Aghori – nieustraszeni asceci

Parający się nieprzyzwoitymi rytuałami asceci, ludożercy, praktykujący w miejscach kremacji, przerażający – w taki oto sposób opisywani są aghori, pochodzący (prawdopodobnie) w prostej linii od kapalików, nosicieli czaszek. Gdy wnikniemy do wnętrza praktyki aghorich, ukaże się nam jednak zupełnie inna duchowa przestrzeń – miłość…

dscn1297.jpg

Jak podaje Gavin Flood (Hinduizm, 2008, Rozdział 7. Śiwaizm i religia tantryczna), kapalikowie podobnie jak asceci nurtu lakula nosili kostury zakończone ludzką czaszką (skr. khatwaṇga) oraz miseczkę żebraczą pozyskaną z ludzkiej czaszki, żyli w miejscu kremacji, naśladując groźne bóstwa, obłaskawiając je ofiarami z krwi, mięsa, alkoholu, celem była moc (skr. siddhi), lecz… tak wyglądała praktyka kapalików z zewnątrz. Dokonywanie przez nich transgresji miało określony cel – poprzez złamanie rytuałów czystości bramińskiej (wedyjskiej), a zarazem złamanie praw śmiertelnego świata, chcieli dokonać transmutacji cielesnej oraz uwolnić się od jego więzów i osiągnąć wyzwolenie. Co z konwencjonalnego punktu widzenia wydaje się niegodne, nieczyste i przerażające, po przekroczeniu stanu spętania strachem, gniewem i pragnieniem może nagle okazać się czymś zupełnie innym. Kapalikowie zanikli z biegiem czasu, za wyjątkiem  aghorich, przebywających głównie w Kaśi (Waranasi, Benares). Aghori także używają ludzkich czaszek (głównie pozostających po rytuale pośmiertnego spalenia zwłok), jedzą z czaszek, medytują w miejscach kremacji, smarują ciało popiołem kremacyjnym, używają produktów z ciała do przebłagania bóstw, przeprowadzają rytualne jedzenie… martwych ciał. Jednak to ostatnie nie jest częste, bo i nie ma takiej potrzeby. To rzadko stosowany rytuał, jeden z najcięższych, by przekroczyć granicę strachu i obrzydzenia. Aghori znaczy przecież „bez-strachu”.

dscn1345.jpg

Aghori, czyli odmowa naturalnemu pragnieniu

Aghori pozostawia wszystko za sobą, żyje bez przywiązania do świata, który uważa za miejsce kremacji (skr. śmaśāna) należące do istot, które już umarły lub dopiero umrą. Z drugiej jednak strony, aghori kochają wszystkie stworzenia z równą intensywnością, jak Maa (bogini Matka), bóstwo aghorich, kocha swoje dzieci. Pierwszym stopniem na drodze aghoriego jest uświadomienie sobie, że wszystko kiedyś zniknie, ale sthula śarira, ciało materialne, jest bardzo ważne, bo staje się narzędziem duchowego treningu. Nie będę opisywać szczegółowych praktyk ani przebiegu inicjacji, bo tego się doświadcza, a nie obserwuje z boku i komentuje, ale jedno ćwiczenie jest bardzo użyteczne, nawet w zwykłym życiu. Aghori idzie pod prąd, wbrew naturze niekiedy… tej samej, która zbliża ku zatraceniu. Asceta zatem stara się zapanować nad wszystkim, co jest związane ze rzeczywistością przemijania, cierpienia i bólu. Jest on przecież bez-strachu. Bez największego strachu, jakim jest Koniec. Kiedy aghori czuje jakieś przejmujące pragnienie, któremu nie można się oprzeć, to właśnie wtedy wie, że trzeba się jemu oprzeć! „Kiedy czujemy nagły i przenikliwy głód, to zgodnie z naturą jemy. A tutaj chodzi o to, by nie jeść.” – kiedyś pewien asceta mi wyjaśniał. Jest to trening mentalny, trening siły woli, by oprzeć się pokusom. Oczywiście trzeba w końcu zjeść, bo nie chodzi o to, by zagłodzić się, jednak trzeba mądrze dobierać jedzenie, także pokarm duchowy, spożywany przez nasze serce i umysł. Gdy zapanuje się nad pragnieniem, nad którym wydaje się nam, że nie mamy panowania, to właśnie wtedy uaktywnia się rodzaj wewnętrznej siły, o której nie wiedziało się, że w nas drzemie. Wszystko zaczyna się w umyśle, nie ciele, ciało tylko przejmuje decyzje umysłu-serca. Podobnie to, co widzimy, zaczyna się w umyśle…

