhaczenia, najstarszy wciąż działający monaster tradycji tybetańsko-himalajskiej w Indiach. Jednak ani w nim nie śpimy (jak w poprzednich w Kee i Dhankar), ani nie porozmawiam raczej z żadnym mnichem, bo na ten czas nikogo zaznajomionego z nauką tybetańską tak nie ma (ponoć). Tabo jest małą wioską, w środku himalajskiej nicości, naszpikowaną ho(s)telami i restauracjami (jedzenie, muszę to przyznać, pycha!), opuszczonymi jaskiniami, w których niegdyś medytowali mnisi i jogini, a teraz co najwyższej krowi opał jest przechowywany w zimie (by nie zawilgotniał). A sam klasztor? Trudno powiedzieć. Z jednej strony widać Nowy Klasztor, połyskujący nowymi rzeźbami, wizerunkami, jakby wczoraj położoną podłogą i świeżymi dywanami do siedzenia (dla mnichów i podróżnych-zwiedzających), nowe przybory do rytuału, miseczki do herbaty trochę niepokoją swoim pochodzeniem (made in China), chiński fajans. Ładny, ale chiński, ironia losu. Wygląda to równie pięknie, to kiczowato. Przed Nowym Klasztorem mali mnisi (a dokładniej, kandydaci na mnichów) zwyczajowo prowadzą dysputę filozoficzną, ożywianą przez ich nauczyciela uderzaniem jednej dłoni o drugą (podobnie jak w świątyni Dalajlamy w Dharamsali, tyle że tam byli to dorośli mnisi… zaduma filozoficzna nigdy chyba końca nie ma). W jednej z wielu restauracji przy kompleksie klasztornym poczytałam gruby folder o Starym Klasztorze, więc mniej więcej wiedziałam, jakiego typu malowideł i rzeźb się spodziewać (Nowy Klasztor nie był objęty opisem). Stary Klasztor nie jest jednak jednym budynkiem, stanowi go kilka pojedynczych pomieszczeń medytacyjnych rozsianych na przestrzeni nie większej niż rynek przeciętego miasta. W dodatku turysta, wchodząc do kompleksu świątynnego, nie do końca wie, gdzie się znajduje – czy jest to klasztor tradycji buddyjskiej, czy raczej jakieś świątynne zabudowania Sumerów lub Persów. Tu i tam nadal budowane z jasnego piaskowca piramidki wprawiają człowieka w nastrój zadziwienia, jakby zagubienia w przestrzeni. Widok jest piękny, ale zaskakujący. Turysta wchodzi więc do pierwszego z dwóch głównych pomieszczeń-budynków Starego Klasztoru. Ciemny korytarz, strop u wejścia niski (trzeba na głowę uważać), uprzednio buty zostawić, z ciemności wyłania się kramik, na którym można kupić pięknie wydane widokówki (wewnątrz pomieszczeń Starego Klasztoru zdjęć nie można robić,  w Nowym Klasztorze można), modlitewne mini zwoje na szczęście, foldery z naukowo opracowanym opisem miejsca (bardzo dobry!). I nagle, jakby z nicości, ukazuje się Ona. Turysta wiedział, co zaraz zobaczy, teoretycznie wiedział. Nie miał jednego pojęcia, co poczuje, jak moc nagle stanie się i jego udziałem. W tym momencie zrozumiałam, co oznacza tybetańska tantra i jak bardzo różni się od mainstreamowego i modnego jej serwowania w kulturze Zachodu.

20170830_131107

Tabo (maps)

Klasztor w Tabo (tyb. Tabo Chos-hkhor) założony został w 996 roku przez wielkiego tybetańskiego tłumacza Rinchen Zangpo w imieniu króla Yeshe-Ö, a następnie – z biegiem czasu – uświetniany artystyczną i zdobniczą pracą (ogromne malowidła, statuy, rzeźby, thanki, manuskrypty i freski). Rinchen Zangpo pod królewskim protektoratem rozpoczął przekład filozoficznych prac buddyzmu z sanskrytu na tybetański.

20170830_155633

Dojazd do Tabo (od strony klasztoru w Dhankarze) wiedzie przez przepiękne widoki…:

20170829_164123

20170829_164306

Ze względu na piękno sztuki naskalnej oraz umieszczonej na wielkich ścianach świątyń rzez niektórych Tabo zwane jest himalajską Adżantą i Ellorą, i coś w tym jest. Podobny klimat, podobna duchowa atmosfera, równie piękna i wypełniona energią sztuką buddyjską (choć Ellora w połowie należy również do hinduizmu i troszkę do dżinizmu).

20170830_130832

Tabo-Ajanta-Ellora

Gonpę (tyb. choskhor) stanowi 9 świątyń, zbudowanych w okresie między X w. a XVII w., oraz 13 czortenów (stup) tu i tam wyznaczających świętą przestrzeń buddów (skr. buddha) i bodhisattwów (skr. bodhisattva). Z okazji tysiąclecia swej działalności w 1996 roku Jego Świątobliwość Dalajlama XIV odprawił ceremonię inicjacji Kalaczakry (skr. kālacakra), a w 2004 odbyła się ceremonia inicjacji Wadżra Dhatu (skr. vajra dhātu). Klasztor w Tabo jest bowiem świątynią ściśle tantryczną – zgodnie z tą praktyką nauki Buddy zwaną Trzecim Poruszeniem Kołem Dharmy, bez inicjacji, abhiszeki (skr. abhiṣeka), nie mam mowy o żadnej praktyce. W Tybecie Trzecie Poruszenie uchodzi za ostateczne i najdoskonalsze, następujące po Poruszenieu Pierwszym – zwanym buddyzmem pierwotnym (pejoratywnie hinajana [skr. hīnayāna] lub neutralnie śrawakajana [skr. śrāvakayāna]),  oraz Drugim Poruszeniu – buddyzmie mahajany (skr. mahāyāna), w którym najważniejsza staje się postawa bodhiczitty (skr. bodhicitta) – bardzo zresztą trudna w praktyce. Wadżra-jana (skr. vajrayāna), tj. diamentowy wóz, nie neguje w żaden sposób poprzednich wozów (jana [skr. yāna]) wiodących do oświecenia – bez praktyk wstępnych pierwszego wozu i bez bodhiczitty drugiego jogin i mnich tybetański nigdy nie zostanie dopuszczony do tantrajany (skr. tantrayāna), zwanej także wadżrajaną.

