HIMALAJSKIE impresje…

Kailash Blessings

… w zdjęciach, ponieważ w końcu chcę ukazać Himalaje na wszystkich tych zdjęciach, które udało mi się wykonać, niekiedy mocno wychylając się za okno skaczącego nad przepaścią autobusu. Po tym całym czasie, jaki spędziłam w publicznym transporcie indyjskiego stanu Himaćal Pradeś (Himachal Pradesh), poczułam specyficzną jedność z tym środkiem transportu. Muzyka, którą kierowca puszcza w głośnikach, godziny jazdy spędzone na wyboistych, krętych i stromych drogach, uchodzących za najniebezpieczniejsze na świecie, co dwugodzinne przystanki, by coś zjeść (omlet jajeczny, paranthę, czaj czy soczewicą lub ciecierzycę) w przydrożnej dhabie w mieścinie, która liczy dwa domu na krzyż… To wszystko silnie zasadza się w duszy podróżnika.

Kalpa Dream

Himalaje jak zwykle rozpoczęły się niespodziewanym miastem. Nie ono było w planach, gdy o 5 nad ranem czekałyśmy na dworcu w Haridwarze – miałyśmy jechać do Uttarkashi, by ostatecznie dojechać do Gangotri (w stanie Uttarkhand). Kierowca nie przychodził trzecią godzinę, ktoś otworzył podróżnym autobus, wyszłam napić się czaju, czekałam, aż coś się wydarzy. Nic się nie działo, jednak godzina, druga godzina, jeden czaj, drugi czaj, aż nagle patrząc na rozkład jazdy w ciągu kilku sekund podjęłam decyzję – “Shimla!”. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ta decyzja ukaże nam Himalaje w sposób przepełniony tybetańską kulturą, cudem buddyjskiej kultury i indyjskiego spokoju ducha o zapierających dech w piersiach widokach, darśanach. Odnosząc się do mądrości przekazywanej przez jogę, można powiedzieć, że te himalajskie wizje okażą się tak potężne w swoim pięknie, że zatrzymają aktywność mentalną i ukażą potęgę Istoty świadomości.

SHIMLA

Stolica stanu Himaćal Pradeś przywitała nas we mgle spowijającej strome uliczki. Po schodach trzeba się wspinać, niekiedy przeciskając w tłumie mieszkańców i turystów. Miasto zajmuje niewielką przestrzeń, ale niemal każdy centymetr jest zagospodarowany: dom na domku, kram na kramie i… ogromna wolna przestrzeń spacerowa w centrum z posągami Indiry Gandhi i Mahatmy Gandhiego, miejsce widokowe na wzgórza Himalajów, kościół oraz swoisty market, na którym można kupić wszystko: markowe ubrania, souveniry, książki i sprzęt sportowy. W nocy wzgórza błyszczą, światełka domów wbudowanych w zbocza niczym gwiazdy na niebie rysują migocące wzory na zboczach. Jakby miasto na pograniczu snu i jawy, ukazujące siebie w wilgoci, a zarazem zieleni wzgórz. Tutaj wcześniej opisałam Shimlę.

20170809_144417

Tym razem nasza trasa nie przebiegała przez stan Uttarkhand i jego Cztery Święte Miejsca pielgrzymki (zwane Chota Char Dham), tym razem nie miałyśmy żadnego precyzyjnego planu, a to pozorne kręcenie i zawracanie spowodowane było samą specyfiką Gór. Zdałyśmy się po prostu na wolę Himalajów. Czasem trzeba objechać teren i wybrać dłuższą trasę, zawrócić, by dotrzeć do celu, a czasem okazuje się, że cel zmienia się w trakcie podróży (trochę jak w życiu). W trasie – w tej wielogodzinnej, usianej chwilowymi usterkami autobusu, obsuwą terenu oraz przemarszami stad owiec, kóz i koni podróży – nowo poznane osoby kilkakrotnie zachęciły nas do zmiany pierwotnie obranego kierunku.

trasa1

MCLEOD GANJ (DHARAMSALA)

To malownicze miasteczko, podzielone na dwa obszary: dolną Dharamsalę oraz górne McLeod Ganj, jest siedzibą Rządu tybetańskiego na uchodźstwie. O Dharamsali pisałam już wcześniej, raz za razem, z restauracji na przeciw czortenu, o kilka chwil oddalonego od Świątyni, zwanej świątynią Dalajlamy (tutaj i tutaj).