Indyjska różnorodność ascetycznych tradycji

W Indiach mamy do czynienia z wielością ordynacji ascetycznych. Najprostszy i niewiele mówiący podział biegnie wzdłuż linii: wyznawcy Wisznu (wisznuici), czyli asceci ubrani w białe szaty, oraz wyznawcy Śiwy i Śakti (śiwaici – śaktowie), wyrzeczeńcy (skr. tjaginowie lub sannjasinowie) przeważnie przyodziani w pomarańczowe szaty z elementami żółtego koloru. Podział wewnątrz tych dwóch klas hinduizmu jest już znacznie trudniejszy. W nurcie śaktyzmu i śiwaizmu mamy bowiem np. linię przekazu nagów (dalej się dzielących), mamy aghorich, mamy także tradycję nathów okrytych popiołem. Ghaty Waranasi zaludnione są jeden przy drugim ustawionymi namiotami, podobnie w ważnych miejscach pielgrzymkowych można spotkać ich obozowiska, np. na himalajskiej trasie do Kedarnath, w Badrinath… (o Kedarnath tutaj, a trasie Badrinath-Kedarnath tutaj i tutaj). Gdy coś w ich zachowaniu mnie zaciekawi, podchodzę, pytam, czasem na migi, używając zrębków hindi, nie każdy asceta zna angielski. Jednak człowiek się jakoś dogada… w tej przestrzeni „pomiędzy”, bo niekiedy wcale nie potrzeba języka, by porozmawiać

Aghori…

Razu pewnego zapytałam znajomego jogina (naga babę), jakie jest jego zdanie o aghorich. „Bardzo ich szanuję, prawdziwy jogin zawsze jest dobrą istotą.” Początki ruchu aghorich nikną w zawiłościach indyjskiej historii. Niekiedy wpisywani są w nurt tantry, od którego sami często się odcinają (jednak nie zawsze, wszystko zależy bowiem od tego, co rozumiane jest przez cel tantry: moce tajemne i stany ekstatyczne czy wyzwolenie i najwyższa mądrość, uwalniająca z okowów śmierci i uzależniającego świata cierpienia i bezustannej zmiany). Odnośnie tantryzmu, jego praktyk, parampary (tradycji przekazu mistrz-uczeń), datowania i okoliczności powstania, wszystko jest zawsze skomplikowane… Głównymi siedzibami aghorich są: Waranasi (Uttar Pradeś), Girnar/Girinagar (Gudżarat), Tara Peeth (Bengal), Kamakhya (Assam) oraz Pashupatinath (Katmandu). Zgodnie z puranami (Śiwa i Linga) patron ascetów Śiwa wyobrażany jest także w postaci Sada-Śiwy o pięciu obliczach, symbolizujących: 1. stwarzanie, 2. podtrzymywanie, 3. niewiedzę, 4. anihilację nakłaniającą do praktyki jogi prowadzącej do 5. wyzwolenia. Oblicze zniszczenia w kolorze ciemnoniebieskim (nawet czarnym), zwane jest aghora, tutaj Śiwa jest Rudrą i przeraźliwym Bhairawą. To właśnie ona najsilniej związana jest z praktyka jogi i filozofią sankhji. Guru Dattareja uchodzi za pierwszego mistrza tradycji aghorich, którą można podzielić (nie bez problemów) na dwie główne linie przekazu: Kinarami Parampara oraz Aghor Nath (Siddha) Sampradaya (zapis zangielszczany). Ruch aghorich został zapoczątkowany w V w. przez postać Bhairawaćarji [wg przyświątynnego prospektu Aghor at glance, s. 17].