20170830_131645

Stary Klasztor:

20170829_173901

20170830_160851

I Nowy Klasztor:

20170830_160330

Gwoli ścisłości, wadżrajana jest wliczana w obręb mahajany, która w tradycji tybetańskiej dzieli się na dwie drogi, dwa wozy wiodące ku wyzwoleniu:

Niezrównany Lama Jey Tsonkhapa [Dalajlama XIII] napisał:

“Mahajana posiada dwa pojazdy, by doprowadzić do rzeczywistości buddy: Pradżnia-paramita-jana oraz głęboką Wadżra-jana. Spośród nich, drugi jest szlachetniejszy, niemniej jednak są one niczym księżyc i słońce [dopełniając siebie].”

Wadżrajana powinna być praktykowana w ukryciu i sekrecie, w żadnym razie nie może być ujawniana osobom niedojrzałym duchowo. Z tego powodu zwana jest sekretną ścieżką. (…) Na tej ścieżce adept używa różnych jog związanych z niedualną praktyką i wiedzą, w ten sposób osiąga transcendentalne rezultaty sekretnej mantry. (…) Nie ma żadnej różnicy między egzoteryczną Pradżnia-paramata-janą a Wadżrajaną, jeśli chodzi o cel, jakim jest rzeczywistość buddy, a bodhisattwa musi być jedynym impulsem do praktyki.

– Glenn H. Mullin, The Dalai Lamas on Tantra, 2006: 28-29.

Najpierw adept przygotowywany jest poprzez dyscyplinę i filozofię buddyjską, potem wnika w subtelniejszą przestrzeń nauk i silnie etyczne nastawienie, by w końcu pod okiem mistrza, w samotności, całkowicie poddać się mocy oświecenia. Te cztery są ze sobą ściśle związane, bo moc jogina-tantryka tybetańskiego nie leży w praktyce cielesnej (joga, tybetańska pranajama), mentalnej (mantry, pudże [skr. pūjā], sutry [skr. sūtra]) i rytuałach – bodhiczitta, dhjana (skr. ) i pradżnia (skr. prajñā) jego/jej podwójną mocą i bronią.

Ta czwórka stanowi jedność: wadżrajana (वज्रयान) jako tantrajana (तन्त्रयान) spełniana jest przez tę trójkę:

dhjana (ध्यान) – medytacja, długa, spokojna, powoli wychodząca poza granice ego i identyfikacji z ciałem oraz pracą mentalno-emocjonalną medytacja; wbrew wszelkim pozorom to właśnie ten stan błogości i koncentracji – nie rozbiegana aktywność umysłowa – jest naturalny istocie świadomej

pradżnia (प्रज्ञा) – wrodzona wiedza/mądrość o walorze najwyższym, bo dotycząca oświecenia i stanu buddy, przejawiająca się naturalnie, automatycznie w istocie czującej, która poddaje siebie dyscyplinie i bodhiczitcie… o ile dhjana jest tłem, przestrzenią, to pradżnia jest rodzajem istoty, która się przejawia, ukazuje siebie w takiej czy innej formie

bodhiczitta (बोधिचित्त) – dosłownie przebudzony umysł, lecz w gruncie rzeczy nie chodzi tu o umysł – bodhiczitta jest oświeconą postawą etyczną, którą wyraża aspiracja osiągnięcia oświecenia dla dobra i pożytku wszystkich czujących istot:

Korzyści bodhiczitty są liczne. Sprawia ona, że umysł jest bardzo radosny dzięki wielkiej miłości i współczucie dla istot. To decydujący powód pełnego przebudzenia buddy. (…)

Dwie przeszkody utrudniają nam wymianę siebie na innych. Po pierwsze, myślimy, że jesteśmy inherentnie oddzielni. Faktycznie ja i inni pozostajemy we wzajemnej zależności, podobnie jak jedna strona doliny jest nazywana “tą” stroną tylko dlatego, że istnieje “tamta” strona. (…) Drugą przeszkodą w wymianie siebie na innych jest myślenie, iż usuwanie cierpienia innych nie jest konieczne, bo ono nas nie dotyka. (…)

Śantidewa pyta (BCA 8:115): “Chociaż z przyzwyczajenia pojawia się myśl “ja” skierowana na to bezosobowe ciało; czemu w podobny sposób ta myśl nie pojawi się wobec innej czującej istoty?”

– J.Ś. Dalajlama XIV, Tubten Cziendryn, Buddyzm. Jeden Nauczyciel, wiele tradycji, 2015: 289-296.

Oczywiście tradycja tantry jest niezwykle skomplikowana, oparta na obszernym piśmiennictwie, wielowiekowej tradycji przekazu z ust mistrza do umysłu ucznia, i wymaga obcowania z miejscami przesyconymi mocą ślubowań i medytacji jest adeptów (tantryków-joginów). Ogólnie można podzielić ją na dwie linie przekazu, związane z inherentnie obecnym na łonie buddyzmu tybetańskiego podziałem na Starą Tradycję szkoły Ningma oraz Sarma – nowe tradycje (szkoły: Kagju, Śakja i Gelug). Esencja i cel nauk pozostaje takie same, ale poszczególne praktyki i podział tantr jest inny, także inne teksty tantryczne są wykorzystywane. W szkole Ningma, szkole wielkiej doskonałości (dzogczen), mamy podział na 9 klas pojazdów podzielonych na 3 grupy: 1). pojazdy słuchaczy, samotnie urzeczywistnionych i bodhisattwów, 2). tantry działania (skr. kriyā), wykonania (skr. caryā) oraz jogatantra, 3). i w końcu trzy najsubtelniejsze mahajoga, anujoga i najwyższa atijoga.