… istnieje wiele emocji i stanów umysłu, które prowadzą do cierpienia: wrogość, nienawiść, skrajny lęk, zazdrość, chciwość, nieuczciwość, uprzedzenia… kluczowa buddyjska zasada mówi, że … pozytywne emocje rozwiewają negatywne, niczym światło rozprasza ciemności. Kiedy stopniowo wzbudzamy pozytywne emocje, zwiększając ich siłę, następuje odpowiednie zmniejszenie negatywnych emocji… – Jego Świątobliwość Dalajlama XIV, Howard C. Cutler „Sztuka szczęścia w trudnych czasach” (2012)

W ten właśnie sposób, z grubsza mówiąc, przebiega proces praktyki jogicznej w czasie koncentracji uwagi. Negatywny przedmiot myśli zastępowany jest pozytywnym/czystym uświadomieniem. Innymi słowy, jedna podpora świadomości (ālambana, आलम्बन) zastępowana jest drugą o pozytywnym dla praktyki walorze – zgodnie z zaleceniami klasycznego działa jogi z II w., tj. Jogasutr autorstwa wielkiego mędrca i jogina Patańdżalego.

20170815_153643

ŚRINAGAR

I krótka przesiadka, chwila w stolicy stanu Jammu i Kaśmir, wraz noclegiem na łódce:

20170816_151905 (2)

20170816_152223

20170816_152234

O poranku ruszyłyśmy dalej z dworca autobusowego, gdzie za kilka rupii można kupić najlepszy w całym indyjskim świecie kaszmirski chleb, ciepły, z rozpuszczonym masłem, sprzedawany wraz z czajem na malutkim stoisku.

20170816_170203

Z KARGIL DO LEH

Niechętnie wyjechałam z Dharamsali, w końcu to dom Jego Świątobliwości Dalajlamy XIV, a tym samym miejsce przesycone ogromną mocą buddyjskich błogosławieństw. Śrinagar jednak poza pyszną i tanią restauracją Vishnu czy też Krishna Dhaba (lokalni nazywają ją i tak, i tak), ulokowaną nieopodal dworca, nie bardzo do mnie tym razem przemówił. Czas więc było jechać przez Kargil do magicznego, ukrytego w samym sercu Himalajów, Leh. Słyszałam opowieści o pięknie widoków, które raz po raz, jeden zakręt za drugim, będą rozpościerać swój czar przed oczyma podróżników, joginów. I rzeczywiście… Te widoki coraz bardziej pustynne, opustoszałe, bez roślinności, jakby w rudymentarnym stanie świadomości, jakby sama Natura wkradała się w przestrzenie świadomości podróżnika i rozpoczynała swoją pracę:

20170818_083247

LEH

Jest to miejsce o jakby podwójnej duszy: backpackerska dzielnica z kilkoma szkołami jogi i centrum medytacyjnym Mahabodhi oraz malownicze centrum, którego jedna z krętych uliczek prowadzi do restauracji Darjeenling (o cudownie smacznej choć prostej kuchni) i Pałacu (Leh-Ladakh Palace) górującego nad miastem, a inna – poprzez backpackerską dzielnicę – do głównej stupy (Shanti Stupa), ze szczytu której rozpościera się piękny widok na górskie okolice. Oprócz tych na pozór niedopasowanych do siebie części przestrzeń Leh utkana jest z mnóstwa stup, dobrze wyposażonych księgarni, restauracji z przepyszną kuchnią, i spowita spokojem, serdecznością mieszkańców, bielą świętych budowli i nieskończonym błękicie nieba…

20170820_104250

Przez KEYLONG do MANALI

Myślałam, że jedynie trasa do Leh jest nadzwyczaj piękna. Myliłam się na szczęście.

20170821_084234

KAZA

Old Kaza (wraz z dworcem autobusowym) i New Kaza jest malutkim punktem w Himalajach, do którego dojazd zabrał nam dużo więcej niż myślałyśmy czasu, w trakcie przygotowując dla nas, hinduskiej pary z Kerali i pewnego Chińczyka nocleg w samym środku himalajskiej przestrzeni, w domku-przybudówce z kamienia (tutaj opis). Kaza stanowi węzeł komunikacyjny prowadzący do kilku pobliskich klasztorów, sama w sobie jest natomiast klimatycznym miasteczkiem, z przepięknym niedawno wybudowanym klasztorem buddyjskim tradycji Śakja. Kaza jest jakby wrotami do cudnego klasztoru KEE (KI) (tutaj opis), w którym buddyzm tybetański powoli siebie ukazuje. Przestaje być jedynie książkami i mitycznymi, na pół legendarnymi, praktykami duchowo-cielesnymi. Dopiero w Kee zrozumiałam, jak bardzo Natura, Jej dzikość i opieka, jest tak ważna dla jogina. Tutaj poczułam, jak potężny wpływ wywiera Ona na serce i duszę.