20190222_072540

Kinarami Parampara wywodzi się od mistrza Kina Ram Baby (XVII/XVIII w.), działającego w Waranasi. Kina Ram Baba (Baba Keenaram) dwukrotnie otrzymał przekaz od czcigodnego Dattareji. Nauka Baby Keenarama odrzuca indyjski podział klasowo-kastowy, propagując obecność boskości we wszystkim, co istnieje, a dokładniej – przenikania całego kosmosu. Ostatecznie Kina Ram Baba osiadł w Waranasi przy Krim Kund, cudownym zbiorniku wodnym poświęconym bogini Kali. Tam jego uczniowie, poddając się silnym praktykom ascetycznym (tapasowi, czasem zapisywane lokalnie: „tapasya”), utworzyli pierwszy aśram, często odwiedzany przez lokalnych niedotykalnych oraz przez niektórych radżputańskich kszatrijów. Po śmierci Kina Ram pozostał wśród swoich uczniów w postaci świętego ognia, Hingladż, bogini szczęścia i powodzenia, w formie jantry znajduje się obok ognia. Istota reforma nastąpiła w połowie XX w., kiedy to Baba Aghoreshwar Bhagvan Ramji (Avadhoot Bhagwan Ram) zmodyfikował praktykę oraz otworzył (w części) tradycję aghorich dla laików.

Tradycja Aghor Nath (Siddha) Sampradaya mistrza swego upatruje w postaci Goraksza-natha, ucznia Matsendra-natha, fundatora tradycji hatha. Święty żył w okolicach XI i XII w., podróżując po Indiach, słynąc ze swej mądrości i biegłości w sztuce jogicznej (i ponoć magicznej). Główną siedzibą ruchu aghori nathów jest Gorakpur.

Awadhut, aughar, aghoreśwar…

Celem życia ascetów jest przebywanie w boskiej jedności i przezwyciężanie dualności świata doświadczalnego z dnia na dzień. Odpowiedzialność i opieka spoczywa na barkach osoby mistrza (guru), który jako ucieleśnienie, realizacja ideałów etycznych, winień pomagać swoim uczniom w duchowym rozwoju. Pierwszym etapem przecinania uzależnienia od świata przemijalnego jest diksza, inicjacja, podczas której adept otrzymuje od mistrza mantrę (ochronna formuła, a zarazem obiekt (skr. deśa) koncentracji uwagi w czasie medytacji… lub narzędzie walki wobec złych emocji i impulsów). Pojawiają się praktyki oczyszczania przez ogień, rytualnego spożywania mięsa oraz innych niedozwolonych substancji, kontrolowania bhutów (duchów i innych istot wyzbytych materialnego ciała, ocieramy się tutaj bowiem o indyjską alchemią, rasajanę, oraz przeróżne praktyki autochtoniczne, często o szamańskiej proweniencji), a także kontrowersyjna śawa-sadhana, praktyka z użyciem martwego ciałą. Ciało to śawa (martwota), z którego emanuje życiowa energia kosmiczna (Śakti), to ona czyni ze zwykłego ciała boski pojazd – Śiwę. Gra słów śawa-śiwa nie jest tu przypadkowa. W sanskrycie śiwa oznacza nie tylko boga i patrona jogi, małżonka Śakti (Sati-Parwati-Uma lub w jej przeraźliwej formie Kali, a nawet Durga, ale tutaj mitologia indyjska jest ambiwalentna, Durga bowiem zawsze pozostaje niezamężna!). Miseczką do jedzenia, a także przedmiotem praktyki, jest ludzka czaszka – głowa jako „miejsce myśli” uchodzi także za siedlisko maji-awidji, fundamentalnej wrodzonej niewiedzy, której pragmatyczną-emocjonalną stroną jest pragnienie. Nie chodzi tutaj o zwykłą niewiedzę ani proste pragnienie. Każdy czegoś nie wie, każdy czegoś pragnie. Tu głębszy poziom wchodzi do gry, a dokładniej – najgłębszy, sięgający samej istoty człowieczeństwa. Naturą człowieka jest awidja i kama/lobha (pragnienie), któremu nie może się oprzeć, jednak jeśli wejdziemy na poziom epistemiczny (poznawczy), to joga wyjaśnia nam, że nasz umysł zawsze nastawiony jest na przedmiot. Zawsze musi o czymś myśleć, coś chwytać. Gdy coś jest przyjemne, to umysł składnia się ku temu, niekiedy tracąc kontrolę nad sobą (snując różne mniej lub bardziej zawiłe scenariusze zdarzeń i wersje rzeczywistości), a gdy coś jest mu nieprzyjemne, to odpycha to. Brzydzi się, odrzuca, boi, gniewa, smuci.