Te trzy wewnętrzne pojazdy nazywane są pojazdami zwyciężających środków, ponieważ zawierają metody osiągania najsubtelniejszego poziomu umysłu poprzez rozpuszczanie niesubtelnych poziomów energii, dzięki czemu praktykujący wznosi swój stan mentalny na wyższy poziom poza biegunowość rozróżniania (…).

Jego Świątobliwość Dalajlama, Gesze Thubten Jinpa, Świat buddyzmu tybetańskiego, 2015: 105.

Podobnie jest i w nowej tradycji przekazu, przekładu tekstów, w Sarmie. Tam jednak 3 pierwsze pojazdy nie są obecne i mówi się o czterech klasach tantr: 3 tantry (działania, wykonywania oraz jogatantra) uznawane są za praktyki wstępne do tantry najwyższej, tj. anuttara-joga-tantra, zawierającej w sobie maha-, anu– oraz atijogę szkoły Ningma.

Wystarczy jednak wejść do Sali Zgromadzeń (tyb. ‘Du-khang), by doświadczyć tej mocy, owej “Jej”, o której w pierwszym akapicie napisałam. Sala może nie jest wielka, ale na pewno dość duża, pogrążona w ciemności, która zdaje się kryć w sobie znacznie więcej niż tylko duże statuy strażników i buddów czterech kierunków (Ratnasambhawa, Amitabha, Akszobhja, Amoghasiddhi). Ogromna rzeźba czterogłowego Wairoczany, ucieleśnienia Pustki, jednego z pięciu buddów mądrości (czterej pozostali już zostali wymienieni). Wairoczana stanowi ich esencję. Po lewej stronie, za Wairoczaną, znajduje się ściana ze zwojami-zapisami nauki buddyjskiej, a po prawej przestrzeń Buddy, przebywającego w niebie Tuszita. Zdjęcia wnętrza nie są możliwe, więc jedynie plan:

20170829_180448

A następnie do Złotej Świątyni (Ser Lhakhang), o której ogromnym i powalającym – dosłownie – wizerunku białego czterogłowego Sarwa-widja-Wairoczany naniesionym na całość ściany już coś wspomniałam (tutaj). Jednak ten wizerunek to nie wszystko, na przeciw niego znajduje się równie wspaniałe malowidło przedstawiające niebieskiego Wadżradharę. Między nimi znajduje się równie majestatyczny Budda.

Tabo jako takie:

20170831_103455

20170829_181643

Lecz Tabo nie jest tylko klasztorem… to także i przede wszystkim kompleks jaskiń kutych w skałach. Przez wiele wieków jogini buddyjscy na odosobnieniu medytowali w jaskiniach, napełniając rzeczywistość Tabo mocą i energią oświecenia:

20170830_121546

20170830_123157

20170830_122657

20170830_120544

I na koniec Cztery Wielkie Ślubowania boddhisattwy (istoty wyposażonej w bodhiczittę):

Czujące istoty są niezliczone: ślubuję wszystkie wyzwolić. Skalania [mentalno-emocjonalne] są nieskończone: ślubuję wszystkie wykorzenić. Bramy dharmy [realizacji nauk Buddy] są niezliczone: ślubuję wszystkie przekroczyć. Droga Buddy jest najwyższa: ślubuję ją ukończyć.

– J.Ś. Dalajlama XIV, Tubten Cziendryn, Buddyzm. Jeden Nauczyciel, wiele tradycji, 2015: 303.

20170830_131334

Po Tabo nadszedł czas na Kalpę. Nie obyło się bez niezapowiedzianej zmiany autobusu.

20170831_123058

20170831_122513

20170831_123055

HIMALAJSKIE impresje…

Kailash Blessings

… w zdjęciach, ponieważ w końcu chcę ukazać Himalaje na wszystkich tych zdjęciach, które udało mi się wykonać, niekiedy mocno wychylając się za okno skaczącego nad przepaścią autobusu. Po tym całym czasie, jaki spędziłam w publicznym transporcie indyjskiego stanu Himaćal Pradeś (Himachal Pradesh), poczułam specyficzną jedność z tym środkiem transportu. Muzyka, którą kierowca puszcza w głośnikach, godziny jazdy spędzone na wyboistych, krętych i stromych drogach, uchodzących za najniebezpieczniejsze na świecie, co dwugodzinne przystanki, by coś zjeść (omlet jajeczny, paranthę, czaj czy soczewicą lub ciecierzycę) w przydrożnej dhabie w mieścinie, która liczy dwa domu na krzyż… To wszystko silnie zasadza się w duszy podróżnika.

Kalpa Dream

Himalaje jak zwykle rozpoczęły się niespodziewanym miastem. Nie ono było w planach, gdy o 5 nad ranem czekałyśmy na dworcu w Haridwarze – miałyśmy jechać do Uttarkashi, by ostatecznie dojechać do Gangotri (w stanie Uttarkhand). Kierowca nie przychodził trzecią godzinę, ktoś otworzył podróżnym autobus, wyszłam napić się czaju, czekałam, aż coś się wydarzy. Nic się nie działo, jednak godzina, druga godzina, jeden czaj, drugi czaj, aż nagle patrząc na rozkład jazdy w ciągu kilku sekund podjęłam decyzję – “Shimla!”. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ta decyzja ukaże nam Himalaje w sposób przepełniony tybetańską kulturą, cudem buddyjskiej kultury i indyjskiego spokoju ducha o zapierających dech w piersiach widokach, darśanach. Odnosząc się do mądrości przekazywanej przez jogę, można powiedzieć, że te himalajskie wizje okażą się tak potężne w swoim pięknie, że zatrzymają aktywność mentalną i ukażą potęgę Istoty świadomości.