20170826_115914

KLASZTOR KEE

W klasztorze Kee praktycznie nie ma, co robić, nie ma sklepów, nie ma wioski, nie ma nawet miejsca, w którym można kupić wodę butelkowaną. Ja ufam jednak pitnej wodzie, którą oferują restauracje i klasztory. Za drobną opłatą pielgrzym otrzymuje w klasztorze schludne łóżko, całodzienne wyżywienie, czaje, mleko z solą, brak zasięgu telefonicznego, o internecie nie wspominając, poranną kilkugodzinną pudżę (modlitwę klasztorną polegającą na recytacji przez kilku mnichów sutr buddyjskich), tak bardzo intensywne i przenikające do głębi ducha światło słońca i do granic policzalności rozgwieżdżone nocą niebo. Są mnisi, można porozmawiać o tym i owym, są inni podróżnicy, można dowiedzieć się o kulturze tureckiej, izraelskiej, amerykańskiej, hinduskiej… jest i Polka, która opowiedziała mi o swoich wieloletnich doświadczeniach z asztanga-jogą.

20170827_113213

Dalsza trasa przebiegała między buddyjskimi klasztorami (Dhankar i Tabo) w towarzystwie po drodze spotkanej grupy kilku Izraelczyków i Chińczyka. To już nie jest turystyka, to przestało być zwiedzaniem… tutaj narodziła się swoista przynależność do tej górskiej rzeczywistości, gdzieś na krańcu kilku światów:

trasa2

DHANKAR i TABO

O ile klasztor Kee/Ki stanowił inicjację, wprowadzenie w arkana tybetańskiej rzeczywistości w indyjskich Himalajach, o tyle klasztory niewielkich mieścin Dhankar i Tabo pokazały (udowodniły!), że wielowiekowa, potężna tantra jest nadal aktywna (wkrótce w buddyjsko tantrycznym kontekście opiszę te dwa klasztory). Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Indii, 4 lata temu, to były inne Indie. I tak naprawdę, to nie one się zmieniły, to nawet nie ja stałam się inna. W pewnym momencie po prostu Indie wpuściły mnie do siebie. Czasem – na pograniczu nostalgii – brakuje mi tego pierwszego wrażenia obcości, dotykania, smakowania, odczuwania na skórze i w zapachach czegoś całkowicie odmiennego, może nawet niebezpiecznego, tajemniczego, w czym nie do końca mózg wie, jak się poruszać… Teraz już tego nie czuję, gdy przekraczam granicę Indii, nie widzę i nie słyszę, gdy idę indyjską ulicą, niemniej jednak tereny himalajskie są odmienne od nizinnych przestrzeni subkontynentu indyjskiego.

20170828_144014

20170829_130257

20170829_093240

20170829_090811

20170830_130832

20170830_131613

Kaza wyciszyła umysł podróżnika-pielgrzyma, spowolniła aktywność mentalną, klasztor Kee ściągnął niewidzialną (i chyba nieistniejącą) granicę, która miałaby dzielić świat ziemski od boskich przestrzeni – wspólnie spożywane  z mnichami śniadanie w świątyni na wysokości 4000 m. n.p.m. w rytmie recytacji sutr w alikwotowym śpiewie lamów pokazało, że nawet święta przestrzeń – sacrum – nie jest oddzielna od profanum.  Wszystko jest sacrum… W jaskini przy Starym Klasztorze w Dhankar można usiąść, zamknąć oczy i po prostu medytować – długie momenty ciszy i samotności niekiedy przerywane są wchodzącymi i wychodzącymi buddystami, który z prośbą i czcią udają się przed oblicze Buddy, nikt jednak nie zwracał na mnie uwagi. Jakby zupełnie naturalnym było to, że człowiek obok malowidła Buddy medytuje, bo w gruncie rzeczy to jest naturalne. Na zakończenie piękna tęcza ukazała się o poranku u wejścia do wykutej w skale jaskini.

20170829_095127 (2)

W Starym Klasztorze można porozmawiać z Lamą, świetnie władającym językiem angielskim, można na długie godziny zaszyć się w celach klasztornych i w pomieszczeniu, gdzie kilkakrotnie nocował Jego Świątobliwość Dalajlama XIV, odpocząć, wyciszyć się, a jeśli przybędzie się o właściwej porze, to nawet zjeść chlebek naan upieczony przez Lamę.