Umysł jest narzędziem przyczynowości, uwikłania i wyzwolenia.

Ogień w żołądku, który we wszystkich żywych stworzeniach przechowuje oddech życiodajny, płonie bezustannie. W celu obiaty [rytualnego ofiarowania pożywienia] w tym ogniu składa się święte pokarmy: czułość, pokorę i poświęcenie-służbę przepojone głęboką wiarą.

– Mysteries of the Aghor Master 2017: 31 i 36

Mamy więc alternatywę: przyjemne-ohydne, pragnę-odrzucam, chcę-gniewam się, raduję-smucę… panuję nad emocjami i roztrzęsionym umysłem albo nie panuję. Oczywistym pytaniem, które się tutaj nasuwa, jest to „kto jest tym, który (nie) panuje?”. W odpowiedzi przychodzi praktyka medytacji. Tam jogin (także aghori) przebija się przez kolejne zasłony uzależnienia od świata i własnej wewnętrznej gry. Przebijanie strzałą koncentracji zaczyna się w momencie, gdy jogin czuje, że coś jest nie tak z każdym konkretnym pragnieniem, negatywną emocją (pozytywną oczywiście też, skoro „piękno” narzuca lgnięcie ku przedmiotowi piękna), że to być może nie on/a pragnie, ale jakby coś w niej/nim. I to „jakby” nie daje już spokoju, staje się pierwszym terenem podróży ku… To się dopiero okaże, co znaczy przebywanie poza dwójnią (życie-śmierć, chcę-nie chcę, piękne-brzydkie), w przestrzeni miłości.

Miłość według aghorich

Zarzuca się aghorim intoksykację, przebywanie w zmienionym stanie świadomości, spowodowanym środkiem odurzającym. I jest to prawdą – aghori przebywa w stanie odurzenia – intoksykacji miłością-oddaniem, jest wręcz (Aghor at glance, s. 20 i 44):

(…) oszalały z oddania [devotion] i nie potrzebuje żadnego innego uzależniającego środka, żadnej uzależniającej substancji, by wpływała na jego świadomość.

Obsesja wyzbytego ego(izmu) oddania, miłości, jest symbolem wiedzy najwyższej.

Niemniej jednak różne rzeczy się wydarzają… a chillum puste nie zostaje.

Waranasi

Nadal nie spotkałam aghorich w Waranasi, ale byłam w ich świątyni. Wewnątrz fotografia jest zabroniona. Jednak następnym razem przebywając w moi ukochanym mieście, zapuszczę się w tereny, gdzie aghori mogą być obecni…

20190224_121115

Prawdziwy mistrz tworzy mistrzów, nie uczniów. (…) a jedyna różnica między mistrzem a uczniem jest taka, iż mistrz trochę szybciej zaczął się uczyć.

– Mysteries of the Aghor Master, 2017: 9

 

 

Jedna uwaga do wpisu “Aghori – nieustraszeni asceci

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s