SHIMLA

Stolica stanu Himaćal Pradeś przywitała nas we mgle spowijającej strome uliczki. Po schodach trzeba się wspinać, niekiedy przeciskając w tłumie mieszkańców i turystów. Miasto zajmuje niewielką przestrzeń, ale niemal każdy centymetr jest zagospodarowany: dom na domku, kram na kramie i… ogromna wolna przestrzeń spacerowa w centrum z posągami Indiry Gandhi i Mahatmy Gandhiego, miejsce widokowe na wzgórza Himalajów, kościół oraz swoisty market, na którym można kupić wszystko: markowe ubrania, souveniry, książki i sprzęt sportowy. W nocy wzgórza błyszczą, światełka domów wbudowanych w zbocza niczym gwiazdy na niebie rysują migocące wzory na zboczach. Jakby miasto na pograniczu snu i jawy, ukazujące siebie w wilgoci, a zarazem zieleni wzgórz. Tutaj wcześniej opisałam Shimlę.

20170809_144417

Tym razem nasza trasa nie przebiegała przez stan Uttarkhand i jego Cztery Święte Miejsca pielgrzymki (zwane Chota Char Dham), tym razem nie miałyśmy żadnego precyzyjnego planu, a to pozorne kręcenie i zawracanie spowodowane było samą specyfiką Gór. Zdałyśmy się po prostu na wolę Himalajów. Czasem trzeba objechać teren i wybrać dłuższą trasę, zawrócić, by dotrzeć do celu, a czasem okazuje się, że cel zmienia się w trakcie podróży (trochę jak w życiu). W trasie – w tej wielogodzinnej, usianej chwilowymi usterkami autobusu, obsuwą terenu oraz przemarszami stad owiec, kóz i koni podróży – nowo poznane osoby kilkakrotnie zachęciły nas do zmiany pierwotnie obranego kierunku.

trasa1

MCLEOD GANJ (DHARAMSALA)

To malownicze miasteczko, podzielone na dwa obszary: dolną Dharamsalę oraz górne McLeod Ganj, jest siedzibą Rządu tybetańskiego na uchodźstwie. O Dharamsali pisałam już wcześniej, raz za razem, z restauracji na przeciw czortenu, o kilka chwil oddalonego od Świątyni, zwanej świątynią Dalajlamy (tutaj i tutaj).

… istnieje wiele emocji i stanów umysłu, które prowadzą do cierpienia: wrogość, nienawiść, skrajny lęk, zazdrość, chciwość, nieuczciwość, uprzedzenia… kluczowa buddyjska zasada mówi, że … pozytywne emocje rozwiewają negatywne, niczym światło rozprasza ciemności. Kiedy stopniowo wzbudzamy pozytywne emocje, zwiększając ich siłę, następuje odpowiednie zmniejszenie negatywnych emocji… – Jego Świątobliwość Dalajlama XIV, Howard C. Cutler „Sztuka szczęścia w trudnych czasach” (2012)

W ten właśnie sposób, z grubsza mówiąc, przebiega proces praktyki jogicznej w czasie koncentracji uwagi. Negatywny przedmiot myśli zastępowany jest pozytywnym/czystym uświadomieniem. Innymi słowy, jedna podpora świadomości (ālambana, आलम्बन) zastępowana jest drugą o pozytywnym dla praktyki walorze – zgodnie z zaleceniami klasycznego działa jogi z II w., tj. Jogasutr autorstwa wielkiego mędrca i jogina Patańdżalego.

20170815_153643

ŚRINAGAR

I krótka przesiadka, chwila w stolicy stanu Jammu i Kaśmir, wraz noclegiem na łódce:

20170816_151905 (2)

20170816_152223

20170816_152234

O poranku ruszyłyśmy dalej z dworca autobusowego, gdzie za kilka rupii można kupić najlepszy w całym indyjskim świecie kaszmirski chleb, ciepły, z rozpuszczonym masłem, sprzedawany wraz z czajem na malutkim stoisku.

20170816_170203

Z KARGIL DO LEH

Niechętnie wyjechałam z Dharamsali, w końcu to dom Jego Świątobliwości Dalajlamy XIV, a tym samym miejsce przesycone ogromną mocą buddyjskich błogosławieństw. Śrinagar jednak poza pyszną i tanią restauracją Vishnu czy też Krishna Dhaba (lokalni nazywają ją i tak, i tak), ulokowaną nieopodal dworca, nie bardzo do mnie tym razem przemówił. Czas więc było jechać przez Kargil do magicznego, ukrytego w samym sercu Himalajów, Leh. Słyszałam opowieści o pięknie widoków, które raz po raz, jeden zakręt za drugim, będą rozpościerać swój czar przed oczyma podróżników, joginów. I rzeczywiście… Te widoki coraz bardziej pustynne, opustoszałe, bez roślinności, jakby w rudymentarnym stanie świadomości, jakby sama Natura wkradała się w przestrzenie świadomości podróżnika i rozpoczynała swoją pracę:

20170818_083247

LEH

Jest to miejsce o jakby podwójnej duszy: backpackerska dzielnica z kilkoma szkołami jogi i centrum medytacyjnym Mahabodhi oraz malownicze centrum, którego jedna z krętych uliczek prowadzi do restauracji Darjeenling (o cudownie smacznej choć prostej kuchni) i Pałacu (Leh-Ladakh Palace) górującego nad miastem, a inna – poprzez backpackerską dzielnicę – do głównej stupy (Shanti Stupa), ze szczytu której rozpościera się piękny widok na górskie okolice. Oprócz tych na pozór niedopasowanych do siebie części przestrzeń Leh utkana jest z mnóstwa stup, dobrze wyposażonych księgarni, restauracji z przepyszną kuchnią, i spowita spokojem, serdecznością mieszkańców, bielą świętych budowli i nieskończonym błękicie nieba…

20170820_104250

Przez KEYLONG do MANALI

Myślałam, że jedynie trasa do Leh jest nadzwyczaj piękna. Myliłam się na szczęście.