20170829_101010

W Nowym Klasztorze, gdzie można wykupić nocleg z widokiem na Himalaje i na Stary Klasztor, w godzinach pudży pójść do nowej świątyni i… doświadczyć sytuacji niezwykłej, gdy to oto mnich dotyka czołem czoła pielgrzyma-jogina i mówi, że następnym razem chce z nią medytować, bo podróżniczka ma tutaj wrócić. A następnie można rozkoszować się smakiem naprawdę pysznej kuchni, menu klasztorne nie jest bowiem skąpe w propozycje.

20170829_105124

I Tabo, prawdopodobnie najstarszy aktywny klasztor buddyjski w Indiach… Człowiek wchodzi do głównego sali tantrycznej praktyki medytacyjnej, potem do drugiej… i na chwilę jego aktywność mentalna i emocjonalna ustaje. Oczom (i sercu) podróżnika ukazuje się w Złotej Świątyni (Serkhang, Ser Lhakhang) ogromne malowidło przedstawiające (Sarwa-Widja-)Wairoczanę, otoczonego 8 Buddhami:

Awalokiteśwara

A potem pielgrzym idzie na spacer po wzgórzach wkoło miasteczka, by zobaczyć jaskinie, w których kiedyś medytowali jogini. To zmienia człowieka.

20170830_120544

KALPA

Miasto, podobnie jak Shimla z początku podróży, skąpane w mgłach rozmywających materialną rzeczywistość w jej źródle, tybetańska architektura budowana w drewnie, świątynia nagów (węży o niesamowitej mądrości), czczących mistrza i patrona jogi – Śiwę… Deszcz i wilgoć, swoisty chłód, który szykował ciało i umysł na to, co zaraz miało ukazać się oczom podróżnika, pielgrzyma…

20170901_104213

SANGLA

… i jej indyjska mitologiczna, przepojona jogiczną mocą, święta góra Kailaś, na której szczycie przebywa według wierzeń i legend zanurzony w jogicznej energii Śiwa wraz ze swoją małżonką, Parwati. Poranki w Sangli są szczególnym momentem: zaraz po wschodzie słońca, w delikatnym chłodzie, kiedy chmury jeszcze nie zasłoniły wzgórza. Wtenczas człowiek siada z czajem w dłoni i zatrzymuje wzrok na górze Kailaś… Dla każdego jogina Sangla jest bardzo ważnym miejscem aktywności Pierwszego Jogina (Adiguru).

20170903_112437

SARAHAN

Wyjazd w Himalaje rozpoczął się od pięknej drewnianej świątyni Hidimby w Manali – żeńskiego ducha natury, potężnego, kochającego do granic, a zarazem niebezpiecznego – i zakończył noclegami w świątyni Kali, gniewnej, straszliwej małżonki Śiwy, tutaj jednak o jakby innym aspekcie. Tutaj hinduizm jest spokojny – wewnątrz zbudowanej z drewna świątyni można w ciszy medytować…

20170906_135136

Źródłosłów łaciński słowa impresja oznacza coś, co jest wdrożone, wbite niczym pieczęć. Himalaje mocno odciskają siebie w duchu podróżnika. Joga również zna termin impresja i uwielbia go używać – sanskara – coś, co jest wdrożone w pamięć, w świadomość, i co nie daje o sobie zapomnieć, co stanowi aktualną tożsamość człowiek. Całe doświadczenie odciska się w człowieku, w tzw. świadomości podręcznej (czitta) i jej sferze aktualnie nieuświadomionej (czetas). Himalaje zasadzają się głębiej niż codzienna świadomość (czitta), działają bowiem u podstawy samej głębi, u źródła świadomości, auto-identyfikacji człowieka (istoty świadomej)… Spokój Natury, który odbija się, rezonuje, w umyśle podróżnika…

W jaki sposób praktykujesz? – Codziennie jem i śpię. Wstaję razem ze śpiewem ptaków, a kiedy milkną, zasypiam. W czasie wolnym od zajęć siedzę lub spaceruję. Odczuwam całkowity spokój, ponieważ nie angażuję się w żadne sprawy.

Wzgórza stwarzają specyficzne warunki psychofizyczne, pewną szczególną atmosferę, która podczas medytacji może wydobyć z praktykującego głęboko ukryte cechy charaktery…*

*Zhang Jianfeng, Podróż do wewnętrznego spokoju i radości. Śladami współczesnych chińskich pustelników, 2015, s. 79 i 98.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s