20170821_084234

KAZA

Old Kaza (wraz z dworcem autobusowym) i New Kaza jest malutkim punktem w Himalajach, do którego dojazd zabrał nam dużo więcej niż myślałyśmy czasu, w trakcie przygotowując dla nas, hinduskiej pary z Kerali i pewnego Chińczyka nocleg w samym środku himalajskiej przestrzeni, w domku-przybudówce z kamienia (tutaj opis). Kaza stanowi węzeł komunikacyjny prowadzący do kilku pobliskich klasztorów, sama w sobie jest natomiast klimatycznym miasteczkiem, z przepięknym niedawno wybudowanym klasztorem buddyjskim tradycji Śakja. Kaza jest jakby wrotami do cudnego klasztoru KEE (KI) (tutaj opis), w którym buddyzm tybetański powoli siebie ukazuje. Przestaje być jedynie książkami i mitycznymi, na pół legendarnymi, praktykami duchowo-cielesnymi. Dopiero w Kee zrozumiałam, jak bardzo Natura, Jej dzikość i opieka, jest tak ważna dla jogina. Tutaj poczułam, jak potężny wpływ wywiera Ona na serce i duszę.

20170826_115914

KLASZTOR KEE

W klasztorze Kee praktycznie nie ma, co robić, nie ma sklepów, nie ma wioski, nie ma nawet miejsca, w którym można kupić wodę butelkowaną. Ja ufam jednak pitnej wodzie, którą oferują restauracje i klasztory. Za drobną opłatą pielgrzym otrzymuje w klasztorze schludne łóżko, całodzienne wyżywienie, czaje, mleko z solą, brak zasięgu telefonicznego, o internecie nie wspominając, poranną kilkugodzinną pudżę (modlitwę klasztorną polegającą na recytacji przez kilku mnichów sutr buddyjskich), tak bardzo intensywne i przenikające do głębi ducha światło słońca i do granic policzalności rozgwieżdżone nocą niebo. Są mnisi, można porozmawiać o tym i owym, są inni podróżnicy, można dowiedzieć się o kulturze tureckiej, izraelskiej, amerykańskiej, hinduskiej… jest i Polka, która opowiedziała mi o swoich wieloletnich doświadczeniach z asztanga-jogą.

20170827_113213

Dalsza trasa przebiegała między buddyjskimi klasztorami (Dhankar i Tabo) w towarzystwie po drodze spotkanej grupy kilku Izraelczyków i Chińczyka. To już nie jest turystyka, to przestało być zwiedzaniem… tutaj narodziła się swoista przynależność do tej górskiej rzeczywistości, gdzieś na krańcu kilku światów:

trasa2

DHANKAR i TABO

O ile klasztor Kee/Ki stanowił inicjację, wprowadzenie w arkana tybetańskiej rzeczywistości w indyjskich Himalajach, o tyle klasztory niewielkich mieścin Dhankar i Tabo pokazały (udowodniły!), że wielowiekowa, potężna tantra jest nadal aktywna (wkrótce w buddyjsko tantrycznym kontekście opiszę te dwa klasztory). Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Indii, 4 lata temu, to były inne Indie. I tak naprawdę, to nie one się zmieniły, to nawet nie ja stałam się inna. W pewnym momencie po prostu Indie wpuściły mnie do siebie. Czasem – na pograniczu nostalgii – brakuje mi tego pierwszego wrażenia obcości, dotykania, smakowania, odczuwania na skórze i w zapachach czegoś całkowicie odmiennego, może nawet niebezpiecznego, tajemniczego, w czym nie do końca mózg wie, jak się poruszać… Teraz już tego nie czuję, gdy przekraczam granicę Indii, nie widzę i nie słyszę, gdy idę indyjską ulicą, niemniej jednak tereny himalajskie są odmienne od nizinnych przestrzeni subkontynentu indyjskiego.

20170828_144014

20170829_130257

20170829_093240

20170829_090811

20170830_130832

20170830_131613

Kaza wyciszyła umysł podróżnika-pielgrzyma, spowolniła aktywność mentalną, klasztor Kee ściągnął niewidzialną (i chyba nieistniejącą) granicę, która miałaby dzielić świat ziemski od boskich przestrzeni – wspólnie spożywane  z mnichami śniadanie w świątyni na wysokości 4000 m. n.p.m. w rytmie recytacji sutr w alikwotowym śpiewie lamów pokazało, że nawet święta przestrzeń – sacrum – nie jest oddzielna od profanum.  Wszystko jest sacrum… W jaskini przy Starym Klasztorze w Dhankar można usiąść, zamknąć oczy i po prostu medytować – długie momenty ciszy i samotności niekiedy przerywane są wchodzącymi i wychodzącymi buddystami, który z prośbą i czcią udają się przed oblicze Buddy, nikt jednak nie zwracał na mnie uwagi. Jakby zupełnie naturalnym było to, że człowiek obok malowidła Buddy medytuje, bo w gruncie rzeczy to jest naturalne. Na zakończenie piękna tęcza ukazała się o poranku u wejścia do wykutej w skale jaskini.

20170829_095127 (2)

W Starym Klasztorze można porozmawiać z Lamą, świetnie władającym językiem angielskim, można na długie godziny zaszyć się w celach klasztornych i w pomieszczeniu, gdzie kilkakrotnie nocował Jego Świątobliwość Dalajlama XIV, odpocząć, wyciszyć się, a jeśli przybędzie się o właściwej porze, to nawet zjeść chlebek naan upieczony przez Lamę.

20170829_101010

W Nowym Klasztorze, gdzie można wykupić nocleg z widokiem na Himalaje i na Stary Klasztor, w godzinach pudży pójść do nowej świątyni i… doświadczyć sytuacji niezwykłej, gdy to oto mnich dotyka czołem czoła pielgrzyma-jogina i mówi, że następnym razem chce z nią medytować, bo podróżniczka ma tutaj wrócić. A następnie można rozkoszować się smakiem naprawdę pysznej kuchni, menu klasztorne nie jest bowiem skąpe w propozycje.

20170829_105124

I Tabo, prawdopodobnie najstarszy aktywny klasztor buddyjski w Indiach… Człowiek wchodzi do głównego sali tantrycznej praktyki medytacyjnej, potem do drugiej… i na chwilę jego aktywność mentalna i emocjonalna ustaje. Oczom (i sercu) podróżnika ukazuje się w Złotej Świątyni (Serkhang, Ser Lhakhang) ogromne malowidło przedstawiające (Sarwa-Widja-)Wairoczanę, otoczonego 8 Buddhami:

Awalokiteśwara

A potem pielgrzym idzie na spacer po wzgórzach wkoło miasteczka, by zobaczyć jaskinie, w których kiedyś medytowali jogini. To zmienia człowieka.

20170830_120544

KALPA

Miasto, podobnie jak Shimla z początku podróży, skąpane w mgłach rozmywających materialną rzeczywistość w jej źródle, tybetańska architektura budowana w drewnie, świątynia nagów (węży o niesamowitej mądrości), czczących mistrza i patrona jogi – Śiwę… Deszcz i wilgoć, swoisty chłód, który szykował ciało i umysł na to, co zaraz miało ukazać się oczom podróżnika, pielgrzyma…

20170901_104213

SANGLA

… i jej indyjska mitologiczna, przepojona jogiczną mocą, święta góra Kailaś, na której szczycie przebywa według wierzeń i legend zanurzony w jogicznej energii Śiwa wraz ze swoją małżonką, Parwati. Poranki w Sangli są szczególnym momentem: zaraz po wschodzie słońca, w delikatnym chłodzie, kiedy chmury jeszcze nie zasłoniły wzgórza. Wtenczas człowiek siada z czajem w dłoni i zatrzymuje wzrok na górze Kailaś… Dla każdego jogina Sangla jest bardzo ważnym miejscem aktywności Pierwszego Jogina (Adiguru).

20170903_112437

SARAHAN

Wyjazd w Himalaje rozpoczął się od pięknej drewnianej świątyni Hidimby w Manali – żeńskiego ducha natury, potężnego, kochającego do granic, a zarazem niebezpiecznego – i zakończył noclegami w świątyni Kali, gniewnej, straszliwej małżonki Śiwy, tutaj jednak o jakby innym aspekcie. Tutaj hinduizm jest spokojny – wewnątrz zbudowanej z drewna świątyni można w ciszy medytować…

20170906_135136

Źródłosłów łaciński słowa impresja oznacza coś, co jest wdrożone, wbite niczym pieczęć. Himalaje mocno odciskają siebie w duchu podróżnika. Joga również zna termin impresja i uwielbia go używać – sanskara – coś, co jest wdrożone w pamięć, w świadomość, i co nie daje o sobie zapomnieć, co stanowi aktualną tożsamość człowiek. Całe doświadczenie odciska się w człowieku, w tzw. świadomości podręcznej (czitta) i jej sferze aktualnie nieuświadomionej (czetas). Himalaje zasadzają się głębiej niż codzienna świadomość (czitta), działają bowiem u podstawy samej głębi, u źródła świadomości, auto-identyfikacji człowieka (istoty świadomej)… Spokój Natury, który odbija się, rezonuje, w umyśle podróżnika…

W jaki sposób praktykujesz? – Codziennie jem i śpię. Wstaję razem ze śpiewem ptaków, a kiedy milkną, zasypiam. W czasie wolnym od zajęć siedzę lub spaceruję. Odczuwam całkowity spokój, ponieważ nie angażuję się w żadne sprawy.

Wzgórza stwarzają specyficzne warunki psychofizyczne, pewną szczególną atmosferę, która podczas medytacji może wydobyć z praktykującego głęboko ukryte cechy charaktery…*

*Zhang Jianfeng, Podróż do wewnętrznego spokoju i radości. Śladami współczesnych chińskich pustelników, 2015, s. 79 i 98.

Góra Kailash i chillout w Himalajach

20170902_180913-1

Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu (opublikowałam go mniej więcej tydzień po napisaniu, bo dopiero po tygodniu dostaliśmy internet). Ogromne tereny Himalajów w Himachal Pradesh poza lokalną siecią wyzbyte są zasięgu komórkowego, co z jednej strony jest denerwujące, ale z drugiej – człowiek odcina się od pewnej części siebie, która potrzebuje odpoczynku, a zarazem umysł/serce poznaje nowe rzeczywistości wewnątrz siebie, o których nie do końca wiedział, że istnieją. Naprawdę cudowne uczucie.

20170903_102938

W dużej grupie poznanych po drodze – w guest house’ach, na szlakach i restauracjach – Izraelczykach, parze z Kerali (przepięknie zielony stan na południu Indii), Chińczyku, parze z Turcji, kilku Amerykanach i Polce, zwiedziliśmy kilka unikatowych, mniejszych i większych wiosek przepięknych dolin Spiti i Kinnaur: Leh, Manali, Kaza, Ki, Dhankar, Tabo, Kalpa (szczegółowiej o każdym z nich później).

20170902_134144-1-1-1

A teraz siedzimy w lesie, na przeciw dzikiej rzeki (Baspa), łowiąc ryby, przygotowując tybetańską herbatę na krystalicznie czystej wodzie ze strumienia:

20170903_133542

Z tyłu za nami malutka buddyjska gompa patrzy razem z nami na majestatyczny, czasem schowany w białych obłokach Kailash, świętą górę każdego jogina, wypełnioną mocą Pierwszego Jogina i jego Energii (Śiwy i jego małżonki Parwati)…

20170903_124255

20170903_133604

Wiele wieków temu jogini spędzali na tych świętych terenach wiele długich lat medytując w ascezie… Wczorajszej nocy z włoskimi Hindusami i Amerykaninem (właśnie otworzył backpackerski hostel, w którym teraz śpimy) rozmawialiśmy o tym, kim jest jogin. Bardzo trudne jest życie jogina – oddane jedynie ascezie i duchowości… A najwspanialsze jest to, że ta duchowa tradycja nadal jest w Indiach żywa, ukryta w Himalajach.

20170903_091527-1

Gdzieś w pobliżu tej mądrości, która skrywa siebie w kamieniach, potokach, skałach, pustynnym widoku, mantrach pisanych na kamieniach przy buddyjskich gompach, w medytacji pojawiającej się, gdy uwaga zostaje skoncentrowana na szczycie Góry…

Kawa, herbata i ciasto karmelowe w DHARAMSALI

20170815_142053

Dharamsala to nie tylko wątpliwej czystości malutkie knajpki z widocznym u wejścia kucharzem, nie tylko stragany z buddyjskimi dewocjonaliami czy ubraniami, książkami. To duch otwartości i życzliwości, spokoju, rodzaju spowolnionych myśli i oddechu, który wywołany jest Himalajami, błogosławieństwem obecności Jego Świątobliwości XIV Dalajlamy, mentalności Tybetańczyków, który wydają się być bardziej serdeczni niż Hindusi, szczerzy. To nie to, że krytykuję Hindusów, po prostu – to inny sposób bycia i zachowania, inny powód do życia. Zupełnie inna duchowość i postrzeganie świata.

20170815_134241

Chociaż buddyzm wyrósł na ziemi indyjskiej w VI w. p.n.e. i tym samym przejął wiele z indyjskiej etyki samodyscypliny, kultywowania jogi i medytacji, zasady niekrzywdzenia nikogo (nawet w myśli, nie mówiąc już o słowie czy czynie), tolerancji, to większą odpowiedzialność położył na indywidualną odpowiedzialność za Drugą czującą istotę – to słynne buddyjskie współczucie (tylko czasem pojawiające się w pismach hinduizmu), stało się żyzną glebą, jedyną glebą, na której inne jakości etyczne mogą wzrosnąć: cierpliwość, hojność, spokój, otwartość, szacunek dla drugiej osoby…

2017-08-15 15.06.13.jpg

Dharamsala to centrum różnych, lepszej i gorzej, jakości kursów jogi, ajurwedy, masażu, leczenia czakr… Oraz miejsce wielu chillout-owych knajpek, w stylu zupełnie zachodnim, choć prowadzonych przez Tybetańczyków i Hindusów. Najlepsze momosy na świecie: smażone, z ziemniakami, warzywami ze smacznym sosem na ostro:

20170815_154904

Znajdą się tu także KFC czy sklepy z markową odzieżą sportową po tańszej niż zachodnia cenie (nie lubię, mimo wszystko, takiego podziału na zachodni – wschodni…).

20170815_153643

Jest np. Shambhala Coffee tuż naprzeciw Chortenu (zdjęcie u góry) w centrum:

20170815_142031

20170815_134252

Kawa jest tu pyszna, ciasta też, atmosfera i muzyka cudownie spokojne, widok… Ten widok z tarasu na Himalaje!

Jest Crêpes-Pancakes zaraz przy centrum kulturalnym Tibet World:

20170815_173724.jpg

Tu można wypić słynne herbaty tybetańskie: z masłem i solą oraz domowej roboty (fermentacji) kambuczę na zimno o smaku trudnym do opisania, ale bardzo orzeźwiającym, kuchnia też jest bardzo dobra…

20170814_124519

Kombucha podana w butelce, rogal z sera jaka i ciastko tybetańskie:

20170815_173523

Jest także Tibetan Tea House, o którym pisałam trochę w poprzednim poście, z przekochaną właścicielką, pochodzącą z Tybetu. Całkiem niedawno otworzyła swoją herbaciarnię – spełniła swoje marzenie.

20170810_144051

Herbaciarnia jest malutka – jeden pokój i kuchnia, w której właścicielka własnoręcznie przygotowuje posiłki i herbaty. Choć nie ma nic przeciwko, to nie bardzo wyznaje potrzebę nowoczesnych technologii. Ma Facebook, używa maili, ale woli rozmowy oko w oko. Ja też.

FB_IMG_1502724769804-1

20170815_153735

Indyjskie street views

IMG_2238

Kiedyś robiłam zdjęcia głównie zabytkom, a najlepiej było, żeby ten zabytek był sam na zdjęciu. Potem doszłam do wniosku, że takie zdjęcia albumowe można zobaczyć wszędzie, poza tym w żaden sposób nie pokazują one ducha danego miejsca. Duch jest w… ludziach, w ich oczach i sytuacjach – atmosferze danego miejsca i momentu. Teraz zatem bez obróbki różne zdjęcia indyjskiej ulicy, większość sprzed 4 lat, a na początek Taj Mahal. Byłam, widziałam, obficie zapłaciłam (w 2013 roku było to 700 rupii, obecnie 1000 rupii/60 zł, ale byłam tylko raz, bo za drogo!).

Moje ukochane Waranasi/Benares/Kaśi, ponoć jedno z najmniej czystych miast Indii. Coś w tym jest…

Jak zwykle zwiedzając jakiś kompleks świątynny, tym razem buddyjski, gdzieś skręciłam, poszłam trochę dalej, kolejny zakręt i tak oto znalazłam bibliotekę z opracowaniami ogólnoindyjskimi. Ktoś nas zagadam, przyszedł opiekun i… pięknym, nowym samochodem z klimatyzacją tutaj zostaliśmy zawiezieni tutaj:

I tak dalej:

IMG_0379

Imbir i yerba mate, czyli yerba mate chai!

IMG_1492

Jeśli ktoś z Was kiedykolwiek głowił się, do czego może przydać się skórka po obraniu imbiru, a na pewno wiele/u z Was temu zagadnieniu poświęciło dużo nieprzespanych nocy, to mam pewną propozycję. Otóż z takiej skórki po dodaniu jeszcze kilku innych składników można przyrządzić, upichcić nawet, bardzo zdrową, mocną w smaku, hardcore yerbę mate!

Rodzaj yerby jest obojętny: bardziej czy mniej pylasta, liściasta, patyczkowata – nie ma znaczenia, byleby jednak nie była smakowa! Taka yerba mate chai nic a nic nie jest łatwa w piciu, mocna Ci ona, spicy czy też hot jak to Hindusi mówią, chociaż nie o yerbie, ale o swej kuchni.

IMG_2712

Skład takiej yerby jest bardzo prosty: kilka kawałków skórki imbiru (równie dobrze można wkroić kilka kawałków imbiru, pisząc o skórce, mam na myśli tylko recykling), kilka ziaren kardamonu, trochę goździków, trochę ziaren pieprzu (może być też naprawdę trochę, troszeńkę, chili) – poza imbirem wszystko w moździerzu tłuczemy, wsypujemy z imbirem do matera i zalewą wodą, jakiej temperaturę św. Tomasz zalecił! Można dodać też trochę cynamonu (z proszku bądź laskę) i trochę gwiazdki anyżu – ale ja nie lubię ich posmaku. Ja tak tradycyjnie indyjsko – kardamon, imbir i chili – trzy królewskie przyprawy Indii.

DSCN3048.1

I pijemy. W Indiach yerba pozostaje nadal nieznana… lecz pewnie zaraz i tam się pojawi. A znając Indie, z mlekiem będzie podawana! Ja jednak pozostanę przy jej kontynentalnym i latynoamerykańskim sposobie serwowania Szeroki uśmiech

I tak zupełnie off topic – przemarsz bawołów na Goa, gdyby ktoś chciał kilka minut popatrzeć… na idące bawoły. Tutaj nic się nie wydarzy, serio, można tylko patrzeć i relaksować się:

Global dexterity, czyli powroty w Indie…

DSCN3223

Do kolejnego wyjazdu do Indii pozostało jedynie kilka dni. Dość często jestem pytana o to, dlaczego właśnie Indie. Nie odpowiadam: joga, sanskryt, kuchnia, praca, filozofia – przy nich zawsze jest jakieś “ale”. Indie, ponieważ… to są Indie! Tout court. Po prostu. Nie wiem, czy Indie są trudną miłością, jednak z pewnością warte są tego, by (po)kochać je z całym dobrodziejstwem inwentarza, który razem ze sobą wnoszą w ludzkie wnętrze. Mit bajecznych i mistycznych Indii – wykreowany w dawnych czasach przez kwieciste i na pół realne relacje greckich podróżników, podboje Aleksandra Wielkiego, wyprawy arabskie, a później filozofujące wojaże Francuzów i Brytyjczyków – uczynił swoje, wzniecając w świadomości człowieka z tzw. Zachodu iskrę zaciekawienia. A nawet bardziej – iskrę i świadomość przynależności do odległej, zamorskiej krainy, której himalajskie przestrzenie ofiarowują więcej niż jakakolwiek książka czy praktyka mentalna. Krainy, która jest inicjacją w głębsze rejony ludzkiego ducha, swiadomości i doświadczenia… To swoiście Platońska iskra (z Listu VII): wskutek długotrwałego obcowania z Dobrem-i-Pięknem nagle zapala się w duszy iskra, której już nic zgasić nie może, a ów miłośnik mądrości (ten filozof) bez niej żyć już nie umie. Mistrz Eckhart, w późniejszych czasach, iskrę tę nazwie twierdzą Boskości, esencją człowieka…

20170226_123425

Indie zmieniają, nie tylko ducha, ale także mózg i układ pokarmowy. Zmieniają kubki smakowe, uwrażliwiają je, nadają sublimacji smaku. W końcu indyjskie masale, mieszanki przypraw, są chyba najróżnorodniejsze na całym świecie. Mózg, początkowo porażony napierającą na niego zewsząd wszystkością, i to z siłą, która bez pardonu atakuje wszystkie układy w ciele, a przede wszystkim sieć neuronalną, musi się zaadaptować. Pokochać albo uciec.

Dalekie podróże mają to do siebie, że przywozi się z nich zupełnie coś innego niż to, po co się przyjechało. Jadąc daleko, spotkacie ludzi zupełnie innych, a tak bardzo podobnych. – Nicolas Bouvier

20170226_125545

Indie uczą przede wszystkim tolerancji, otwartości i pokory, ale w głębszym wymiarze niż ten ogólnie przyjęty. W meta-fizyczny sposób Indie przenoszą człowieka, tego biednego turystę, w tereny jego własnej duszy (ducha, serca czy po prostu umysłu), których istnienia jedynie domniemywał na podstawie jakichś niejasnych przeczuć czy nie do końca uświadomionych myśli. To nie jest zwykła tolerancja dla innego: innej kultury, religii, obyczajowości czy mentalności. To jest dosłowne spotkanie z Innym, jednak ten Inny nie jest kimś z zewnątrz, ale naszym wewnętrznym Innym, teraz powoli powoływanym do życia. Profesor Andy Molinsky zdolność do dostosowania swojego zachowania do obcej kultury bez – zarazem – utraty siebie nazywa global dexterity (globalna zręczność? – czuję ogromną niezręczność w tłumaczeniu tego terminu Puszczam oczko). Nauka reguł nowej kultury oraz praktyczne używanie właśnie nabywanej wiedzy jest procesem, który angażuje sferę nie tylko mentalną. Także emocje – strach, złość, frustracja, swoista niewygoda – biorą silny udział w kształtowaniu nowego sposobu działania w obcym miejscu. Tylko czy nadal obcym…? Mnie Indie uczą przede wszystkim wolności, spowolnienia i zatrzymywania aktywności mentalno-emocjonalnej… Nigdzie nie czuję się tak swobodnie wolna, jak czuję się w Indii. Nie o zwykła codzienną wolność chodzi, taką praktycznie czuję wszędzie, gdzie prawo funkcjonuje, ale o swobodę. Dopiero w Indii czuję, jak bardzo człowiek Zachodu, człowiek cywilizacji skoncentrowanej na kulcie materialności, jest krępowany mniejszymi i większymi konwenansami (głównie prawnymi) oraz tym, co mu w głowie-sercu siedzi, zasiane tam już w dzieciństwie.

plecak